Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 13 lutego 2012

Imieniny: Grzegorza, Katarzyny, Kastora

Komorowski: PiS udaje skrzywdzoną cnotę

2009-11-13 | Ostatnia aktualizacja: 20:41 | Komentarze: 0 | skomentuj

"Prawo i Sprawiedliwość może mówić o pokoju i miłości, ale nikt im już i tak nie uwierzy. To ich taktyka - uderzyć, a potem udawać, że zostało się uderzonym. Obrazić i udawać skrzywdzoną cnotę" - tak marszałek Sejmu Bronisław Komorowski ocenia największego konkurenta politycznego PO.

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -21°C max. 2°C
opady: brak

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

AGNIESZKA SOPIŃSKA: W jakiej kondycji jest Platforma Obywatelska na półmetku swoich rządów?

BRONISŁAW KOMOROWSKI: Jesteśmy partią, która po dwóch latach rządzenia ma notowania opinii publicznej wyższe niż dwa lata temu. To absolutny ewenement.

Z czego wynika to olbrzymie poparcie?
Platforma ma ugruntowaną opinię partii umiaru. Jesteśmy dalecy od wszelkich form radykalizmu. Wysokie notowania PO świadczą, że w Polsce jest dobra pogoda i dobry czas dla partii umiaru. A zły dla partii radykalnych.

Siłą Platformy jest słabość Prawa i Sprawiedliwości?
Odwrotnie: siłą Platformy jest siła PiS. To znaczy, im PiS jest bardziej PiS-owskie, to znaczy skrajne i radykalne, tym ludzie bardziej cenią sobie partię umiaru i rozsądku politycznego. Platforma jest alternatywą nie tylko dla tej konkretnej partii, ale dla wszelkiego radykalizmu i każdej formy agresji w polityce. Poza tym dobre notowania PO wynikają też z osobistych talentów Donalda Tuska, który ma gigantyczną umiejętność i łatwość komunikowania się z opinią publiczną. Udaje mu się podtrzymywać przekonanie, że warto w Platformie lokować nadzieje na przyszłość.

Pan mówi o radykalizmie, który się Polakom nie podoba, ale to przy okazji afery hazardowej premier Tusk, a za nim inni politycy PO, mówił o wojnie z PiS.
Przecież to nam PiS wypowiedziało wojnę.

PiS rękami i nogami broniło się przed przyznaniem, że wojnę wytoczyło.
PiS może mówić o pokoju i miłości, ale nikt im już i tak nie uwierzy. To ich stara taktyka – uderzyć, a potem udawać, że zostało się uderzonym. Obrazić i udawać skrzywdzoną cnotę.

Elementem wojny będzie komisja śledcza do spraw wyjaśnienia afery hazardowej?
Nie. Chcemy pokazać wszystko, że poza słowami, które padły, nie mamy nic na sumieniu. Złe, brzydkie słowa dotyczyły projektu zmian, który dopiero teraz się krystalizuje. Co więcej, ostateczny kształt projektu zmian jest bardzo ostro antyhazardowy. Zostały ujawnione informacje o niedopuszczalnych znajomościach. Cała Polska, my też, przeżyła to, że Miro i Rysio się kontaktowali. Dzisiaj być może się okaże, że był nie tylko Miro, ale też Przemo i Jaro.

Mówi pan o Gosiewskim i Kaczyńskim. Sądzi pan, że w sprawie hazardu mają nieczyste sumienia?
Tu nie chodzi o nazwiska, ale o egzemplifikację zjawiska, że ludzie o zabrudzonych sumieniach chętnie występują w roli sędziów własnych konkurentów. Dzięki komisji opinia publiczna powinna się dowiedzie o tym niepokojącym zjawisku.

Widziałby pan Gosiewskiego i Kaczyńskiego wśród świadków zeznających przed komisją śledczą?
W demokracji nie ma świętych krów. Wszyscy pamiętamy, jak źle została przyjęta odmowa stanięcia przed komisją śledczą przez prezydenta Kwaśniewskiego. Oczywiście trzeba zachować wszystkie najgrzeczniejsze formy, ale zarówno prezydenta, jak i premiera zawsze można zaprosić na rozmowę albo do niego pójść. Ale nie można odmawiać. Wiem, że premier Tusk nie boi się komisji.

Pana poprzednik Ludwik Dorn mówi, że Sejm stał się miejscem wojny na maczugi.
Z tak ostrą krytyką nie powinni wychodzić ci, którym z tą maczugą jest bardziej do twarzy. Oczywiście jest problem marginesu jaskiniowych obyczajów przy uprawianiu polityki w Polsce, ale generalnie trzymamy się średniej europejskiej. Owszem, padają ostre słowa o wysyłaniu w kamasze czy o burych sukach. Nie podoba mi się Palikot z atrybutem w ręku. To nie przystoi poważnym parlamentarzystom, ale to się zdarza nie tylko w polskim Sejmie.

Niedawno apelował pan do premiera, by wyznaczył nowe zadania dla rządu, bo wielka reforma modernizacyjna została bardzo osłabiona przez prezydenckie weta.
Tak, to prawda. Prezydent ma na koncie zablokowanie paru ważnych zamysłów modernizacyjnych. Ale nie tylko weta tu zaszkodziły.

Czyli?
Okazało się, że niektóre słuszne pomysły nie zyskały akceptacji czy to opinii publicznej, czy to koalicjanta, czy też były zbyt kosztowne politycznie.

Co ma pan na myśli?
Polityka jest sztuką osiągania celów przy minimalizowaniu strat politycznych. Czasami te straty okazują się na tyle duże, że trzeba inaczej wyznaczać cele. Ale generalnie uważam, że w ciągu minionych dwóch lat więcej rzeczy mogło być zrobionych, gdyby był niższy poziom konfliktu między prezydentem a rządem.

Co dziś jest politycznym celem koalicji?
Gdybym znał jasną, prostą odpowiedź na to pytanie, to nie mówiłbym o potrzebie zdefiniowania na nowo misji rządu. Jestem, byłem i będę zwolennikiem zasady, że rządzi się nie tylko po to, by dobrze wypadać w sondażach, ale również po to, by zmieniać Polskę na lepsze i brać za to odpowiedzialność. To brzemię trzeba brać, nawet gdy przygniata, boli i powoduje straty. Moim zdaniem nowe zdefiniowanie misji to przewidzenie, co będzie po wyborach prezydenckich.

A może dzisiaj głównym celem premiera jest wygranie tych wyborów.
Głównym celem koalicji powinno być określenie tego, co zrobi po wyborach, bo to one są istotną cezurą. Jak zniknie ten istotny hamulec antyreformatorski, jakim jest obecnie ośrodek prezydencki, to trzeba będzie zająć się kilkoma ważnymi zmianami. Niewątpliwie wielką reformą, która czeka, jest reforma systemu emerytalnego, ryzykowna i trudna politycznie, ale niezbędna. Ponieważ po wyborach prezydenckich do wyborów parlamentarnych pozostanie niewiele czasu, bo zapewne ze względu na prezydencję Polski w UE w 2011 roku zostanie skrócona kadencja Sejmu, to trzeba mieć świadomość, że cele trzeba formułować na przyszłość.

A co do wyborów? Wspomniana przez pana reforma emerytalna leży i czeka?
Dokładnie tak. Przecież prezydent publicznie zapowiadał, że zablokuje jakiekolwiek propozycje zmian w tej sprawie. To, co udało się rządowi, to reforma emerytur pomostowych. Ale to niewystarczające z punktu widzenia tego, co potrzebne w przyszłości.

>>> Czytaj dalej...

Rozmawiała: Agnieszka Sopińska
Źródło: Dziennik.pl
123następna »

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «