Dziennik.plKraj

Poniedziałek, 28 maja 2012

Imieniny: Augustyna, Jaromira, Wilhelma

Imperium Królów sprzedane za bezcen

2010-01-09 | Ostatnia aktualizacja: 21:15 | Komentarze: 1 | skomentuj

Pogoda

POLSKA

Poniedziałek 2012-05-28

temp. min 2°C max. 25°C
opady: niewielkie opady

Twoje miasto:

Program TV

Sprawdź program swojej ulubionej stacji:

W lipcu 2009 r. przysięgli sądu w Chicago uznali, że Wprost dopuścił się oszczerstwa i w ramach zadośćuczynienia firma powinna wypłacić państwu Harlanom 5 mln dol. Wyrok musi jeszcze zatwierdzić polski sąd.

W sądzie znalazła też finał sprawa oskarżeń, jakie pod adresem tygodnika wysunął dawny towarzysz partyjny Króla Aleksander Kwaśniewski. W 2005 r. ówczesny prezydent powiedział, że decyzję o niestawieniu się przed sejmową komisją śledczą ds. PKN Orlen podjął, gdy przeczytał we Wprost artykuł na swój temat. Zamieszczono przy nim zdjęcia, na których wśród osób towarzyszących prezydentowi i jego żonie jest oskarżony o korupcję lobbysta Marek Dochnal. Fotografie te - pisał tygodnik - dowodzą, że prezydent kłamał, mówiąc, że nie miał kontaktów z Dochnalem. "Niech żadna mutacja Urzędu Bezpieczeństwa nie stara się kierować losami Polski (...), ubecka gazeta po raz kolejny uczestniczy w rozrabianiu czołowego polityka" - oburzał się wtedy Kwaśniewski. Wydawca tygodnika i jego redaktorzy pozwali go, żądając przeprosin oraz 150 tys. zł zadośćuczynienia na cel społeczny. Sprawa jest w toku.

100 tys. zł zadośćuczynienia na cele charytatywne domaga się z kolei od Wprost inny polityk lewicy, Józef Oleksy. Były premier pozwał gazetę za ujawnienie treści jego rozmów z Aleksandrem Gudzowatym. W rozmowach tych Oleksy obgadywał, delikatnie mówiąc, liderów lewicy.

Oleksy nie był jedyną ofiarą swojego gadulstwa. Latem 2007 r. Wprost ujawnił nagrania ze spotkania dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka ze studentami z toruńskiej Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej. Rydzyk nazwał wtedy prezydentową "czarownicą", która powinna się poddać eutanazji. Wówczas to nie Wprost, ale Rydzyk znalazł się pod ostrzałem.

Procesy sądowe to niejedyny kłopot Wprost. Znakiem rozpoznawczym tygodnika, zanim przylgnęła do niego łata "organu prasowego PiS" i "słupa ogłoszeniowego służb", stały się kontrowersyjne teksty śledcze. Nie wszystkie przyniosły chwałę redakcji. Jednym z najgłośniejszych był materiał opisujący rzekomą współpracę Zbigniewa Herberta z SB. Według Wprost poeta w latach 1967 - 1970 informował bezpiekę o środowisku polskiej emigracji w zachodniej Europie, ale nigdy nie podpisał zobowiązania do współpracy. Rozpętała się burza. Historycy IPN zdementowali te informacje. Sprzedaż pisma w ciągu tygodnia zjechała o kilkadziesiąt tysięcy.

Prestiżu nie przyniósł też tygodnikowi spór wokół Nagrody Kisiela. Wyróżnienia te nie zostały przyznane za lata 2007 i 2008, bo 25 członków kapituły uznało, że poziom niektórych publikacji Wprost oraz zaangażowanie gazety nie pozwala na kontynuowanie idei nagrody w dotychczasowej formie. Wśród laureatów, którzy wtedy protestowali, byli m.in.: Lech Wałęsa, Władysław Bartoszewski i Jan Krzysztof Bielecki.

Wiele skandali wokół tytułu prowokowała jednak sama redakcja. - Wprost balansował między tygodnikiem opinii a tabloidem. I być może fakt, że Król bał się pójść do końca w stronę bulwaru, przyczynił się do powolnego upadku wydawnictwa - mówi prof. Wiesław Godzic, medioznawca z SWPS. Najprostszym sposobem na wywołanie kontrowersji były szokujące okładki.

Pierwszą był fotomontaż z 1994 r. Artykuł "Śmierć w powietrzu" tygodnik zapowiedział zdjęciem Matki Boskiej Częstochowskiej z Dzieciątkiem w maskach przeciwgazowych. Po publikacji protestowali biskupi, a przeor Jasnej Góry przyrównał redaktorów tygodnika do hitlerowców, którzy przed laty kpili z polskiego kultu Czarnej Madonny. Do poznańskiej prokuratury napłynęło 600 wniosków od osób, których uczucia religijne miała urazić okładka. Prokuratura obrazy uczuć religijnych nie stwierdziła.

W 1996 r. zdjęcie ilustrujące aferę Oleksego przedstawiała twarz Lwa Rywina w głębi muszli klozetowej. Producent wytoczył gazecie proces. Dwa lata temu tygodnik zaszokował z kolei fotomontażem, na którym przy nagim biuście Angeli Merkel pokazał braci Kaczyńskich z podpisem "Macocha Europy". "To przekroczenie granic dobrego smaku" - napisała Rada Etyki Mediów.

Większość okładek wymyślał sam Król, podobnie jak wiele tytułów. W redakcji Król znany był ze swoich słowotwórczych zabaw (to on wymyślił piwoizację do tekstu o skoku sprzedaży piwa w Polsce czy e-seksfilię). W felietonie zamieszonym w ostatnim, noworocznym numerze Król pisze: "Radość z powodu nadejścia nowego roku jest największą zagadką cywilizacji. Jako żywo przypomina fetowanie przez karpie zbliżającej się Wigilii lub przez indyki w USA zbliżającego się Święta Dziękczynienia. Nic się nie poprawia z wiekiem. A zwłaszcza nic się nie poprawia z XXI wiekiem, nawet w Nowy Rok. A skoro tak, to ktoś to musi wykorzystać. W życiu codziennym wykorzystują to zrzędy, zwane popularnie jęczydupami".

Źródło: dziennik.pl
« poprzednia123
Wypowiedzi: 1
  • ~KG2011-01-04 15:36

    Zastanawiam się nad tym,czy jest troche
    sfrustrowany.P.Marku trochę luzu
    i tak jest pan zabójczo przystojny.

Uwaga, Twój komentarz może pojawić się z opóźnieniem do 10 minut.
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane galerie:

Wiadomości z Kraju

    «