Dzieci lekko podtruły się dymem. Dlatego do poniedziałku pozostaną na obserwacji w szpitalu. Mogło się jednak skończyć gorzej, gdyby nie przytomność umysłu najstarszej z rodzeństwa. To ona zadzwoniła do straży pożarnej. Spokojnie i rzeczowo wyjaśniła, że w mieszkaniu "zapaliły się ciuchy". Potem wyprowadziła z domu wszystkie dzieci, w tym dwumiesięczne niemowlę.

Według radia RMF, rodzeństwo było bez opieki, bo ojciec w tym czasie był z szóstym dzieckiem u lekarza, matka zaś prawdopodobnie wyszła do sklepu. Policja ustaliła, że oboje byli trzeźwi. Na początku przyszłego tygodnia zostaną przesłuchani. Być może usłyszą zarzuty.