Podczas poniedziałkowego obchodu po lesie w okolicy paśnika leśniczy Tomasz Baran zauważył dziwne zjawisko. Zwierzęta zamiast spokojnie zajadać kolację, tłoczyły się w zaroślach wokół polany, na której stoi paśnik. „Zauważyłem sarny wtulone w siebie w gęstych zaroślach obok drogi, jakby czekające na coś, potem jelenie, które również nie uciekały, też trwały w jakimś oczekiwaniu” - opowiada leśniczy.

Rozwiązanie zagadki kryło się już na samej polanie. Na beli sianokiszonki wyłożonej dla ssaków kopytnych spokojnie siedział młody roczny niedźwiedź. „Zupełnie nie zwracał uwagi na otoczenie. Zapamiętale wyłuskiwał pojedyncze ziarna kukurydzy, sprawiając wrażenie, jakby się przy okazji świetnie bawił. Za chwilę dołączył do niego drugi, taki sam roczny <piastun>, za którym z lasu wychyliła się niedźwiedzica. Ta jednak była ostrożna, rozglądała się wciąż, szybko mnie wyczuła i wyraźnie była zaniepokojona moją obecnością. Zrobiłem zdjęcie i oddaliłem się, pozostawiając misie w spokoju” - opowiada leśniczy.

Tego dnia w Bieszczadach było 15 st. mrozu i pół metra śniegu. Normalnie niedźwiedzie w takich warunkach powinny spać. Jednak w tym roku bieszczadzkie misie wyraźnie nie mogą ułożyć się do snu. Dwa tygodnie temu leśniczy Teodor Furs z miejscowości Buk spotkał przy paśniku aż osiem niedźwiedzi jednocześnie. To absolutna ciekawostka przyrodnicza, bo zwierzęta te nie żyją w stadach. Na tej samej „stołówce” żerowały zgodnie dwie samice, każda z trojgiem młodych niedźwiedzi.