Dziennikarze TVN złamali prawo?
Do domu omyłkowo wypuszczonego z więzienia Jacka Redera wchodzą policjanci. Szukają mężczyzny, kręcą się po mieszkaniu. Nagrywa to kamera TVN24. Gdy wychodzą, otwiera się szafa, w której siedzi poszukiwany. Tylko że dziennikarze nie powiadomili policji o ukrywającym się przestępcy.
- Umarł z głodu w krakowskim areszcie
- Jak strażnicy ukrywają śmierć aresztantów
- Więźniów będzie pilnować prywatna firma
- TVN zapłaci karę za Drzyzgę
- Cele więźniów będą stale monitorowane
- Co 10 dni mamy samobójstwo w więzieniu
- Więzień skarży państwo, bo go wypuściło
- Pomyłkowo wypuszczony więzień złapany
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Wtorek 2012-05-29

temp. min 4°C max. 24°C
opady:
niewielkie opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Już kilka dni policja nie jest w stanie doprowadzić do zakładu karnego Jacka Redera, mężczyzny skazanego na cztery lata pozbawienia wolności, którego przez pomyłkę wypuszczono do domu przed zakończeniem odbywania kary. Okazuje się, że mężczyzna nie musi nawet wychodzić z domu, by uniknąć szukających go policjantów.
Komiczną scenę zarejestrowała ekipa telewizji TVN 24. Dziennikarze byli w domu Redera we wtorek wieczorem, zanim przyszła policja. Musieli widzieć, jak przed pojawieniem się dzielnicowych mężczyzna chowa się w szafie. Nagrali rozmowę oficerów z rodzicami mężczyzny, ich opuszczenie mieszkania i moment kulminacyjny - wyjście Jacka Redera z szafy. Czy to już pomocnictwo w ukrywaniu?
>>> Więzień skarży państwo, bo go wypuściło
"Policjanci nieudolnie przeprowadzili czynności. Za to dziennikarze mają prawo przedstawiać rzeczywistość taką, jaka ona jest" - komentuje prof. Piotr Kruszyński, kierownik Katedry Postępowania Karnego na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego.
"Gdyby dziennikarze TVN ukrywali tego pana w wozie transmisyjnym, można byłoby mówić ewentualnie o przestępstwie poplecznictwa. Z kolei rodzice nie odpowiadają za to, bo kto ukrywa osobę najbliższą, nie podlega karze" - dodaje profesor Kruszyński.
Podobnego zdania jest adwokat i karnista Mikołaj Pietrzak. "Ja tu nie widzę żadnego przestępstwa" - komentuje w rozmowie z DZIENNIKIEM. "Można się zastanawiać, na ile etyczne jest zachowanie dziennikarzy. Ale ja widzę pewna wartość w tego rodzaju prowokacjach. Służą one weryfikacji rzetelności działania służb publicznych" - przekonuje.























Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!