Wirtualne łzy na wirtualnym cmentarzu
Kilka lat temu nikt o nich nie słyszał, a dziś dynamiką rozwoju dorównują wielkim portalom społecznościowym, takim jak MySpace czy Facebook. Wokół internetowych cmentarzy tworzy się społeczność całkiem obcych sobie ludzi, którzy opłakują śmierć kompletnie nieznanego sobie człowieka.
- Z MySpace wyciekło pół miliona prywatnych zdjęć
- Izraelska armia ujawnia tajemnice w internecie
- Gra dla dzieci: powiększ piersi, uwiedziesz milionera
- Serwis społecznościowy dla szpiegów
- Wybierz się na wirtualny spacer po Toruniu
- Wszystko, co musisz wiedzieć o opalaniu >>>
Pogoda
POLSKA
Środa 2012-05-30

temp. min 3°C max. 22°C
opady:
brak
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
"Gone too soon" (Zbyt wcześnie odeszli) to najszybciej rozwijający się e-cmentarz w Wielkiej Brytanii. Jeszcze rok temu było tam jedynie 500 wpisów kondolencyjnych, a dziś już ponad 10 tysięcy - pisze "Rzeczpospolita".
Tego typu strony zawdzięczają swoją popularność przede wszystkim temu, że więzi w realnym świecie coraz bardziej zanikają i trzeba szukać ich w internecie. Pewna Brytyjka, której syn popełnił samobójstwo, podpalając się na plaży, twierdzi, że taka terapia jej pomaga. "Czułam się opuszczona. Ale gdy zrobiłam synowi wirtualny nagrobek, odwiedziło go 4 tysiące osób. Nie wyobrażam sobie takiego odzewu w prawdziwym świecie" - wyznaje Sheila Rothwell.
Na wirtualnym cmentarzu można jednocześnie zbijać fortunę. Według brytyjskiego dziennika "The Independent", strona "Gone too soon" została założona przez biznesmena i dziś przypomina bardziej internetowe forum lub czat. Kilka tygodni temu internauci zaczęli się z tego portalu masowo wycofywać z powodu "odrażających reklam".
Powodem były sponsorowane linki jako część kondolencji. Jeden z nich "opłakujący" śmierć chłopca o imieniu Ryan, był w rzeczywistości reklamą linii lotniczych Ryanair, a nekrolog niejakiego Wattsa zachęcał do kupna żarówek. Reklamy już zniknęły, ale właściciel wirtualnego cmentarza wpadł na inny pomysł: każda rodzina, która sprzeda swoją tragiczną historię, dostanie 500 funtów - pisze "Rzeczpospolita".
Kilka wirtualnych cmentarzy funkcjonuje także w naszym kraju. Jest nawet taki, gdzie można wylewać wirtualne łzy nad wirtualnym grobem ukochanego psa lub kota.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!