E-papieros nie jest wyrobem tytoniowym, więc nie podlega ustawie o ochronie zdrowia przed następstwami używania tytoniu i wyrobów tytoniowych. Jego używania nie zabrania też nowelizacja ustawy, która dziś wchodzi w życie. Skoro przepisy nie zakazują korzystania z takich urządzeń, to jest ono dopuszczalne.

Pracodawca mógłby zabronić używania e-papierosów, jeśli wydychane po jego użyciu powietrze zawierałoby szkodliwe substancje. Badania potwierdziły jednak, że są one wolne od takich związków, w tym od nikotyny.

– Osoby korzystające z e-papierosów wydychają parę wodną. Współpracownicy osób używających takich urządzeń nie są więc narażeni na bierne palenie – tłumaczy prof. Kazimierz Roszkowski-Śliż z Instytutu Gruźlicy i Chorób Płuc.

Podkreśla, że z medycznego punktu widzenia jest to taki sam produkt nikotynozastępczy jak np. gumy do żucia lub plastry. Dlatego ustawodawca nie zdecydował się na ustawowe ograniczenie korzystania z tych urządzeń, mimo że podczas prac nad nowelizacją posłowie rozważali taką możliwość.

Prawnicy podkreślają, że zakaz używania e-papierosów ograniczałby jednocześnie prawo pracowników do swobodnego zachowania. Jego wprowadzenie oznaczałoby, że firma ma też prawo zabronić używania np. lekarstw i kosmetyków o intensywnym zapachu lub gumy do żucia, która ma zastąpić palenie papierosów. W tym drugim przypadku narażenie pracowników na kontakt ze szkodliwymi substancjami byłoby wyższe niż w przypadku korzystania z e-papierosów (gumy takie zawierają bowiem niewielkie dawki nikotyny).

Pracownik może zatem używać elektronicznych papierosów w czasie pracy. Nie przysługuje mu jednak z tego tytułu przerwa w pracy. Korzystanie z takich urządzeń nie powinno mieć zatem wpływu na organizację pracy.