Wyludnienie spowoduje pogorszenie lokalnych budżetów, problemy z utrzymaniem infrastruktury, konieczność rezygnacji z inwestycji i w rezultacie zubożenie dużych połaci kraju.

Walka samorządów o mieszkańców, z których podatków się utrzymują, wkracza w nową fazę. Wcześniej miasta i gminy stosowały różne kampanie promocyjne i zachęty, by namówić ich do rozliczania się w miejscowych urzędach skarbowych, a nie w tych oddalonych o setki kilometrów, gdzie są zameldowani. Teraz, gdy okazało się, że w wielu regionach za kilkadziesiąt lat może w ogóle zabraknąć podatników, na samorządowców padł blady strach.

Związek Powiatów Polskich (ZPP) przeanalizował dane Głównego Urzędu Statystycznego. Wynika z nich, że do 2035 roku liczba ludności zwiększy się tylko w trzech województwach: mazowieckim (o 227 tys., czyli ponad 4 proc.), pomorskim (o 22 tys., czyli ok. 1 proc.) i małopolskim (o 19 tys., co stanowi niecałe 0,6 proc.). Wszystkie pozostałe województwa odnotują poważne spadki. Najgorzej będzie w woj. lubelskim (ubytek prawie o 17 proc.), świętokrzyskim (około 15 proc. spadek) i łódzkim (niemal 14-proc.).

Opustoszeją też miasta wojewódzkie. W Kielcach za nieco ponad 20 lat ubędzie ok. 46 tys. osób (prawie 23 proc. dzisiejszych mieszkańców), w Łodzi niemal 160 tys. (22 proc.), a w Bydgoszczy około 72 tys. (20 proc.). W sumie liczba mieszkańców Polski zmaleje w 2035 r. co najmniej o 2,2 mln.

Największy ubytek nastąpi w latach 2024 – 2026. Do tego momentu statystyczny powiat będzie się zmniejszał o ok. 500 osób, a na przestrzeni tych trzech lat nawet po 1,5 tys. osób rocznie. Stanie się tak dlatego, że wówczas zaczną wymierać roczniki wyżu powojennego. To spowoduje, że w ciągu jednego pokolenia statystycznie ubędzie nam blisko pięćset gmin, siedemdziesiąt powiatów i dwa województwa – ostrzega Marek Wójcik z ZPP.

Obawy samorządowców potwierdzają eksperci, którzy w swoich prognozach także przewidują znaczny ubytek ludności. Odwrócenie tego trendu będzie trudne, tym bardziej że Polska jest wciąż krajem emigracyjnym – mówi prof. Jerzy T. Kowaleski z zakładu demografii Uniwersytetu Łódzkiego. I dodaje, że jego zdaniem istotny ubytek ludności zacznie się jeszcze w tym dziesięcioleciu.

Lokalni włodarze już zaczynają obawiać się o stan urzędowych budżetów. Region traci na każdym odpływie ludności. Jeśli jest mniej ludzi, szczególnie w wieku produkcyjnym, to dochód wytwarzany na danym terenie także spada. To się potem odbija np. na wpływach z PIT i CIT – tłumaczy burmistrz Gołdapi i wiceprezes Związku Miast Polskich Marek Miros.

Zmiany odczują też mieszkańcy wyludnionych gmin. Już przecież zamykane są szkoły – do likwidacji jest nawet 1,5 tys. placówek. A będzie jeszcze gorzej, bo samorządy będą musiały zweryfikować dotychczasowe strategie rozwoju lokalnego. Jeśli o to nie zadbają, same zaczną wymierać – w naturalny sposób.