Policjant zatrzymał auto Urszuli Ros i jej męża Macieja, bo mężczyzna omyłkowo włączył światła przeciwmgnielne. Na nic zdały się tłumaczenia, że to nowy samochód i że kierowca po prostu pomylił guziki.

Sierżant Gos wlepił mężczyźnie 100 zł mandatu. - Powiedziałam do męża: gdyby ten policjant był bardziej ludzki, nie dostałbyś mandatu; trafiłeś na ćwoka - relacjonuje emerytka.

Miała pecha. Te słowa usłyszał policjant. Podbiegł do kobiety i zażądał dowodu osobistego. Gdy okazało się, że emerytka nie ma go przy sobie, pojechał z małżonkami do ich domu. Stamtąd zabrał starszą kobietę na pogotowie, by sprawdzić, czy nie jest pijana. Badanie nic nie wykazało. Ale Urszulę Gos policjant zawiózł jeszcze na komisariat. Zeznania i spisywanie protokołu trwały do pierwszej w nocy.

Tą upiorną noc kobieta ciężko przeżyła, bo ma cukrzycę i nadciśnienie - pisze "Fakt". Po kilku godzinach przesłuchania dowiedziała się, że za znieważenie policjanta na służbie grożą jej dwa lata więzienia.