W grupie porwanych, poza Polakami, byli Filipińczycy i Nigeryjczycy, a także robotnicy z Indii. Wszyscy pracowali na statku wydobywczym "Mystras", około 85 km od nigeryjskiego wybrzeża.

W ubiegły piątek uzbrojeni rebelianci, należący do Ruchu na Rzecz Wyzwolenia Delty Nigru, podpłynęli do statku łodziami motorowymi. Obsłudze kazali zejść do łodzi i odpłynęli w nieznanym kierunku. Za uwolnienie porwanych zażądali kilkudziesięciu tysięcy dolarów okupu. Nieoficjalnie wiadomo, że koncern ENI zgodził się zapłacić żądaną kwotę.

Według rzecznika polskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Roberta Szaniawskiego, porwani Polacy dobrze byli traktowani w niewoli. Teraz najprawdopodobniej wrócą do kraju.

Ruch na Rzecz Wyzwolenia Delty Nigru, sprawca wielu wcześniejszych porwań, domaga się autonomii dla rejonu Delty Nigru, największego zagłębia naftowego w Afryce. Jednak w ostatnim okresie dla okupu porywają coraz częściej grupy przestępcze.

Od początku 2006 roku w regionie uprowadzono ponad 200 pracowników, w większości zatrudnionych w sektorze paliwowym. Tydzień temu zwolniono po dwóch dniach niewoli siedmiu pracowników, porwanych z pola naftowego obsługiwanego przez firmę Shell.