Porzucenie haseł wyborczych okazało się w interesie Obamy
Prezydenturze Baracka Obamy od samego początku towarzyszy pytanie o polityczną realizację jego wyborczego hasła "change". W wielu krajach kwestia ta podnoszona jest w kontekście amerykańskiej polityki zagranicznej. Dwa tygodnie temu w rozmowie z "Europą" prokremlowski polittechnolog Siergiej Markow zastanawiał się, na ile szczere były deklaracje prezydenta USA, w których odrzucał on twarde stanowisko George’a W. Busha wobec Rosji.
Być może odpowiedzią dla Markowa jest opinia naszego dzisiejszego rozmówcy Edwarda Luttwaka. A brzmi ona zaskakująco: Obama to kontynuator neokonserwatywnej polityki poprzedniej administracji. Luttwak uważa, że obecny prezydent jest do takiego działania poniekąd zmuszony. Zaniechanie udzielania pomocy Ukrainie i Gruzji - nawet jeśli nie są one partnerami łatwymi i przewidywalnymi - równoznaczne jest bowiem z ryzykiem rozpoczęcia regularnej wojny. Obama kontynuuje też politykę Busha wobec Iraku, Afganistanu i Chin. Ale, zdaniem Luttwaka, bynajmniej nie prowadzi to do międzynarodowej konfrontacji, o co bywał oskarżany poprzedni prezydent. Dziś żadnej z wielkich potęg nie opłaca się prowadzenie polityki mocarstwowej w kategoriach siły. Prawdziwe problemy dotyczą bowiem takich spraw jak kryzys finansowy i kryzys Wspólnoty Europejskiej. Ich rozwiązanie wymaga dialogu między największymi graczami. Aby jednak przynosił on efekty, każda ze stron powinna stanowczo artykułować swoje interesy.
p
Karolina Wigura: Za nami pierwsza rocznica wybuchu wojny rosyjsko-gruzińskiej. Z tej okazji byliśmy świadkami swoistej powtórki z kadencji George’a W. Busha. Wiceprezydent USA
zapewnił w Tbilisi, że Stany Zjednoczone niezmiennie popierają integralność terytorialną Gruzji… Jak należy rozumieć to posunięcie?
Edward Luttwak*: To jeszcze jeden dowód na to, że administracja Baracka Obamy kontynuuje neokonserwatywną linię poprzedniego rządu w dziedzinie polityki zagranicznej.
Przepraszam, ale chciałabym prosić, żeby pan to powtórzył: Obama, demokrata, którego najważniejszym hasłem w kampanii wyborczej była zmiana, prowadzi neokonserwatywną politykę
zagraniczną?
Jak najbardziej. W istocie, jeśli Obama odniósł dotychczas na tym polu jakieś sukcesy, to tam, gdzie zdecydował się porzucić slogan wyborczy "change" i kontynuować stabilną
linię polityczną swojego poprzednika. Gruzja nie jest odosobnionym przypadkiem. Administracja Obamy będzie popierać nie tylko ją, ale i Ukrainę. Nawet jeśli nie są to łatwi i wiarygodni
partnerzy, nawet jeśli sposób prowadzenia przez nich polityki jest, delikatnie mówiąc, awanturniczy, Amerykanie nie mają innego wyjścia. Albo będą tym krajom pomagać, albo ryzykują
rozpoczęcie regularnej wojny.






















Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!