- napisano w przesłanym we wtorek PAP oświadczeniu Centrum Monitoringu Wolności Prasy Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, podpisanym przez jego dyrektora Wiktora Świetlika.
W piśmie Świetlik ocenił, że jest to rażące tym bardziej, że wedle tego samego komunikatu prokuratury wyniki śledztwa w sprawie opisywanej przez Gmyza mają być znane dopiero za pół roku.
- czytamy dalej.
Zdaniem Świetlika fakt, że duża część kolegów i koleżanek dziennikarzy wydała medialny wyrok na Cezarego Gmyza bez weryfikacji faktów, a zarazem w sytuacji, w której bardzo poważne nieścisłości (także przy opisywaniu katastrofy smoleńskiej) zdarzały się i ich redakcjom, jest ponurym obrazem złej kondycji i stopnia upolitycznienia polskiego dziennikarstwa.
W ubiegłym tygodniu "Rzeczpospolita" napisała, że śledczy na wraku samolotu Tu-154M w Smoleńsku znaleźli ślady trotylu i nitrogliceryny. Prokuratura wojskowa zaprzeczyła, że są takie ustalenia; wskazała, że znalezione ślady mogą oznaczać obecność substancji wysokoenergetycznych, m.in. materiałów wybuchowych. Dopiero badania laboratoryjne będą mogły być podstawą do twierdzenia o istnieniu bądź nieistnieniu śladów materiałów wybuchowych - replikowała prokuratura.
W poniedziałek wieczorem Rada Nadzorcza Presspubliki - wydawcy "Rzeczpospolitej" - rekomendowała zarządowi tej spółki odwołanie redaktora naczelnego tytułu Tomasza Wróblewskiego, jego zastępcy Bartosza Marczuka, szefa działu krajowego Mariusza Staniszewskiego oraz Cezarego Gmyza - autora artykułu. Oświadczenie CMWP SDP dotyczy ich wszystkich.
W poniedziałek Rada Nadzorcza Presspubliki i właściciel tego wydawnictwa Grzegorz Hajdarowicz oświadczyli, że po przeprowadzonym postępowaniu uznaje, że dziennikarze związani z publikacją nie mieli podstaw do stwierdzenia, że we wraku tupolewa znaleziono ślady trotylu i nitrogliceryny.
- podkreślono w oświadczeniu wydawcy.
RN wyjaśniła, że 31 października przekazano Gmyzowi dokumenty pozwalające mu na ochronę świadków, jak i pisemne zapewnienie o ochronie jego osoby w razie przyszłych procesów, jeśli okazałoby się, że rzetelnie zbierał materiały i posiada na to stosowne dowody. Wśród dokumentów było również zapewnienie o ochronie informatorów, a dla ich bezpieczeństwa oświadczenia miały być zdeponowane w jednej z kancelarii adwokackich. Gmyz zobowiązał się do przedstawienia do poniedziałku, do godz. 14 dokumentów, nagrań i wszelkich materiałów, na podstawie których napisał swój tekst.
- oświadczyła RN Presspubliki.
Sam Hajdarowicz ocenił, że tekst Gmyza nie powinien się nigdy w takiej formie ukazać w "Rzeczpospolitej", a sam tytuł artykułu określił mianem "ogromnego nadużycia". N- oświadczył.
Odnosząc się do oświadczenia RN, Gmyz napisał na Twitterze, że "bardzo łagodnie rzecz ujmując, wydawca +Rzeczpospolitej+ w oświadczeniu mija się z prawdą".
Już wcześniej list otwarty w obronie Gmyza wystosowała część środowiska dziennikarskiego. Podkreślono w nim, że przez lata pracy udowodnił on, że jest poważnym i rzetelnym dziennikarzem.
Według zapowiedzi pełnomocniczki zarządu Presspubliki Hanny Wawrowskiej, kolejnych decyzji co do przyszłości szefostwa redakcji "Rzeczpospolitej" można oczekiwać w najbliższych dniach. Do tego czasu pracami redakcji kieruje dotychczasowy wicenaczelny Andrzej Talaga.