Sprawa Jarosława Ziętary
Jarosław Ziętara urodził się w Bydgoszczy w 1968 r. Był absolwentem Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Pracował najpierw w radiu akademickim, później współpracował m.in. z "Gazetą Wyborczą", "Kurierem Codziennym", tygodnikiem "Wprost" i z "Gazetą Poznańską". Ostatni raz widziano go 1 września 1992 r. Rano wyszedł z domu do pracy, ale nigdy nie dotarł do redakcji "Gazety Poznańskiej". W 1999 r. został uznany za zmarłego. Ciała dziennikarza do dziś nie odnaleziono.
Poznański sąd okręgowy kontynuował w czwartek proces byłego senatora Aleksandra Gawronika (zgodził się na publikację pełnego nazwiska) oskarżonego o nakłanianie ochroniarzy spółki Elektromis do porwania, pozbawienia wolności, a następnie zabójstwa reportera "Gazety Poznańskiej" Jarosława Ziętary.
W czwartek przed sądem zeznania składał były właściciel i były redaktor naczelny tygodnika "Wprost" Marek Król. Jak mówił, redakcja tygodnika mieściła się wtedy w Poznaniu, a Gawronik należał do znanych osób. "Poznaliśmy się, ale nie potrafię dokładnie określić, kiedy to było i gdzie, z pewnością miało to jednak miejsce na początku lat 90., chyba w 1990 albo 1991 roku" – wskazał.
Świadek zeznał przed sądem, że w tamtym czasie Gawronik nie tylko znał się z twórcą Elektromisu Mariuszem Ś., ale i z nim współpracował - o czym kilka razy sam naocznie się przekonał. W toku procesu zarówno Gawronik, jak i Mariusz Ś. podkreślali, że nie znali się, nie utrzymywali ze sobą żadnych kontaktów.
Świadek zeznał w czwartek, że o tym, że oskarżony współpracował jednak z Mariuszem Ś. przekonał się wiosną 1994 roku, kiedy Gawronik odwiedził warszawską redakcję "Wprost" przy ul. Ordynackiej.
– zaznaczył.
Świadek, opisując przebieg spotkania, podkreślił, że Gawronik przyszedł niespodziewanie i poprosił o wyjście na podwórze. - mówił.
Świadek podkreślił, że po rozmowie z Gawronikiem spotkał się ze swoimi zastępcami, którym opowiedział o wizycie. Wówczas jeden z zastępców powiedział, żeby o tej rozmowie zawiadomić MSW.
- mówił.
– dodał.
Świadek powiedział, że do kolejnego spotkania z Gawronikiem – i wtedy także z Mariuszem Ś. – doszło przed świętami wielkanocnymi 1994 roku.
– powiedział.
Dodał, że kolejne – tym razem niespodziewane - spotkanie z Mariuszem Ś. miało miejsce na poznańskim Starym Rynku. – zaznaczył.
Świadek podkreślił w sądzie, że po niektórych publikacjach zdarzały też się anonimowe telefony do redakcji z pogróżkami; "przestańcie, bo to się wam nie opłaci". – podkreślił świadek.
Podczas czwartkowej rozprawy oświadczenie wygłosił także Aleksander Gawronik. Odniósł się w nim do zeznań składanych przez głównego świadka prokuratury w tej sprawie – Macieja B. ps. Baryła. Według prokuratury, poznański gangster, odsiadujący wyrok dożywocia był on naocznym świadkiem podżegania do zabójstwa Ziętary. W śledztwie Maciej B. zeznał, że był przy rozmowie, kiedy Gawronik polecił "zlikwidowanie dziennikarza". W kwietniu 2016 r., odwołał jednak zeznania. Z kolei w lutym 2019 roku, w toczącym się odrębnie procesie Mirosława R., ps. Ryba, i Dariusza L., ps. Lala, oskarżonych o uprowadzenie, pozbawienie wolności i pomocnictwo w zabójstwie Jarosława Ziętary, Baryła powiedział jednak, że podczas rozprawy w kwietniu 2016 r. konfabulował. Jak tłumaczył, był "zbulwersowany" tym, że nie otrzymał pomocy, jakiej oczekiwał od prokuratora.
W czwartek w sądzie Gawronik odniósł się do zeznań Baryły i wskazując na serię notatek służby więziennej zaznaczył, że Maciej B. jest nie tylko zupełnie niewiarygodny, ale i nie ma o sprawie żadnego pojęcia – a zeznania, które składał miały mu tylko pomóc uzyskać uniewinnienie.