Od dzieciństwa fascynowało mnie wilcze wycie. Pamiętam, jak w
dzieciństwie ojciec zabrał mnie do rezerwatu Borżomi, to wtedy po
raz pierwszy je usłyszałem. Poczułem się dziwnie, jakby krew stężała
mi z zimna w żyłach - mówi w rozmowie z "DGP" Jasonem Badridze, gruzińskim fizjologiem, etologiem i zoologiem, który przez dwa lata mieszkał z wilkami w Parku Narodowym Borżomi.
Wiedziałem, że wilki muszą się przyzwyczaić do mojej obecności. Zacząłem od tego, że nosiłem przy sobie tetrowe pieluchy, by przeszły moim zapachem. Potem darłem je na strzępy, podobnie stare ubrania, i rozrzucałem w pobliżu wilczych ścieżek. Naj-pierw omijały kawałeczki tkanin, potem zaczęły je rozszarpywać, w końcu przestały zwracać na nie uwagę. Jednak kluczową rolę w zaakceptowaniu mnie odegrało poczucie bezpieczeństwa, jakie zaczęło im się kojarzyć z moją osobą. Umówiłem się z myśliwymi, że na czas eksperymentu wstrzymają odstrzał tych drapieżników - mówi Jason Badridze.
Całość rozmowy przeczytasz w e-wydaniu "Dziennika Gazety Prawnej" >>>
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Tematy: Wilk