: Stanowisko polskiego rządu, które reprezentuję, jest takie: oczekujemy na stanowisko rządu niemieckiego w sprawie pani Steinbach, a nie wypowiedzi jakichkolwiek
innych podmiotów.
Ciekawa opinia. A czy pani Steinbach zajmuje się Francją, Słowacja czy Polską?! Kto się nami zajmuje, tym my mamy prawo się zajmować.
>>> Uczmy się od Steinbach – komentarz Piotra Gursztyna
"
Jak ktoś rżnie głupa, to nic nie poradzę. To tak jak ktoś powiedziałby pani: nigdy nie słyszałem, dlaczego Polacy uważają, że Radio Maryja wypowiada
się antysemicko. No dlaczego?! Pani Steinbach głosuje w Bundestagu przeciwko ratyfikacji traktatu z Polską, wypowiada się przeciwko przyjęciu Polski do NATO czy Unii Europejskiej. I my mamy ją
uważać za osobę zdatną do budowania będących przedmiotem historii i nauki koncepcji muzealnych, które dotyczą m.in. naszego kraju?! Dlaczego ja mam się uważać za zdolnego do prowadzenia
chóru w operze, jeśli nie śpiewam?! Pani Steinbach zatraciła poczucie, kim jest. W wieku 45 lat pierwszy raz w życiu zainteresowała się tym, gdzie się urodziła. Wolno jej. A my możemy jej
nie ufać. To nie my nadajemy jej wyjątkową rolę. Kobiet w Niemczech jest 42 miliony, a ona jest jedną z tych nielicznych kobiet, która jest we władzach dużej partii politycznej, czyli należy
do kobiet, które Niemcy obdarzają szczególnym zaufaniem. Skoro tak, a Niemcy są naszym sojusznikiem w NATO i UE, to chyba do diabła możemy się interesować, jak ta osoba się zachowuje. Po co
tu rżnąć wariata? My nie mamy żadnych pretensji np. do pana prezydenta Koehlera, który urodził się w Skierbieszowie koło Zamościa, w domu ludzi wysiedlonych w wyniku zbrodni hitlerowskich.
Przeciwnie, my go szanujemy. Ale też on nie czyni sobie zawodu rewanżymu, a pani Steinbach owszem.
Niech sobie to robią. Każdy kraj ma swoje problemy. My też mamy swoje między partiami i grupami. Niemcy mają swoje trudności w relacjach między rządem a jakąś działaczką społeczną. A
że ta działaczka jest też członkiem partii współrządzącej, to dla nas naturalnie jest interesujące, jak się zachowuje.
Jeżeli ona przechodzi przemiany wewnętrzne, to mogłoby to zainteresować jej spowiednika. Gdyby była katoliczką, ale akurat jest protestantką. Nas jej przemiany nie interesują. My oceniamy
całokształt działania, a nie intencje ani problemy wewnętrzne 65-letniej, od kilkunastu lat zainteresowanej Polską pani Steinbach. Cała dyskusja zaczęła się od informacji, że Związek
Wypędzonych zdecydował się delegować do kuratorium fundacji poświęconej wypędzonym trzy osoby, w tym panią Steinbach. I stąd wzięło się zainteresowanie mediów niemieckich. To myśmy
uruchomili panią Steinbach czy oni uruchomili? Ciekawe, dlaczego ona ciągle występuje jako kandydatka do stanowisk, które mają określać świadomość historyczną w osiemdziesięciomilionowym
narodzie? Czy ona jest historykiem? Nic o tym nie wiem.
Nie wiem, na jakiej podstawie głoszą, kto jest czyim człowiekiem. Ja z panią kanclerz Merkel mam jak najlepsze stosunki, nawet serdeczne. Widzieliśmy się w piątek i podczas rozmowy powtarzała
stale, aby nasz rząd kierował się wyłącznie stanowiskiem rządu niemieckiego. Tego stanowiska nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie może za tydzień, może pod koniec roku a może w ogóle już
nie tego rządu. W każdym razie wszystko, co jest poza tym stanowiskiem jest samowolą, wychodzeniem przed szereg Związku Wypędzonych i robieniem przez nich akcji prasowej. A akcję medialną
można przeciwko każdemu w każdej chwili uruchomić.
Nie, dlatego że Niemcy są poważnym krajem i nie sądzę, by jakakolwiek jedna pani mogła w decydujący sposób zaszkodzić naszym stosunkom. Gdyby rząd niemiecki poparł działania pani
Steinbach jako osoby kompetentnej do nadzoru nad treścią i formą wystawiennictwa muzealnego, to musieli byśmy przemyśleć, czy możemy razem nad tym przedsięwzięciem pracować. Te nasze sprawy
nie mają jednak nic wspólnego ze sprawami bankowymi, gospodarczymi, technologicznymi, z wymiana młodzieży itd. Ponadto rząd niemiecki jest rządem poważnego państwa i nie
"upupiajmy" sprawy wypędzeń. My mamy do rządu niemieckiego zaufania.