Anna Wojciechowska: Bronić Steinbach przed Polakami! - rozległy się głośne apele w Niemczech.
Władysław Bartoszewski: Stanowisko polskiego rządu, które reprezentuję, jest takie: oczekujemy na stanowisko rządu niemieckiego w sprawie pani Steinbach, a nie wypowiedzi jakichkolwiek innych podmiotów.

Reklama

Tyle że po stronie niemieckiej wypowiadają się też politycy rządzącej koalicji. I zarzucają nam histerię na punkcie pani Steinbach. Histeryzujemy za bardzo?
Ciekawa opinia. A czy pani Steinbach zajmuje się Francją, Słowacja czy Polską?! Kto się nami zajmuje, tym my mamy prawo się zajmować.

>>> Uczmy się od Steinbach – komentarz Piotra Gursztyna

"Nigdy nie usłyszałem rozsądnej odpowiedzi na pytanie, co tak naprawdę zarzucają Polacy Steinbach?" - przekonywał na antenie publicznej telewizji niemieckiej historyk Arnulf Baring.
Jak ktoś rżnie głupa, to nic nie poradzę. To tak jak ktoś powiedziałby pani: nigdy nie słyszałem, dlaczego Polacy uważają, że Radio Maryja wypowiada się antysemicko. No dlaczego?! Pani Steinbach głosuje w Bundestagu przeciwko ratyfikacji traktatu z Polską, wypowiada się przeciwko przyjęciu Polski do NATO czy Unii Europejskiej. I my mamy ją uważać za osobę zdatną do budowania będących przedmiotem historii i nauki koncepcji muzealnych, które dotyczą m.in. naszego kraju?! Dlaczego ja mam się uważać za zdolnego do prowadzenia chóru w operze, jeśli nie śpiewam?! Pani Steinbach zatraciła poczucie, kim jest. W wieku 45 lat pierwszy raz w życiu zainteresowała się tym, gdzie się urodziła. Wolno jej. A my możemy jej nie ufać. To nie my nadajemy jej wyjątkową rolę. Kobiet w Niemczech jest 42 miliony, a ona jest jedną z tych nielicznych kobiet, która jest we władzach dużej partii politycznej, czyli należy do kobiet, które Niemcy obdarzają szczególnym zaufaniem. Skoro tak, a Niemcy są naszym sojusznikiem w NATO i UE, to chyba do diabła możemy się interesować, jak ta osoba się zachowuje. Po co tu rżnąć wariata? My nie mamy żadnych pretensji np. do pana prezydenta Koehlera, który urodził się w Skierbieszowie koło Zamościa, w domu ludzi wysiedlonych w wyniku zbrodni hitlerowskich. Przeciwnie, my go szanujemy. Ale też on nie czyni sobie zawodu rewanżymu, a pani Steinbach owszem.

Zatem to Niemcy zaczynają teraz histeryzować?
Niech sobie to robią. Każdy kraj ma swoje problemy. My też mamy swoje między partiami i grupami. Niemcy mają swoje trudności w relacjach między rządem a jakąś działaczką społeczną. A że ta działaczka jest też członkiem partii współrządzącej, to dla nas naturalnie jest interesujące, jak się zachowuje.

Niemieccy politycy przekonują, że zniekształcamy obraz Steinbach, która sama przeciwstawia się fundamentalizmowi w swojej organizacji.
Jeżeli ona przechodzi przemiany wewnętrzne, to mogłoby to zainteresować jej spowiednika. Gdyby była katoliczką, ale akurat jest protestantką. Nas jej przemiany nie interesują. My oceniamy całokształt działania, a nie intencje ani problemy wewnętrzne 65-letniej, od kilkunastu lat zainteresowanej Polską pani Steinbach. Cała dyskusja zaczęła się od informacji, że Związek Wypędzonych zdecydował się delegować do kuratorium fundacji poświęconej wypędzonym trzy osoby, w tym panią Steinbach. I stąd wzięło się zainteresowanie mediów niemieckich. To myśmy uruchomili panią Steinbach czy oni uruchomili? Ciekawe, dlaczego ona ciągle występuje jako kandydatka do stanowisk, które mają określać świadomość historyczną w osiemdziesięciomilionowym narodzie? Czy ona jest historykiem? Nic o tym nie wiem.

Jednak w Niemczech słychać, że powołanie jej lub nie do rady fundacji będzie dla Angeli Merkel testem na gotowość do obrony swoich ludzi.
Nie wiem, na jakiej podstawie głoszą, kto jest czyim człowiekiem. Ja z panią kanclerz Merkel mam jak najlepsze stosunki, nawet serdeczne. Widzieliśmy się w piątek i podczas rozmowy powtarzała stale, aby nasz rząd kierował się wyłącznie stanowiskiem rządu niemieckiego. Tego stanowiska nie ma i nie wiadomo, kiedy będzie może za tydzień, może pod koniec roku a może w ogóle już nie tego rządu. W każdym razie wszystko, co jest poza tym stanowiskiem jest samowolą, wychodzeniem przed szereg Związku Wypędzonych i robieniem przez nich akcji prasowej. A akcję medialną można przeciwko każdemu w każdej chwili uruchomić.

Czy polski rząd - jak sugeruje się w Niemczech - stawia w tej chwili na szali sprawę powołania Steinbach do rady fundacji przeciwko dobrym stosunkom polsko-niemieckim?
Nie, dlatego że Niemcy są poważnym krajem i nie sądzę, by jakakolwiek jedna pani mogła w decydujący sposób zaszkodzić naszym stosunkom. Gdyby rząd niemiecki poparł działania pani Steinbach jako osoby kompetentnej do nadzoru nad treścią i formą wystawiennictwa muzealnego, to musieli byśmy przemyśleć, czy możemy razem nad tym przedsięwzięciem pracować. Te nasze sprawy nie mają jednak nic wspólnego ze sprawami bankowymi, gospodarczymi, technologicznymi, z wymiana młodzieży itd. Ponadto rząd niemiecki jest rządem poważnego państwa i nie "upupiajmy" sprawy wypędzeń. My mamy do rządu niemieckiego zaufania.