Zdzisław Najder: Miał ogromne znaczenie, bo udało się osiągnąć, to, o co chodziło nie tylko nam, ale i zdecydowanej większości państw Unii, a więc zachować jedność wobec kryzysu.
Cieszę się, że tę jedność na tle groźnych zapowiedzi i niepokojów zachowano.
>>> Monika Olejnik: Polska odniosła wielki sukces na szczycie Unii
Moim zdaniem nie była to mądra dyskusja - choć nie ominęła i „Dziennika” - bo nie bardzo wiadomo, w jaki sposób Unia może się rozpaść.
Obawiano się podziału wewnątrz UE na państwa bogate i biedne, starej i nowej Unii. W „The Economist", jednym z najbardziej opiniotwórczych tygodników na świecie, można
było przeczytać, że ratowanie państw Europy Środkowo-Wschodniej może tylko zniszczyć UE. Tymczasem okazało się, że Unia potrafiła przedstawić jednolity front i podejmuje kroki, które nie
grożą przeciążeniu jej budżetu, także budżetów jej poszczególnych państw, które są racjonalne i zachowują solidarność. A to jest jest ogromnie ważne.
Nie oceniałbym tego w kategoriach sojuszu. Tym, co nas łączy, są wspólne interesy, a Niemcy są naszym najważniejszym partnerem handlowym. Tymczasem to właśnie oni najgwałtowniej odczuwają
skutki kryzysu, bo są największym eksporterem na świecie. Jeśli Ameryka lub inne duże rynki kurczą się dla ich towarów, to Niemcy mają kłopoty. To przecież największa gospodarka wewnątrz
UE, dlatego należy zabiegać o to, by ich kłopoty nie były zbyt dotkliwe, by nie były również długotrwałe, by nie cierpiała na tym polsko - niemiecka wymiana handlowa. Dlatego traktuję to
spotkanie w kategoriach normalnej i naturalnej współpracy wewnątrzeuropejskiej i nie nazywałbym go sojuszem politycznym.
Należy dla nich szukać specjalnych środków i sposobów pomocy i wierzę, że tego rodzaju inicjatywa na pewno się pojawi. Kraje bałtyckie są o wiele ściśle związane ze strefą euro, więc
pomoc dla nich będzie łatwiejsza. Dlatego, jeśli ze strony polityków PiS słyszymy absurdalne apele, by nie wchodzić do strefy euro, bo ona przeżywa większy kryzys niż my, to znaczy, że
zupełnie nie rozumieją oni problemu. Strefa euro przeżywa kryzys, ale nie ma on nic wspólnego z posiadaniem wspólnej waluty. Przeciwnie, posiadając wspólną walutę, która budzi zaufanie,
skutki kryzysu odczuwają znacznie łagodniej niż Polska ze spadkami wartości złotówki o 30 - 40 proc. Mamy przecież olbrzymi problem z tym, że nasza waluta nie budzi zaufania.
Europę z pewnością dopiero czeka próba solidarności. Unia Europejska jest cudem natury. Po raz pierwszy w dziejach świata, kraje bogatsze, przez fundusze strukturalne, pomagają krajom
biedniejszym i na tym właśnie polega europejska solidarność. My się do tego już przyzwyczailiśmy, ale trzeba mieć świadomość, że nie jest to prawidłowość występująca w historii.
Więc kiedy wszystkim bogatym i biednym powodzi się gorzej, a tak jest w czasie kryzysów gospodarczych, recesji, wobec tych, którzy są przyzwyczajeni do wyższej stopy życiowej apelujemy:
zaciśnijcie pasa. My jesteśmy biedniejsi. To jest próba solidarności. Czy wszyscy te próbę zaliczą? Nie wiem. Jednak widzę, że Niemcy po raz kolejny w takiej sytuacji dają bardzo dobry
przykład i miejmy nadzieję, że inni pójdą w ich ślady.
Myślę, że to, co powiedział Sarkozy, było typowy wyskokiem, za który został skrytykowany również we Francji. Przecież kiedy popiera się protekcjonizm, to w końcu taka polityka obraca się
przeciwko tym, którzy go wprowadzili. Takim państwom jak Francja, które dużo eksportują, powinno przecież szczególnie zależeć na wolnym rynku i swobodzie wymiany handlowej. Proszę
zauważyć, że na niedzielnym szczycie dosyć łatwo udało się osiągnąć jednomyślność. Rządy dość łatwo zrozumiały, że w dobie kryzysu muszą działać solidarnie.
Tak, tylko czy społeczeństwa europejskie zechcą solidarnie zaciska pasa? To jest ta próba i miejmy nadzieję, że UE, w tym Niemcy i Francja, solidarnie przez nią przejdą. Osobiście wierzę,
że Unia przez nią przejdzie, choć będzie to trudne.