Jeszcze chwila, a test na kandydatów na studentów politologii zaczynał się będzie od zestawu alkoholowego. Na przykład tak: "Ile razy Janusz Palikot stawiał alkoholowe pytania prezydentowi Kaczyńskiemu? Ile razy dostał odpowiedź?". Albo tak: By dostać ocenę bardzo dobrą, trzeba będzie wykazać się znawstwem - podać ulubione wina Donalda Tuska. A w jego gusta - jak twierdzą wtajemniczeni - nie jest łatwo trafić.
Wszystko to wygląda dość śmiesznie i włosów rwać z głowy nie trzeba, w końcu polityka też musi mieć elementy folklorystyczne, gdyby nie jeden fakt:
Im bardziej
jesteśmy w kryzysie, tym częściej - także za sprawą mediów - pociągamy z butelki. Im bardziej nas męczą widoczne zmęczenie prezydenta i słyszalna dewaluacja słów premiera, tym wyraźniej
dochodzimy do wniosku, że jedno, co warto, to ich piciem się zająć.
Wszystko inne okazuje się w finale hucpą. Nie łudźmy się. Gdybyśmy nie zmarnowali ostatnich kilku lat na jałowy i szkodliwy (przez swoją absurdalną ostrość) spór pisowsko-platformerski,
to dziś wiedzielibyśmy, że . A tak - . . Bo czyż pijany prokurator będzie miał jeszcze siłę, by dopytywać studentów, skąd wzięli po kilkanaście tysięcy wolnych złotych na jego kampanię wyborczą?