Ja do jego cyrku nigdy się nie wybiorę. Ale dziś jestem bezradny. Bo Palikot jest wszędzie. Osacza mnie w każdym miejscu. Przytłacza mnie swoją arogancją, cynizmem i cyrkowym błazeństwem.

Reklama

Zastanawiałem się, co mu daje prawo do tego, żeby co chwila wysuwać obraźliwe oskarżenia pod adresem jego politycznych konkurentów. Kierować podejrzenia pod adresem prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jakoby miał dopuszczać się kompromitujących rzeczy bądź ukrywać przed opinią publiczną swoje słabości czy nawet choroby dyskwalifikujące go jako prezydenta. Najbardziej przykre jest to, że Palikot już znajduje swoich naśladowców, którzy podobnie jak on bezceremonialnie obrażają innych. Rzucają bezpodstawne oskarżenia. Warto przypomnieć zarzuty, jakie wysunął swego czasu Jacek Kurski wobec PO, jakoby miała korzystać z ulgowych billboardów. Albo ostatni głośny przypadek, kiedy Jarosław Kaczyński zarzucił swojemu niedawnego druhowi partyjnemu, "trzeciemu bliźniakowi", Ludwikowi Dornowi, że płaci niewystarczające alimenty na swoje dzieci z pierwszego małżeństwa. Ale nawet jeśli nie padają oskarżenia, które dadzą się - jak dwa wyżej wspomniane przypadki - rozstrzygnąć w sądzie, to rzucane są kalumnie, które mają za cel ugodzić boleśnie politycznego przeciwnika lub zakwestionować jego dobre intencje, a nawet uczciwość. Już przecież dawno zauważono, że następuje zwyrodnienie języka w publicznej debacie.

Nigdy nie myślałem, że w wolnej Polsce dożyję czasów, w których ogromny niesmak będzie mi towarzyszył na co dzień. I to niesmak połączony z oburzeniem. A powodem tych okropnych przeżyć będą "wybrańcy narodu”, nasi parlamentarzyści. Większości z nich wydaje się, że są politykami. Choć tak naprawdę nie mają z nimi nic wspólnego. Boprawdziwi politycy są ludźmi, którzy rządzą państwem w imię dobra wspólnego wszystkich jego obywateli. A nasi parlamentarzyści jakże często są ich przeciwieństwem. Jedynym dobrem dla nich jest korzyść własna, a w nieco szerszym sensie - dobro własnej partii. Przy czym motywem troski o dominację własnej partii jest traktowanie jej jako trampoliny do uzyskania osobistych wpływów i wynikających z tego najróżniejszych korzyści.

Cena, jaką wszyscy płacimy za tak rozumiany postęp życia politycznego, jest okrutna. Co chwila w uszach brzmią nam niewybredne epitety. Niewątpliwie Palikot jest numerem jeden spośród wszystkich polityków, którzy najdosadniej i z największym natężeniem chamstwa obrażają innych. A politykę zamieniają w prostacki show. Palikot od dawna obsesyjnie atakował prezydenta za jego domniemane problemy alkoholowe. W ostatnią niedzielę wykorzystał informację zasłyszaną w Radiu Zet, że Kancelaria Prezydenta zakupiła od lutego do kwietnia tego roku ponad 450 miniaturowych butelek whisky, wódki i koniaku. Już w niedzielę urządził kolejne przedstawienie antyprezydenckie. Przyniósł na spotkanie z dziennikarzami w dużym koszu kilkanaście małych buteleczek z wódką, tzw. małpki. Show odbył się pod nazwą "Małpeczki są na kaca". Jedną z nich zresztą wypił sam na oczach dziennikarzy, a ich zachęcał do sięgnięcia po kolejne do kosza. Właściwie nikt nie wie, jakim prawem postawił prezydentowi ultimatum - do środy prezydent ma wykazać, że nie jest uzależniony od alkoholu. Jeśli tego nie zrobi, zapowiedział Palikot, to tym samym podważy swoją zdolność do zwierzchnictwa nad armią.

Ale innymi sprawami kierować może? - warto zapytać Palikota.

Niedawno pisałem o niezwykłej brutalizacji przestępczości wśród młodocianych. Kilkunastoletnie dziewczyny dokonują potwornych mordów, zuchwałych napadów z nożem w ręku, kradzieży. Chłopcy, prawie dzieci, bo dziesięciolatki, potrafią pokopać na śmierć człowieka dla kilkunastu złotych, znęcać się nad swoimi rówieśniczkami, doprowadzając je do prób samobójczych.

Świat polityki, miast podjąć wszelkie kroki do przeciwstawienia się tej nowej pladze, sam idzie podobnym tropem. Tyle że w sferze języka, który przybiera coraz brutalniejsze formy. W tej dziedzinie każda partia ma swoich generałów. PiS - wspomnianego tu Jacka Kurskiego. Kiedy doszło do sporu wewnątrzpartyjnego, a Ludwik Dorn stał się jego głównym, negatywnym bohaterem, Jacek Kurski zaproponował, żeby Dorna w związku z jego "traumą osobowością” zbadał dr Garlicki. Sam lider PiS Jarosław Kaczyński zaatakował w Sejmie Stefana Niesiołowskiego za jego postawę podczas przesłuchań przed SB słowami: "13-letnia dziewczynka dłużej wytrzymywała tortury gestapo”. Do brutalnych "wysokich oficerów językowych” PiS trzeba zaliczyć też Joachima Brudzińskiego, który szczerze radził politykom PO: "Kury szczać prowadzać, a nie politykę robić”. Najwybitniejszym językoznawcą SLD jest Joanna Senyszyn. Na jednym ze swych blogów napisała o Palikocie, że to on jest "bogiem marketingu szokującego. Panowie! Porzućcie nadzieje. W tej konkurencji sięgacie Palikotowi najwyżej do jaj”. A dokąd mu sięga Senyszyn?

Czy Palikot jednak jest sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem? Przecież należy do najpotężniejszego klubu parlamentarnego i jest członkiem rządzącej partii, a nie tylko niesfornym i nieodpowiedzialnym indywidualistą politycznym. Jego ataki na polityków PiS i na prezydenta są w gruncie rzeczy wygodną formą szturmu PO na PiS. To dlatego Palikot czuje się bezkarnym harcownikiem nieznającym granic przyzwoitości. Raz się tylko zdarzyło, że szefostwo PO dało mu małego prztyczka, kiedy w lipcu nazwał prezydenta chamem. Ale wszystkie jego inne własne, chamskie wyskoki nigdy nie spotkały się z potępieniem ze strony kierownictwa jego partii. Dziś też już jego partyjni koledzy zapewniają mu alibi. Drugi człowiek w Platformie Grzegorz Schetyna mówi: "To wolny kraj”. Jakby chciał zasugerować, że w polityce akceptuje wolną amerykankę. Wszystkie chwyty dozwolone. Co może zahamować Palikota i innych ludzi z PO, jeśli jeden z ich szefów daje im taką złotą wskazówkę?

"Palikot chodzi własnymi ścieżkami” - tłumaczy go z kolei wiceszef klubu PO Grzegorz Dolniak. I dodaje coś, co mnie sparaliżowało: "On ma blask, który przyciąga media”. To niesłychanie gorzka prawda. Dla wszystkich mediów.

Kiedy przed kilkoma miesiącami Palikot dopuścił się kolejnego ekscesu, zarzucając Grażynie Gęsickiej z PiS, że "politycznie się sprostytuowała”, zaapelowałem o totalny bojkot Palikota, a ściśle jego cyrkowych wyczynów. Dziś już wiem, że to nieskuteczne. Konkurencja na rynku sprawia, że każde medium chętnie sprzedaje Palikota jako atrakcyjny towar. To że szkodliwy, nikomu nie przeszkadza.

Czy doczekam czasu, kiedy i media, i ich odbiorcy odrzucą Palikota jak śmieć do kosza?