Zwłaszcza w momencie gdy rodzina ministra sprawiedliwości grozi jej sądem, Kataryna nie powinna być przedmiotem gorączkowego polowania na jej tożsamość. "Nie ujawnianie". ale podawanie licznych danych z biograficznych jest zabawą zdradliwą i mało elegancką.
. Roszczą sobie prawo do bardzo ostrych sądów nie opatrując ich własną twarzą i nie biorąc za te sądy odpowiedzialności - to kwestia moralności. Ale zetknąłem się z wieloma blogami, gdzie podawano nieprawdziwe informacje. Pojawia się pytanie, czy to jeszcze prywatne wypowiedzi, skoro funkcjonują w sieci, która jest powszechnie dostępna, a więc w jakiejś mierze publiczna. Czy prawa blogerów powinny być większe niż dziennikarzy związanych prawem prasowym i dość w Polsce rygorystycznym orzecznictwem sądów? Wielu prawicowych blogerów współczuło profesorowi Zybertowiczowi ciąganemu przed sąd przez Adama Michnika za opinie. Rzecz w tym, że współczujący sami starannie unikają takich konsekwencji.
Zwłaszcza, jeśli jest zwykłym obywatelem, a nie publicystą czy naukowcem, funkcjonuje w nieprzyjaznym otoczeniu i nie ma dziesiątków tysięcy złotych na prawników, a mają je wielkie firmy medialne. Mam więc do anonimowości w sieci stosunek ambiwalentny. I nie mam wrażenia aby akurat Kataryna jej nadużywała. Najgorsze są trolle - postaci nieznane, nic same nie tworzące, żywiące się przysrywaniem innych. A tych nikt nigdy nie będzie dekonspirował, ani pozywał.
Powiadam więc: źle się stało. Współczuję Katarynie stresu i bardzo nie chciałbym, aby przerywała blogowanie z powodu publikacji w DZIENNIKU.