Ileż to wyczytałem opinii o "rozmiękczonym mózgu na starość". Niezliczoną ilość razy wyzywano mnie od "wiernych sługusów PiS i kaczorów". A zdarzali się i tacy okrutni internauci, którzy powtarzali ubeckie wersje o najbardziej tragicznym w moim życiu wydarzeniu.
A jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, aby narzekać na jak się wydaje często niezasłużone, a czasami niczym nieusprawiedliwione razy, jakie spadały
na mnie ze strony internautów. Ani tym bardziej któregokolwiek z autorów, nawet tych, których wpisy były dla mnie najbardziej bolesne, pozbawiać prawa do anonimowości.
Dziennikarstwo, jest zawodem zaufania publicznego i musi podlegać ocenie społecznej. Opinie internautów są jednym z przejawów takiej społecznej oceny. Że nie zgadzamy się z wieloma, że oceny
te często są zniekształcone przez negatywne nastawienia, uprzedzenia, sympatie bądź antypatie, stereotypy, a pewnie czasami i własne interesy, to rzecz naturalna i nie do odwrócenia. Opinie te
tworzą najczęściej ludzie już dojrzali, uformowani, o utrwalonych już poglądach politycznych, o wykrystalizowanym podejściu do życia. Podobnie musimy patrzeć na autorów anonimowych blogów.
Należy założyć, że wpis jest prawdziwym wyrazem ich opinii i przyjmować ją z uwagą i powagą.
Pewnie musiałby szybko zrezygnować, bo szybko jego wpisy zacząłby recenzować dyrektor szkoły, środowisko rodziców dzieci, które uczy, a może i własna żona. Pod jaką presją musiałby zamieszczać swoje opinie dajmy na to, znany reżyser filmowy. Poczucie wolności, jakie zapewnia anonimowość jest nową wartością wręcz naszej kultury, którą przyniosła nam elektronika.
W tym przypadku anonimowość widzę jako dar naszej kultury XXI wieku, a nie jej przekleństwo.
Ale żeby się nie zapuszczać w zbyt wysokie - i dla mnie niedosiężne przestrzenie - wróćmy do prozy życia.
Tym bardziej właśnie w przypadku polityków, zainteresowani, aktywni społecznie obywatele, a takimi są przecież internauci, muszą mieć zagwarantowaną anonimowość, by mieć szanse wypowiedzieć się całkowicie szczerze i bez zahamowań.
Pomijam oczywiście wpisy robione przez zorganizowane ekipy partyjne - podobno najczęściej ich młodzieżowe przybudówki. (Nazwałby to koniecznymi
kosztami, jakie przychodzi nam płacić właśnie za dar anonimowości). Dlatego nie rozumiem dąsów polityków niezadowolonych z prawa do anonimowości internautów.
Niedostrzeżenia, że oto pojawiła się nowa zdobycz, która mimo pewnych negatywnych drobiazgów jakie niesie ze sobą, otworzyła nieznane dotąd perspektywy na wzbogacenie
publicznej debaty.
PS. Jakie to wyjątki? Po pierwsze, wtedy gdy wpisy zagrażają bezpieczeństwu, lub są sygnałem do obawy przed zagrożeniami. Po wtóre,gdy nawołują do nienawiści rasowej, religijnej,
etnicznej. I po trzecie, kiedy ich wpisy obrażają najwżniejsze osoby w państwie. O tym wszystkim zresztą mówią przepisy kodeksu karnego. A ja je tylko przypominam.