Romanowi Giertychowi wydawało się, że jeżeli dokona skoku na telewizję publiczną, to Libertas bez problemów wejdzie do Parlamentu Europejskiego. Tymczasem okazuje się, że telewizja to tylko magia. Bo mimo że bez przerwy na pasku w TVP Info można przeczytać, co powiedział ktoś z Libertasu albo co powiedział człowiek, który zmartwychwstał politycznie - czyli Wojciech Wierzejski - to i tak mało kogo to przekonuje.

Nie działają nawet różne dziwne chwyty. Jak na przykład ten z programem, w którym Paweł Kowal miał się spotkać z młodzieżą. Kowala niemal w ostatniej chwili wyrzucono. Usłyszał, że teraz jest kampania wyborcza, w związku z tym eurodeputowanych nie zapraszają. Kto zjawił się na koniec tego zamieszania w studio? Wojciech Wierzejski właśnie.

>>> Jestem wściekły! – odpowiada Monice Olejnik Roman Giertych

Ludzie z Libertas grają va banque. I nic im to nie daje. Lech Wałęsa początkowo wszystkich zaskoczył, występując za pieniądze Declana Ganleya na wiecach tej partii. Widać jednak było, że Wałęsa nie popiera polskiego Libertasu. Mówił nie raz, że jest za traktatem lizbońskim, a z takimi deklaracjami do eurosceptyków nie pasuje. Ludzie widzieli więc od początku, że coś tu nie gra, że wszystko tu jest nieprawdziwe.
Lech Wałęsa mimo że jest symbolem, nie jest też człowiekiem, który byłby w stanie udźwignąć jakąś partię. Sam poniósł klęskę, kiedy próbował ponownie kandydować w wyborach prezydenckich. Dlatego to, że wysoko oceniamy Wałęsę w sondażach, nie przekłada się na notowania partyjne. Tym bardziej takich dziwolągów, jak polska Libertas, która całą swoją światową działalność opiera na dwóch punktach. Po pierwsze, jest przeciwko traktatowi lizbońskiemu, a po drugie - jest przeciwko wprowadzeniu euro. Gdy tymczasem ich importowany lider opowiada się za europejską walutą.

Okazuje się, że nawet olbrzymie pieniądze w polityce to nie wszystko. Ganley proponował ponoć niezłą sumę dyrektorowi Radia Maryja. Ten jednak się im oparł i nie chciał mieć z nimi nic wspólnego. Nie można kupić idei, nie można kupić wszystkich ludzi, nie każdy daje się zaczarować. Polacy zresztą uczą się na błędach. Na początku lat 90. dali się zaczarować Stanowi Tymińskiemu i jego czarnej teczce. Za swój błąd zapłacili i teraz drugi raz nie dadzą się łatwo oszukać.

>>> TVP forsuje Libertas. Kosztem PiS

W zamieszaniu wokół Libertasu najbardziej komiczną postacią jest Roman Giertych. Na początku mówił, że nie ma nic wspólnego ani z tą partią, ani z Piotrem Farfałem, a nie z Declanem Ganleyem. Teraz okazuje się, że panowie są na sztywnych łączach. Giertych, który mówił niedawno, że zrezygnował z polityki, teraz w większości stacji telewizyjnych pokazuje się jako guru, specjalista od spraw Unii Europejskiej. Zabawne w tym wszystkim jest jeszcze to, że ludzie PiS, ludzie związani z Radiem Maryja, jak Ryszard Bender, Anna Sobecka są biedni, bo nie dostaną się teraz do Parlamentu Europejskiego. A gdyby byli wierni swojej macierzystej rozgłośni, to może mieliby szanse się znaleźć.

A na koniec tego wszystkiego Lech Wałęsa chciał przekonać Irlandczyków do traktatu lizbońskiego, więc Libertas wycofał zaproszenie dla niego. Może zdarzyć się jeszcze tak, że ludzie Libertasu, którzy bronili Lecha Wałęsy, stwierdzą ostatecznie, że przegrali przez agenta Bolka.

Niedawno w telewizji spotkałam małe córeczki Romana Giertycha. Ich tata występował akurat w TVN24. "Mój tata nazywa się Roman Giertych" - powiedziała jedna z nich. "A gdzie twój tata pracuje?" - pytam. "W telewizji" - pada odpowiedź. "A od kiedy?" - dopytuję. "Od pół roku" - odpowiedziała bystro dziewczynka.

>>> Olejnik: Jestem coraz ładniejsza

Tytuł komentarza pochodzi od redakcji