Dziennik Gazeta Prawana logo

"Mój tata Roman pracuje w telewizji"

31 maja 2009, 16:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Monika Olejnik
Monika Olejnik/Inne
Niedawno w telewizji spotkałam małe córeczki Romana Giertycha. Ich tata występował akurat w TVN24 - pisze Monika Olejnik. "Mój tata nazywa się Roman Giertych" - powiedziała jedna z nich. "A gdzie twój tata pracuje" - pytam. "W telewizji" - pada odpowiedź. "A od kiedy?" - dopytuję. "Od pół roku" - odpowiedziała bystro dziewczynka.

Bo mimo że bez przerwy na pasku w TVP Info można przeczytać, co powiedział ktoś z Libertasu albo co powiedział człowiek, który zmartwychwstał politycznie - czyli Wojciech Wierzejski - to i tak mało kogo to przekonuje.

Nie działają nawet różne dziwne chwyty. Jak na przykład ten z programem, w którym Paweł Kowal miał się spotkać z młodzieżą. Kowala niemal w ostatniej chwili wyrzucono. Usłyszał, że teraz jest kampania wyborcza, w związku z tym eurodeputowanych nie zapraszają. Kto zjawił się na koniec tego zamieszania w studio? Wojciech Wierzejski właśnie.

Lech Wałęsa początkowo wszystkich zaskoczył, występując za pieniądze Declana Ganleya na wiecach tej partii. Widać jednak było, że Wałęsa nie popiera polskiego Libertasu. Mówił nie raz, że jest za traktatem lizbońskim, a z takimi deklaracjami do eurosceptyków nie pasuje. Ludzie widzieli więc od początku, że coś tu nie gra, że wszystko tu jest nieprawdziwe.
Lech Wałęsa mimo że jest symbolem, nie jest też człowiekiem, który byłby w stanie udźwignąć jakąś partię. Sam poniósł klęskę, kiedy próbował ponownie kandydować w wyborach prezydenckich. Dlatego to, że wysoko oceniamy Wałęsę w sondażach, nie przekłada się na notowania partyjne. Tym bardziej takich dziwolągów, jak polska Libertas, która całą swoją światową działalność opiera na dwóch punktach. Po pierwsze, jest przeciwko traktatowi lizbońskiemu, a po drugie - jest przeciwko wprowadzeniu euro. Gdy tymczasem ich importowany lider opowiada się za europejską walutą.

Polacy zresztą uczą się na błędach. Na początku lat 90. dali się zaczarować Stanowi Tymińskiemu i jego czarnej teczce. Za swój błąd zapłacili i teraz drugi raz nie dadzą się łatwo oszukać.

>>> TVP forsuje Libertas. Kosztem PiS

. Na początku mówił, że nie ma nic wspólnego ani z tą partią, ani z Piotrem Farfałem, a nie z Declanem Ganleyem. Teraz okazuje się, że panowie są na sztywnych łączach. Zabawne w tym wszystkim jest jeszcze to, że ludzie PiS, ludzie związani z Radiem Maryja, jak Ryszard Bender, Anna Sobecka są biedni, bo nie dostaną się teraz do Parlamentu Europejskiego. A gdyby byli wierni swojej macierzystej rozgłośni, to może mieliby szanse się znaleźć.

A na koniec tego wszystkiego Lech Wałęsa chciał przekonać Irlandczyków do traktatu lizbońskiego, więc Libertas wycofał zaproszenie dla niego.

Tytuł komentarza pochodzi od redakcji

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj