W Polsce poziom odrzuceń sięgnął w zeszłym roku 13,8 proc., więc byliśmy już naprawdę blisko zmieszczenia się w tych widełkach, by móc uczestniczyć w programie o ruchu bezwizowym. Od 1 lipca wraca stary, bardzo surowy próg 3 proc. odrzuconych wniosków.

Na pozór winę za to ponoszą Amerykanie, bo to ich ministrerstwo bezpieczeństwa wewnętrznego (w pewnym sensie odpowiednik naszego MSWiA) nie dopilnowało wymaganego przez ustawę terminu zainstalowania zabezpieczeń na lotniskach i portach morskich, chociażby systemu zbierania danych na temat osób przybywających do USA. Nie jest tajemnicą, że w Kongresie cały czas nad utrudnieniem uczestnictwa w programie ruchu bezwizowego pracuje latynoskie lobby, którym nie są potrzebni konkurenci na rynku pracy w, nazwijmy to, szarej strefie. A wiadomo przecież, że wielu obywateli państw wschodniej Europy przedłuża swój pobyt w Stanach ponad okres przewidziany wizą i, mówiąc delikatnie, realizuje nieturystyczne cele pobytu. Konfrontacja owych "niewidocznych" jest zawsze bardzo kłopotliwa dla amerykańskich władz, które zupełnie nie mogą sobie poradzić z nielegalną imigracją.

Ale tym razem jednak utracona szansa na uczestnictwo Polski w Visa Waiver Program jest raczej konsekwencją opieszałości polskich władz. Można było przez ostatnie dwa lata podjąć o to walkę, ale MSZ tego nie zrobił uznając, że to i tak nie ma sensu. A z tym zgodzić się nie można. Rumuni na przykład, którym z pewnością dalej do spełnienia amerykańskich standardów, podjęli odpowiednio wcześniej konkretne, pozwalające na docelowe załatwienie sprawy negocjacje. B. wiceszef MSZ Witold Waszczykowski tłumaczył nam, że sprawa wiz nie jest już priorytetem, bo Polacy mogą bez wiz jeździć do innych krajów anglojęzycznego świata, z Nową Zelandią włącznie. To jednak dość ryzykowna doktryna. Na pewno wielu Polaków, którzy chcieliby zwiedzić Amerykę, zrezygnuje ze względu na uciążliwą procedurę wizową. Co więcej, bardziej skomplikowana procedura dla polskich studentów utrudni im wyjazd na amerykański uniwersytet. A z przewagą tamtejszych uczelni nad naszymi dyskutować nie ma co.

Amerykanie naprawdę nie uwzięli się na polskich turystów. Władze USA wszystkich traktują tak samo, tylko Czechom, Węgrom, Litwinom i Łotyszom chciało się włożyć więcej pracy w uczestnictwo w programie o ruchu bezwizowym. Nie ma też co wskazywać na tego czy innego prezydenta USA jako winnego nie załatwienia sprawy, bo akurat w przypadku procedur wizowych w Stanach Zjednoczonych inicjatywa należy do ustawodawcy (w przeciwieństwie do Kanady czy krajów Unii).

Cóż... Może przykre doświadczenie z tym, że wszyscy sąsiedzi zdążyli nas wyprzedzić w tych wysiłkach spowoduje, że uda się zmienić nastawienie.