Dziennik Gazeta Prawana logo

"Razem, ale nie we dwójkę"

12 października 2007, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 6 minut
Prasa nieustannie odnotowuje jakieś uroczystości czy doniosłe wydarzenia, na których powinien być zarówno prezydent, jak i premier, a jest tylko premier albo jest tylko prezydent.
Ponieważ jest ich dwóch - Bliźniacy lubią udawać, że jest ich mniej. Uroili sobie owi mężowie, że pokazywanie się razem jest bo ja wiem: niefortunne? śmieszne? Dezorientujące naród, media i ochronę? Naród nie będzie wiedział, któremu większą cześć oddawać? Kamerzyści, którego częściej pokazywać? Ochroniarze, którego bardziej chronić? Czy jak?

Jest zgoła na odwrót. Mało jest w naturze zjawisk tak niepokojących, jak pojedynczy bliźniak. Gdzie drugi? Dlaczego drugiego nie ma? Chory nie daj Boże? mnożą się pytania i dopiero wzrasta popłoch, i dopiero dezorientacja się szerzy.

Podwójność jest zawsze trochę dziwaczna dwaj identycznie odziani osobnicy zawsze przykują uwagę, ale naturalna podwójność do pojedynczości sprowadzona miewa w sobie element makabry. Dwaj identycznie odziani osobnicy przykują uwagę, ale jeden z obciętą ręką albo wyłupionym okiem lekki w najlepszym razie dreszcz grozy budzi.

Pojedynczy bliźniak jest chodzącym niedopełnieniem, samą w sobie połowicznością, wcielonym brakiem. Miewa ten brak zgubne konsekwencje. Wolno przypuścić np., że bezdomny z Dworca Centralnego, który dopuścił się obrazy majestatu, uczynił to trawiony tym właśnie brakiem; legitymowany na peronie przez policjantów znienacka jął źle mówić o prezydencie, był bowiem w pomieszaniu poznawczym; czuł, że prezydentowi czegoś, kogoś, przysłowiowej drugiej połowy brakuje; czuł, że jeden Kaczor to za mało, czuł nienaturalność i szekspirowskie wypadnięcie świata z normy nie umiał tego jednak nazwać, słów mu brakowało, użył swego podstawowego zasobu leksykalnego, zasób ten okazał się obraźliwy. Nie bronię go w żadnej mierze, obraza głowy państwa to jest obraza głowy państwa za to się należy dycha na przemyślenia i piątka na przytarcie rogów. Bliźniaczy władcy winni zważać wszakże, że szczędząc ludowi swojej bliźniaczości lud ten do nieobliczalności i desperacji mogą niekiedy przywodzić.

Rządy bliźniaków są jak się zdaje ewenementem dziejowym rządy bliźniaków stających na głowie, by swą bliźniaczość otoczyć dyskrecją są zupełnie niepojęte. Zamiast uczynić z tego siłę, zamiast złaknionemu wyjątkowości narodowi dać własną podwójną wyjątkowość, zamiast naród ten w wybraństwie utwierdzać, mówiąc mu: jesteśmy wybranym narodem, obaliliśmy komunizm, daliśmy światu Papieża, a teraz rządzą nami Bliźniacy, czego nigdy nigdzie nie było w sensie ścisłym byli w końcu inni papieże (słabsi od naszego, ale byli); inni też komunizm obalali (słabiej niż my, ale obalali); ale bliźniaków nigdy nigdzie nie było! Zamiast wypisania bliźniaczości na sztandarze, zamiast śmiałego i we dwójkę wejścia w rzeczywistość mamy dziecinne uniki i jakieś rodzinne kunktatorstwo: ty na zaprzysiężenie, ja na defiladę; ty do muzeum, ja do obozu; ty na suszę, ja na powódź; ty w góry, ja nad morze.

Zamiast otwarcie wziąć własną bliźniaczość na klatę, zamiast uczynić z niej polityczną siłę i brawurowy medialny pożytek (cotygodniowa wspólna konferencja prasowa dałaby Kaczyńskim jestem tego z goryczą pewien niebywały wzrost notowań) zachowują się oni, nie przymierzając, niczym para cyrkowych karłów, którzy nagle podejmują decyzję, że więcej nie będą się pokazywać razem. Jakaś zdumiewająca auto-nietaktowność jest w takich decyzjach, jeśli będzie się to wzmagać niedługo premier prezydentowi; prezydent zaś premierowi będą wzajem wymierzać grzywny za obrazę swych urzędów. Nie dziwota, że od takich figli głupieją nawet bezdomni na Dworcu Centralnym.

Prawdopodobnie Kaczory mówią sobie: Jesteśmy bliźniakami, ale nie będziemy tym za bardzo w oczy kłuć; działamy razem, ale nie we dwójkę; mamy władzę, jesteśmy, ale pokazywać się za bardzo nie musimy. Kto wszakże się nie pokazuje traci władzę, bo nie wiadomo, czy jest. (Swoją drogą jak jesienią, silnie od początku kadencji gustujący w najrozmaitszych formach nieobecności prezydent, całkowicie się w cieniu dynamicznego brata straci dobrze by było, jakby prasa, przynajmniej od czasu do czasu publikowała na znak, że żyje i ma się dobrze aktualne zdjęcia Lecha Kaczyńskiego z bieżącą gazetą w garści).

Ma się rozumieć, nie jestem ja tak szalony, by Kaczorom rad udzielać albo by nad ich niefortunnościami boleć. Nie jestem niczym ten odważny i bezkompromisowy towarzysz z terenu, który za peerelowskiej Polski na naradzie w Komitecie Centralnym wstawał i z brawurą i w nagłej, śmiertelnej ciszy głosił: wszystko jest w porządku, ale jedna rzecz towarzyszu I sekretarzu jest nie w porządku, jedna rzecz jest całkowicie nie w porządku; za jedno trzeba was towarzyszu I sekretarzu skrytykować i to skrytykować ostro: wy się towarzyszu za rzadko pokazujecie w telewizji.

Nie domagam się większej dawki władzy czy politycznych igrzysk w mediach. Ze spokojem zastanawiam się nad konsekwentnie realizowaną ideą pojedynczej (paradoksalnej) obecności bliźniaków w otaczającym świecie. Czym to tłumaczyć? Jakby oni byli nie władcami, a zwykłymi zjadaczami chleba, dałoby się pewnie ich dziwne obyczaje jak prawie wszystko na tym świecie kluczem namiętności otworzyć.

Głośny był w tych dniach w kraju kwestionariusz Miss Polonii Marzeny Cieślik, w którym napisała ona m.in., że pragnęłaby by być uczciwa i mądra jak bracia Kaczyńscy. Niby wszystko OK: piękna kobieta wyraża adorację. Niby wszystko OK, a jak się wmyśleć to horror. Weźcie wyobraźcie sobie, że macie brata, z którym się nie rozstajecie i z którym wszędzie razem chodzicie. I spotykacie np. na dyskotece jakąś olśniewającą laskę, gapicie się na nią, zagadujecie, ona z przychylnością reaguje, rozmawiacie, tańczycie, wypijacie drinka, sytuacja się wzmaga, dotykacie jej dłoni, w kolejnym tańcu przytulacie ją ostro, a ona w nagłym oznaczającym zgodę na wszystko porywie zarzuca wam ręce na szyję i pochyla się ku wam, i czujecie jej gorące usta przy uchu, i słyszycie, jak namiętnie szepce: Ty i twój brat jesteście fantastyczni.

Ręczę, że jak coś takiego by się wam zdarzyło, na następną dyskotekę poszlibyście bez brata. Dlaczego jednak Kaczyńscy nie na żadne na dodatek dyskoteki, ale na poważne święta i uroczystości państwowe chodzą bez brata nie mam w sumie zielonego pojęcia.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj