Dziennik Gazeta Prawana logo

"W Korei zwycięży głód"

12 października 2007, 14:00
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Wydarzenia w Azji Północno-Wschodniej w ciągu kilku miesięcy zdecydują o trwałości pokoju na świecie. Wszystko zależy od tego, według jakiego scenariusza potoczą się wypadki w ostatnim stalinowskim reżimie na świecie: w Korei Północnej - pisze w DZIENNIKU specjalista od spraw polityki zjednoczenia Korei, Paik Woo Hyun.

Istnieją tylko trzy możliwości: albo nastąpi przymusowe zjednoczenie Korei Północnej z Koreą Południową, albo stanie się ona państwem wasalnym uzależnionym od Chin, albo pogrąży się w chaosie i dojdzie do wybuchu wojny światowej.

Nie ma dziś na świecie miejsca o bardziej dynamicznym rozwoju gospodarki i ważniejszego pod względem strategicznym niż Azja Północno-Wschodnia. Wśród potęg regionu są Japonia, Korea, Chiny, a także Rosja i Stany Zjednoczone, które mają zwykle ostatnie słowo co do decyzji o znaczeniu długofalowym. Te kraje to nie tylko prominentni członkowie Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale również najwięksi konsumenci energii lub jej producenci. Ich gospodarki wytwarzają połowę światowego PKB, a ich obrót handlowy stanowi jedną trzecią światowego.

Puszka Pandory

Te właśnie potęgi muszą w ciągu kilku miesięcy podjąć działania, które zadecydują o tym, jak będzie wyglądał świat przez najbliższe kilka dekad. Półwysep Koreański jest bowiem puszką Pandory, której otwarcie może sprowadzić nieszczęście na cały glob. Tu trwa zimna wojna. Zegar zatrzymał się na czasie, kiedy Polacy, a następnie Węgrzy próbowali zrzucić sowieckie jarzmo w 1956 roku. Moskwa nie zawahała się wówczas zdusić krwawo buntu w Budapeszcie. Tego typu reżim sprawuje dziś władzę w Korei Północnej. Jej mieszkańcy giną w obozach pracy, a jeśli mają szczęście tam nie trafić, dotyka ich głód, którym reżim zabił już ponad 2 miliony swoich obywateli. Po 50 latach wojny na podzielonym sztucznie półwyspie reżim Północy wciąż nie uznaje demokracji na Południu. Oddzielający je obszar graniczny szumnie nazywany strefą zdemilitaryzowaną, choć stacjonują tam doborowe, uzbrojone po zęby oddziały komandosów gotowe na uderzenie w każdej chwili stanowi pierwszy dowód, iż Północ nie myśli o zmianach politycznych. W połowie października pojawiły się jednak oznaki, że strategia pełnej militaryzacji narodu i permanentnej mobilizacji wojennej może doprowadzić reżim do całkowitej katastrofy.

Eksperyment z bronią nuklearną jest dla Kim Dzong Ila jak gra w rosyjską ruletkę jego niepowodzenie oznacza całkowitą, ostateczną klęskę. Zwiastują ją pyły radioaktywne po dwóch nielegalnych wybuchach jądrowych w górach Korei Północnej. Można powiedzieć, że im wyższą radioaktywność nad Koreą Północną zanotują urządzenia pomiarowe Korei Południowej, Japonii a zwłaszcza Chin, tym krótszy jest czas trwania tego ostatniego totalitaryzmu w Azji Północno-Wschodniej. Phenian przekonuje się o tym już dziś. Najnowsza rezolucja ONZ w sprawie Korei Północnej zobowiązuje wszystkie państwa do zawieszenia transakcji handlowych towarami, które mogłyby pomóc w dalszym zbrojeniu reżimu. Co oznacza, że zakaz dotyczy wszystkich dziedzin handlu i uniemożliwia także sprzedaż towarów luksusowych, za pomocą których Kim Dzong Il zyskuje sobie lojalność partyjnej nomenklatury i przywódców wojskowych. To bolesne uderzenie. Warto pamiętać, że 70 procent handlu Korei Północnej stanowią obroty z Koreą Południową i Chinami. W zeszłym tygodniu Japonia zamknęła statkom północnokoreańskim dostęp do swoich portów. A to dopiero początek złych wieści dla reżimu w Phenianie.

Ucieczki żołnierzy

Nadchodząca zima stanie się decydująca dla losów Korei Północnej. Światowa Organizacja Żywności poinformowała kilka dni temu, że w grudniu może ostatni raz dostarczyć żywność do Korei, gdyż kończą się jej dotacje. Zebrała bowiem tylko 10 procent ze 102 mln dolarów, które są potrzebne na zakup prowiantu dla dwóch milionów ludzi. Spadek dotacji nastąpił, zanim jeszcze Kim Dzong Il zdecydował się przeprowadzić wybuchy nuklearne i testy pocisków średniego zasięgu do przenoszenia tej broni. Świat wysyła zatem jasny sygnał, że status nuklearny Phenianu osłabia pozycję Kim Dzong Ila i jego towarzyszy. A z informacji przynoszonych przez uciekinierów z Północy wiadomo, iż rząd nie ma wystarczających możliwości obrony przed sankcjami i dalszą izolacją międzynarodową.

Prowadzona więc przez Zachód polityka może zatem doprowadzić do przewrotu wygłodniałego wojska w Korei Północnej, które rozminuje pola minowe na granicy, wyłączy prąd z zasieków i zwinie druty kolczaste oraz zdejmie celowniki wyrzutni pocisków z Seulu. Taki właśnie scenariusz wydaje się najbardziej prawdopodobny. Coraz częściej bowiem słychać o niezadowoleniu w armii i przemianie świadomości pewnej części północnokoreańskich służb specjalnych, która, wbrew pozorom, nie myśli o wojnie. Doświadczony dowódca wie, czym ona jest, a w sztabie generalnym Phenianiu wielu strategów pamięta tę z 1950 roku. To właśnie przywódcy wojskowi pod kontrolą specsłużb mają prawo do podróży zagranicznych i szansę na zobaczenie innego życia. Na tej podstawie można domniemywać, że Phenian jednak zdecyduje się na dalsze rozmowy sześciostronne i wejdzie na drogę rozbrojenia. Bowiem euforia i podziw dla Kim Dzong Ila wśród mieszkańców coraz bardziej topnieją. Głód i mróz nadchodzącej zimy wykorzenią je na dobre i wytworzą serie konfliktów, które władzom będzie coraz trudniej zażegnać.

Wielu politologów skłania się do opinii, że o rozpadzie pheniańskiego reżimu zdecyduje polityka Chin wobec swego wschodniego sąsiada. Można się spodziewać, że na skutek głodu nastąpią masowe ucieczki do Państwa Środka mieszkańców z najbardziej zbiedniałych górskich terenów prowincji Ham Kyeong. Reakcja Pekinu, który poczuł się oszukany przez Phenian ostatnimi wybuchami nuklearnymi, będzie bardzo tolerancyjna. Zatem fala się nasili, zwłaszcza że z tego terenu jako pierwsi uciekają żołnierze. Coraz bardziej słabnie cenzura. Koreańczycy z Północy są lepiej poinformowani dzięki setkom audycji radiowych nadawanych z Południa i z Chin. Możliwości propagandy wiecznie oskarżającej imperializm Stanów Zjednoczonych i kraje kapitalistyczne o niedobory towarów i cierpienie obywateli są mocno ograniczone. Setki tysięcy Koreańczyków z Północy pracuje w Chinach, dzięki czemu mogą oni przekazywać prawdziwe informacje krewnym. Robią to za pomocą telefonów komórkowych, których reżim nie próbuje już zwalczać, a zatem coraz mniej ludzi wierzy propagandzie władz. Powoli przeważa chęć połączenia się z rodzinami na południu z dochodzeniem do obiecywanego przez partię „raju na ziemi.

Senioralne Chiny

Jeśli Zachód prześpi moment początku przemian, Chiny mogą całkowicie podporządkować sobie Koreę Północną. To one bowiem, kontrolując emigrację z Północy, mogą sztucznie eskalować katastrofę humanitarną od wewnątrz, stymulując negatywne postawy armii wobec Zachodu. Takie procesy mogłyby doprowadzić do krótkotrwałego zaostrzenia konfliktu wojskowego, podczas którego mogłoby dochodzić do mniejszych, ale częstszych incydentów w rodzaju ostrzeliwania się w strefie zdemilitaryzowanej. Chiny mogłyby też osłaniać pewne działania wojskowe stosowane przez Związek Radziecki w czasie zimnej wojny, jak na przykład przeprowadzanie ćwiczeń wojskowych sugerujących wojnę, a w tym czasie przygotować przewrót, na czele którego stanęliby reformatorzy lojalni wobec Chin, ale zdystansowani wobec USA, Japonii i sprzyjającej im grupie polityków w Seulu. Zyskaliby sobie przychylność polityków otwartych na chińską pierestrojkę w Korei Północnej. Wariant Jelcyna jednak byłby wykluczony. W takim wypadku Korea Północna stałaby się państwem wasalnym Chin.

Ten scenariusz wydaje się jednak mało prawdopodobny. Rozczarowanie wobec Phenianu, który oszukał Chiny w sprawie eksplozji nuklearnych, i wartość strategiczna dobrych relacji z USA, zwłaszcza w sferze gospodarczej, zniechęcą Państwo Środka do podejmowania samodzielnych eksperymentów.

Wciąż niewykluczona, ale na szczęście najmniej prawdopodobna, jest ostatnia opcja: chaos i wojna światowa. Phenian utrzymuje swoje społeczeństwo w stanie permanentnej mobilizacji do zbrojnego starcia. Średnio co miesiąc odbywają się szkolenia rezerwy poszczególnych jednostek. Sprawdzane są wojskowe i cywilne systemy łączności, przegrupowywane są jednostki tam i z powrotem wzdłuż granic kraju. Lotnictwo i obrona przeciwlotnicza otrzymują stale informacje o alarmach. Efekt tych działań widać gołym okiem. Korea Północna jest chyba jedynym krajem na świecie, który w ciągu 12 godzin może zmobilizować rzeszę pięciu milionów rezerwistów. Ponadto średnio co tydzień w radiu i telewizji mówi się obywatelom, że „wojna jest nieunikniona. Rezerwiści co parę tygodni otrzymują mapy z nowymi kluczowymi celami w Korei Południowej, po to, żeby obywatele mogli na bieżąco „śledzić proces przygotowań do wojny wyzwoleńczej. Parę tygodni temu władze zarządziły 10 godzin przerwy w dostawach prądu w ciągu dnia, żeby zaoszczędzić energię na wojnę. A 650 tysięcy wojska wokół strefy zdemilitaryzowanej co parę dni staje w pełnej gotowości do wojny. Jednak i armia ulega zmęczeniu.

Wszystko wskazuje na to, że polityka przyjęta przez administrację USA wbrew pozorom przynosi spodziewane skutki. I ostatnie eksperymenty jądrowe Kim Dzong Ila trzeba odczytywać jako ostatnie próby konsolidowania społeczeństwa, i co najważniejsze armii koreańskiej, która coraz mniej gotowa jest słuchać jego rozkazów. Tym bardziej że od wybuchu nuklearnego do budowy broni atomowej droga jest jeszcze bardzo długa i najeżona technologicznymi trudnościami. A dzięki podjętym przez ONZ i USA decyzjom stanie się niemożliwa do pokonania. Kim Dzong Il będzie mógł już tylko bluffować, że Korea stanie się potęgą. Wszystko bowiem wskazuje na to, że północni Koreańczycy podniosą głowy wysoko i będą podążać za prawdziwym pragnieniem. A jest nim pokojowe zjednoczenie z Południem, gdzie czekają na nich rodziny i gorące przyjęcie przez rodziny demokracji światowych.

Paik Woo Hyun, specjalista od spraw polityki zjednoczenia Korei. Związany z Instytutem Stosunków Strategicznych w Korei Południowej
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj