Iza Leszczyńska: Dziś prezydent ogłosi kluczową dla polskiej armii decyzję. Co usłyszymy?
Radosław Sikorski: Poprosiłem pana prezydenta o podjęcie historycznej dla wojska decyzji, mianowicie pełnej profesjonalizacji armii w ciągu trzech lat. Oznacza to, że ostatni
poborowy opuści koszary w Sylwestra 2010 r.
Mówi pan o tych planach tak, jakby prezydent już podjął decyzję, jakby już zgodził się na te zmiany.
Gdyby było inaczej, gdybyśmy nie mieli mocnego przekonania, że
pan prezydent przychyli się do naszej prośby, nie rozmawialibyśmy o tym.
Młodzi chłopcy nie muszą już bać się poboru? Wcale go nie będzie?
Wiemy o patologiach związanych z poborem, to jeden z argumentów, który przemawia za profesjonalizacją. Wszyscy znamy opowieści o tym, jak młodzi ludzie, zamiast stawiać się do wojska,
znajdują najrozmaitsze sposoby na jego unikanie. To się teraz skończy. Nadal będą mogli zgłaszać się na dłuższe lub krótsze przeszkolenia, będą to jednak przeszkolenia ochotnicze. Jeśli
wojsko będzie z nich zadowolone, będą mogli podpisywać z armią kontrakty. Po pierwsze, służba ochotnicza, po drugie, służba kontraktowa, która może prowadzić do zawodowstwa. To wszystko
będzie oczywiście wymagało zmian ustawowych, zmiany całego systemu naboru. Wojskowe komisje uzupełnień będą musiały zamienić się w punkty rekrutacji. To jest rewolucja w naszym państwie,
w systemie obrony.
Przymus całkowicie odchodzi do lamusa?
Prezydent na wniosek Rady Ministrów będzie mógł w sytuacji zagrożenia pobór przywrócić.
Zawodowiec kosztuje podatnika więcej niż żołnierz z poboru. Teraz mamy około 76 tys. żołnierzy zawodowych. Prawie drugie tyle to żołnierze z poboru. Czy armia zawodowa będzie armią mniejszą? Jak to się ma do deklaracji prezydenta, który mówił, że armia może liczyć nawet więcej niż 150 tys. żołnierzy?
Siły zbrojne pozostaną na poziomie 150 tys. żołnierzy. Z tego 120 tys. żołnierzy w jednostkach. Będą to żołnierze zawodowi, kontraktowi i ochotnicy na szkoleniach krótkoterminowych. Niektórzy podpiszą kontrakty i umowy na krótszy okres, inni na wiele lat. W tym sensie zawodowcami będzie całe 120 tys. Pozostałe 30 tys. to będą narodowe siły rezerwowe. Ci ludzie po przeszkoleniach podpiszą kontrakty i będą funkcjonować w życiu cywilnym, a w razie konieczności będą gotowi stawić się pod sztandary w każdej chwili.
Na takich zasadach działa Gwardia Narodowa w Stanach Zjednoczonych. Przyjmujemy rozwiązanie amerykańskie?
Nowoczesne. Sztab Generalny przestudiował różne modele obowiązujące w krajach sojuszniczych i uznał, że właśnie ten model najlepiej będzie służył polskiemu wojsku.
Powiedzmy coś więcej o grupie 120-tysięcznej. Ilu żołnierzy z tej grupy będzie na kontraktach?
Też 30 tys. Ale to będą ochotnicy. Będą zawierali z armią kontrakty sześciomiesięczne, roczne, trzyletnie, a nawet takie, które będą trwały do sześciu lat. Będzie to taka śluza
przepuszczająca żołnierzy do służby zawodowej. Jeśli ktoś przejdzie do służby zawodowej, będzie cieszył się przywilejami: będzie miał wyższą pensję, dostanie mieszkanie. Chcemy,
żeby tam trafiali żołnierze najlepsi, wypróbowani, co do których wojsko jest pewne, że chce ich utrzymać.
Kilka dni temu rozmawiałam z żołnierzem kontraktowym, który zarabia 1,2 tys. zł. Bezskutecznie próbuje przenieść się do jednostki położonej bliżej jego domu. On i jego żona z dzieckiem chcą mieszkać razem, bo nie starcza im pieniędzy, by prowadzić dwa domy. Czy pensje żołnierzy nadterminowych wzrosną?
Od 1 stycznia podwyższamy uposażenia żołnierzy nadterminowych według obecnego nazewnictwa. W przyszłości będzie to właśnie grupa żołnierzy kontraktowych. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że służba w wojsku będzie musiała być konkurencyjna w stosunku do ofert na polskim i zagranicznym rynku pracy, do którego młodzi ludzie mają dostęp. Uposażenia żołnierzy będą musiały rosnąć w miarę, jak będziemy się bogacić.
Więcej pieniędzy z budżetu MON pójdzie na płace. Czy to nie opóźni modernizacji wojska?
To nam się zbilansuje, a korzyści będą ogromne. Zaoszczędzimy na remontach sprzętu, bo zawodowcy będą go lepiej obsługiwać. Zaoszczędzimy też na biurokracji. Będziemy mogli sprzedać
większą część nieruchomości, które były potrzebne do zakwaterowania poborowych. Na zakupy nowego uzbrojenia będziemy wydawać 25 proc. budżetu MON rocznie. Jeszcze kilka lat temu
wydawaliśmy zaledwie 10 proc. Podpisaliśmy umowę na kupno najnowocześniejszych rakiet na świecie dla Marynarki Wojennej, kupujemy kołowe transportery opancerzone Rosomak, chcemy kupić więcej
samolotów transportowych CASA, dodatkowe rakiety Spike, rozpocząć budowę siedziby MON, co jest absolutnie koniecznie.
Dlaczego właśnie armia zawodowa jest Polsce potrzebna?
Po pierwsze, wydaje mi się, że w nowoczesnej demokracji przymus administracyjny, a takim jest pobór, cieszy się coraz mniejszą popularnością. Po drugie, armia zawodowa ma większą siłę
uderzeniową; żołnierz zawodowy, który jest szkolony latami, który chce pracować, kocha, lubi to rzemiosło, jest nieporównywalnie wartościowszy niż żołnierz służby zasadniczej. Po
trzecie, dzięki uzawodowieniu zbliżymy się znacząco do tego, czego wymaga od nas NATO: byśmy mieli 8 proc. wojska w natychmiastowej gotowości, zaś 40 proc. zdolne do przerzutu. Kształt armii
na najbliższe lata trzeba określić teraz, bo wojsko potrzebuje jasnej, docelowej perspektywy. Mam nadzieję, że to będzie docelowy model Wojska Polskiego co najmniej na najbliższą dekadę.