Dziennik Gazeta Prawana logo

"To był zwykły gwałt"

12 października 2007, 14:00
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Znany seksuolog Zbigniew Lew-Starowicz jest zatrwożony. "Wzorem dla młodych ludzi jest brutalna pornografia" - mówi w wywiadzie dla DZIENNIKA.

KLARA KLINGER: Jaką rolę w tym tragicznym wydarzeniu w Gdańsku odegrała seksualność?
ZBIGNIEW LEW-STAROWICZ: Podtekst seksualny był tam oczywisty. Doszło do rozebrania dziewczyny, i to publicznie. To jest forma przemocy seksualnej zastosowanej wobec niej. Można to wręcz ocenić jako pewną formę gwałtu na niej.

Skąd się wzięła przemoc seksualna u tych dzieci?
Od wielu lat pracuję jako seksuolog i miałem do czynienia z gwałtami zbiorowymi, gwałtami indywidualnymi, z zastosowaniem przemocy ale one miały zupełnie inny charakter. Przede wszystkim ukryty! Gdzieś, kogoś wciągnięto do lasku, w nocy, między drzewami albo do piwnicy, ale co jest bardzo ważne istniał zawsze element wstydu, ukrycia. W Gdańsku zostało to upublicznione. To jet nowa forma gwałtu gwałt, który ma widzów.

W jakim sensie nowa? Jaką zmianę pan zauważył?
Obecnie seks w formie przemocy stał się upubliczniony. Mamy go w mediach, bardzo dużo mamy go w internecie. Efekt jest taki, że to, co dotąd było ukrywane, wstydliwe, teraz stało się publiczne. Jeżeli sfera prywatności i intymności staje się teatrem przed kamerami i przed publicznością, to jest nowa jakość. Jesteśmy bohaterami publicznego seksu. To bardzo zła tendencja. Typowy przykład takiego upubliczniania stanowi moda na kręcenie filmów z nocy poślubnej. To, co było tajemnicą młodej pary, ma teraz być przeznaczone także dla innych. Ta forma relacji intymnej stała się obiektem uzewnętrznionym. Grą dla innych.

Jakie to upublicznienie, o którym pan mówi, wpływa na młodzież i na jej zachowania seksualne?
Na zachowanie seksualne duży wpływ mają wzorce, jakie są propagowane w otaczającym świecie. Ludzie na ogół powtarzają to, co widzą. Powielają zachowania, które są im przedstawiane. I złe tendencje będą znajdowały naśladowców. To bardzo negatywne zjawisko. Ludzie bardzo łatwo ulegają pewnym modom. Kiedyś pamiętam przetoczyła się przez Polskę fala mody na gwałty zbiorowe. Teraz też słychać, że często filmuje się komórką różne zachowania seksualne, a później pokazuje innym odbiorcom. To jest szkodliwa moda.

Co takiego złego przekazują te wzorce?
Jednym z bardzo negatywnych elementów i skutków jest stępienie wrażliwości. Wyobraźmy sobie sytuację, że grupa 14-latków ogląda sobie w internecie setki, tysiące, wręcz dziesiątki tysięcy zdjęć pokazujących seks. I zaczyna to odbierać jako zachowanie typowe, normalne. Dlatego zawsze byłem krytycznie nastawiony do oddziaływania pornografii na młodzież. Pornografia to bajka, a niestety jest traktowana jako model zachowań rzeczywistych. Młodzi ludzie naśladują i przejmują wzorce. A co widzą? Widzą jeden wielki ekshibicjonizm seksualny. Zapanował jakiś powszechny bezwstyd. Mówi się bez ogródek o najbardziej intymnych tajemnicach i sprawach. Ludzie zwierzają się mediom, piszą do gazet, występują, pokazują seks stał się rzeczą publiczną. Wystarczy wejść do internetu tu ludzie wprost, bez zażenowania przedstawiają wszystkie preferencje seksualne, jakie mają. Esencję tego oglądaliśmy w „Big Brotherze tu filmowali wszystko, łącznie z tym, że ktoś siada na sedesie albo odbywa stosunek na wizji na oczach milionów widzów.

Ale zawsze mówiło się, że takie otwarte opowiadanie o seksie, swoich potrzebach jest pozytywne?
Owszem. Ale to, co się dzieje obecnie, to już przesada. To przybrało formę skrajną. Co innego być asertywnym i mówić, że mam problem w tej dziedzinie, a co innego opowiadać na forum publicznym, że się lubi seks oralny i analny i jak to się robi. To zasadnicza różnica.

Gdzie w takim razie przebiega granica, o czym można mówić, o czym nie. Co już jest ekshibicjonizmem?
Kiedy seks przenosimy ze świata intymnego, ukrytego do świata zewnętrznego. To jest ta granica. Ona jest w nas. I niestety teraz często się ją przekracza. Rozsądne jest mówienie o naszych potrzebach seksualnych, o tym, czy jesteśmy zmysłowi, jakie mamy preferencje i upodobania. Ale eksperymentowanie z własną nagością i nagością innych to już jest ekshibicjonizm.

Co w takim razie może formować te pozytywne wzorce?
Na nastolatków najbardziej oddziałuje dom, środowisko rówieśnicze oraz świat mediów. To są trzy główne mechanizmy kształtujące zachowania seksualne. Niestety, z domu dzieci często żadnych wzorców nie wynoszą. A z mediów czerpią tylko przykłady upubliczniania seksu. To prawdziwa presja. Np. dziś młoda dziewczyna nie może się nawet przyznać do tego, że jest dziewicą, bo to wstyd. I dlatego dąży do utraty dziewictwa tylko po to, żeby być modna, wpisać się w obowiązujący obecnie kod kulturowy, a nie z własnej potrzeby.

Dlaczego ta moda jest tak niebezpieczna?
Za sprawą złych wzorców i ich naśladownictwa znika wstydliwość. Seks jest otwarty, jest wszędzie. Szkodliwe jest promowanie seksu dla seksu. Seksu pozbawionego więzi uczuciowych, seksu cool. Bez relacji, służącego wyłącznie do zaspokojenia potrzeby seksualnej. To jest niebezpieczne. Zmieniło się też samo podejście do wstydu, który dziś jest traktowany jako coś anachronicznego, retro, pruderyjnego i zakłamanego. Niestety, seks zaczyna wchodzić w sferę zupełnej obsceny.

Jak w takim razie powinna wyglądać oświata seksualna?
Optymalny model dla oświaty seksualnej powinien zacząć się od wieku przedszkolnego. Chodzi o harmonijną współpracę między szkołą, domem i środowiskiem rówieśniczym. Przekazywanie treści poznawczych, organizowanie debat i dyskusji, podczas których młodzi formują decyzje i wybory. Nie chodzi przecież tylko o antykoncepcję, problemy seksualne. Chodzi o wytłumaczenie różnic między płciami, na czym polega mowa ciała, inność psychoseksualna między chłopcami i dziewczynami. I co oznaczają wszystkie sygnały erotyczne.

Podam przykład: dziewczyna chce być modna, uzewnętrzenia swoją kobiecość i atrakcyjność. Chce się upodobnić do innych i pokazać, że jest kobieca, więc ubiera się odważnie. Ale nie stanowi to z jej strony sygnału, że ma ochotę na seks. Ale dla jej kolegów i owszem. Czują się zachęceni, wręcz zaproszeni do seksu. To jest nieporozumienie, które może być tragiczne w skutkach. Gdyby był dobry program edukacyjny, można by przedstawić kod tych sygnałów. Jak je odbierają chłopcy, jak dziewczyny. Rozwijać pewną wrażliwość. Bo np. chłopcy w Gdańsku, którzy tę dziewczynę napadali, nie mieli wyobraźni, co to znaczy dla młodej dziewczyny obnażenie publiczne. Dla niej to był gwałt. Oni zaś potraktowali to jako formę brutalnej zabawy. Bo nikt z nimi nie rozmawiał i nikt w nich nie wyrobił wrażliwości. To wyraz stępienia na to, co może czuć inna osoba. Mamy takie programy, ale one nie są realizowane. I to są tego efekty.

Zbigniew Lew-Starowicz, psychiatra i psychoterapeuta, ekspert z zakresu seksuologii. Prezes Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego i Polskiego Towarzystwa Medycyny Seksualnej. W latach 1995 1996 był ekspertem Ministerstwa Edukacji Narodowej w zakresie edukacji seksualnej, a w latach 1996 1998 liderem programu edukacji seksualnej ONZ. Jest też autorem wielu prac z zakresu psychiatrii, a zwłaszcza seksuologii.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj