KLARA KLINGER: Jaką rolę w tym tragicznym wydarzeniu w Gdańsku odegrała seksualność?
ZBIGNIEW LEW-STAROWICZ: Podtekst seksualny był tam oczywisty. Doszło do rozebrania dziewczyny, i to publicznie. To jest forma przemocy seksualnej zastosowanej wobec niej. Można to wręcz ocenić
jako pewną formę gwałtu na niej.
Skąd się wzięła przemoc seksualna u tych dzieci?
Od wielu lat pracuję jako seksuolog i miałem do czynienia z gwałtami zbiorowymi, gwałtami indywidualnymi, z zastosowaniem przemocy – ale one miały zupełnie inny charakter. Przede
wszystkim ukryty! Gdzieś, kogoś wciągnięto do lasku, w nocy, między drzewami albo do piwnicy, ale – co jest bardzo ważne – istniał zawsze element wstydu, ukrycia. W
Gdańsku zostało to upublicznione. To jet nowa forma gwałtu – gwałt, który ma widzów.
W jakim sensie nowa? Jaką zmianę pan zauważył?
Obecnie seks w formie przemocy stał się upubliczniony. Mamy go w mediach, bardzo dużo mamy go w internecie. Efekt jest taki, że to, co dotąd było ukrywane, wstydliwe, teraz stało się
publiczne. Jeżeli sfera prywatności i intymności staje się teatrem przed kamerami i przed publicznością, to jest nowa jakość. Jesteśmy bohaterami publicznego seksu. To bardzo zła tendencja.
Typowy przykład takiego upubliczniania stanowi moda na kręcenie filmów z nocy poślubnej. To, co było tajemnicą młodej pary, ma teraz być przeznaczone także dla innych. Ta forma relacji
intymnej stała się obiektem uzewnętrznionym. Grą dla innych.
Jakie to upublicznienie, o którym pan mówi, wpływa na młodzież i na jej zachowania seksualne?
Na zachowanie seksualne duży wpływ mają wzorce, jakie są propagowane w otaczającym świecie. Ludzie na ogół powtarzają to, co widzą. Powielają zachowania, które są im przedstawiane. I
złe tendencje będą znajdowały naśladowców. To bardzo negatywne zjawisko. Ludzie bardzo łatwo ulegają pewnym modom. Kiedyś – pamiętam – przetoczyła się przez Polskę
fala mody na gwałty zbiorowe. Teraz też słychać, że często filmuje się komórką różne zachowania seksualne, a później pokazuje innym odbiorcom. To jest szkodliwa moda.
Co takiego złego przekazują te wzorce?
Jednym z bardzo negatywnych elementów i skutków jest stępienie wrażliwości. Wyobraźmy sobie sytuację, że grupa 14-latków ogląda sobie w internecie setki, tysiące, wręcz dziesiątki
tysięcy zdjęć pokazujących seks. I zaczyna to odbierać jako zachowanie typowe, normalne. Dlatego zawsze byłem krytycznie nastawiony do oddziaływania pornografii na młodzież. Pornografia to
bajka, a niestety jest traktowana jako model zachowań rzeczywistych. Młodzi ludzie naśladują i przejmują wzorce. A co widzą? Widzą jeden wielki ekshibicjonizm seksualny. Zapanował jakiś
powszechny bezwstyd. Mówi się bez ogródek o najbardziej intymnych tajemnicach i sprawach. Ludzie zwierzają się mediom, piszą do gazet, występują, pokazują – seks stał się rzeczą
publiczną. Wystarczy wejść do internetu – tu ludzie wprost, bez zażenowania przedstawiają wszystkie preferencje seksualne, jakie mają. Esencję tego oglądaliśmy w „Big
Brotherze” – tu filmowali wszystko, łącznie z tym, że ktoś siada na sedesie albo odbywa stosunek na wizji na oczach milionów widzów.
Ale zawsze mówiło się, że takie otwarte opowiadanie o seksie, swoich potrzebach jest pozytywne?
Owszem. Ale to, co się dzieje obecnie, to już przesada. To przybrało formę skrajną. Co innego być asertywnym i mówić, że mam problem w tej dziedzinie, a co innego opowiadać na forum
publicznym, że się lubi seks oralny i analny i jak to się robi. To zasadnicza różnica.
Gdzie w takim razie przebiega granica, o czym można mówić, o czym nie. Co już jest ekshibicjonizmem?
Kiedy seks przenosimy ze świata intymnego, ukrytego do świata zewnętrznego. To jest ta granica. Ona jest w nas. I niestety teraz często się ją przekracza. Rozsądne jest mówienie o naszych
potrzebach seksualnych, o tym, czy jesteśmy zmysłowi, jakie mamy preferencje i upodobania. Ale eksperymentowanie z własną nagością i nagością innych to już jest ekshibicjonizm.
Co w takim razie może formować te pozytywne wzorce?
Na nastolatków najbardziej oddziałuje dom, środowisko rówieśnicze oraz świat mediów. To są trzy główne mechanizmy kształtujące zachowania seksualne. Niestety, z domu dzieci często
żadnych wzorców nie wynoszą. A z mediów czerpią tylko przykłady upubliczniania seksu. To prawdziwa presja. Np. dziś młoda dziewczyna nie może się nawet przyznać do tego, że jest
dziewicą, bo to wstyd. I dlatego dąży do utraty dziewictwa tylko po to, żeby być modna, wpisać się w obowiązujący obecnie kod kulturowy, a nie z własnej potrzeby.
Dlaczego ta moda jest tak niebezpieczna?
Za sprawą złych wzorców i ich naśladownictwa znika wstydliwość. Seks jest otwarty, jest wszędzie. Szkodliwe jest promowanie seksu dla seksu. Seksu pozbawionego więzi uczuciowych, seksu cool.
Bez relacji, służącego wyłącznie do zaspokojenia potrzeby seksualnej. To jest niebezpieczne. Zmieniło się też samo podejście do wstydu, który dziś jest traktowany jako coś
anachronicznego, retro, pruderyjnego i zakłamanego. Niestety, seks zaczyna wchodzić w sferę zupełnej obsceny.
Jak w takim razie powinna wyglądać oświata seksualna?
Optymalny model dla oświaty seksualnej powinien zacząć się od wieku przedszkolnego. Chodzi o harmonijną współpracę między szkołą, domem i środowiskiem rówieśniczym. Przekazywanie
treści poznawczych, organizowanie debat i dyskusji, podczas których młodzi formują decyzje i wybory. Nie chodzi przecież tylko o antykoncepcję, problemy seksualne. Chodzi o wytłumaczenie
różnic między płciami, na czym polega mowa ciała, inność psychoseksualna między chłopcami i dziewczynami. I co oznaczają wszystkie sygnały erotyczne.
Podam przykład: dziewczyna chce być modna, uzewnętrzenia swoją kobiecość i atrakcyjność. Chce się upodobnić do innych i pokazać, że jest kobieca, więc ubiera się odważnie. Ale nie stanowi to z jej strony sygnału, że ma ochotę na seks. Ale dla jej kolegów i owszem. Czują się zachęceni, wręcz zaproszeni do seksu. To jest nieporozumienie, które może być tragiczne w skutkach. Gdyby był dobry program edukacyjny, można by przedstawić kod tych sygnałów. Jak je odbierają chłopcy, jak dziewczyny. Rozwijać pewną wrażliwość. Bo np. chłopcy w Gdańsku, którzy tę dziewczynę napadali, nie mieli wyobraźni, co to znaczy dla młodej dziewczyny obnażenie publiczne. Dla niej to był gwałt. Oni zaś potraktowali to jako formę brutalnej zabawy. Bo nikt z nimi nie rozmawiał i nikt w nich nie wyrobił wrażliwości. To wyraz stępienia na to, co może czuć inna osoba. Mamy takie programy, ale one nie są realizowane. I to są tego efekty.