IZABELA LESZCZYŃSKA: Polska armia od 2010 r. ma zostać przekształcona w wojsko zawodowe. Poinformował o tym w wywiadzie dla DZIENNIKA minister obrony Radosław Sikorski. W sumie mamy mieć 120 tys. zawodowych żołnierzy. To dobry pomysł?
BOLESŁAW BALCEROWICZ: To jest bardzo dobra koncepcja, natomiast podejrzewam, że będą problemy z jej realizacją. Jak to zwykle bywa w Rzeczpospolitej, okaże się, że brakuje pieniędzy na przeprowadzenie tych zmian. Intuicyjnie zakładam, że grupa zawodowców będzie mniejsza niż 100 tys. ludzi.
Dlaczego wojsko zawodowe miałoby się sprawdzić w Polsce?
Sprawdza się w całej Europie. Wszystkie armie europejskie, poza szwajcarską i niemiecką, przeszły profesjonalizację albo zmiany w nich są bardzo zaawansowane. W Niemczech poważnie dyskutuje się ten temat. Polsce też taka armia jest potrzebna, bo przez ostatnie kilkanaście lat bierze aktywny udział w misjach poza granicami kraju. Nie sposób wysyłać na nie żołnierzy z poboru. Brakuje im motywacji patriotycznych, bo nie bronią ojczyzny. Nie mają też zachęty finansowej. Poza tym zadania na misji są tak skomplikowane, a sprzęt coraz bardziej technologicznie zaawansowany, że nie podołaliby.
Co stanie się, jeśli Polska zostanie zaatakowana? Czy nie okaże się, że nagle brakuje nam ludzi po zasadniczej służbie wojskowej nauczonych posługiwać się bronią?
Proszę wymyślić realny scenariusz ataku na Polskę z lądu, powietrza, morza w ciągu najbliższych 20 lat. Czy coś przychodzi pani do głowy? Nie. Kilka lat temu w książce bdquo;Pokój i nie-pokój” przedstawiłem dziesięć takich wizji i badałem na ile są prawdopodobne. Okazało się, że nie są. Prześledźmy megatrendy rozwojowe: kończy się masowa produkcja uzbrojenia, skończyły się czasy masowych wojen. W czasie operacji wojskowych nie dokonuje się już masowych zniszczeń, zastąpiły je uderzenia precyzyjne.
Jesteśmy jednak partnerami Stanów Zjednoczonych, które prowadzą bardzo odważną, a według niektórych komentatorów wręcz agresywną politykę międzynarodową. Czy nie ma ryzyka, że wplączemy się w międzynarodowy konflikt?
Trudno mi wyobrazić sobie, by jakieś państwo chciało nas zmusić do czegokolwiek.
Ale wróg USA może chcieć pograć na nosie naszemu sojusznikowi, atakując Polskę.
To prawda. Po pierwsze, powinniśmy być gotowi, mam tu na myśli infrastrukturę i organizację, by przyjąć pomoc państw NATO. Po drugie, powinniśmy być także zdolni do prowadzenia wspólnej obrony, gdy zostaną zaatakowani sąsiedzi, np. Litwa i Słowacja. Po trzecie, musimy być zdolni do niesienia pomocy innym członkom NATO, a to już działania ekspedycyjne. Wojsko z poboru nadaje się do obrony ojczyzny, natomiast wojsko zawodowe właśnie do ekspedycji.
Zagrożeń blisko naszych granic nie ma. Wobec tego armia zawodowa jest nam potrzebna tylko po to, by tłumić niepokoje tysiące kilometrów od nas?
Nie należy myśleć, że w czasie pokoju armia służy tylko do ćwiczenia i defilowania, a w czasie wojny tylko do zabijania. To mit. Armia jest narzędziem do realizowania polityki państwa. Za pomocą wojska można realizować politykę tak samo, jak za pomocą dyplomacji i środków ekonomicznych. Na Bałkanach dławiliśmy zagrożenie, w Iraku prowadzimy politykę.
W polskiej armii ma być 30 tys. rezerwistów. To pomysł zaczerpnięty z USA, gdzie istnieje Gwardia Narodowa. Amerykańscy oficerowie, którzy wracają z Iraku, twierdzą, że gwardziści to już nie to samo patriotyczne wojsko z poboru, które znamy z czasów wojny wietnamskiej. Brakuje mu motywacji, ma niskie morale.
Nie ma rozwiązań idealnych. Wśród gwardzistów rzeczywiście największym problemem jest motywacja. Ale też brak inteligencji, bo do armii nie pchają się chłopcy z wysokim IQ. Niemcy bronią swojego poboru, bo twierdzą, że u nich jest prawie powszechny, to znaczy, że do wojska nie trafiają najgorsi. Stuprocentowy pobór jest w Szwajcarii, Szwecji, Norwegii. Natomiast w Polsce obejmuje zaledwie 20 proc. młodych mężczyzn, ale tych najsprawniejszych intelektualnie, ekspansywnych omija. Jeśli tak ma wyglądać polski pobór, to lepiej, by było wojsko zawodowe.
Bolesław Balcerowicz, generał rezerwy, strateg i analityk wojskowy
"Wojsko zawodowe sprawdza się w całej Europie. Polsce też taka armia jest potrzebna, bo przez ostatnie kilkanaście lat bierze aktywny udział w misjach poza granicami kraju. Nie sposób wysyłać na nie żołnierzy z poboru" - mówi w rozmowie z DZIENNIKIEM gen. Bolesław Balcerowicz, strateg i analityk wojskowy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Powiązane
Reklama
Reklama
Reklama