Dziennik Gazeta Prawana logo

"Polska, panna przed maturą"

12 października 2007, 14:25
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Nie ma większego kompleksu niż kompleks polski. Że my niedorajdy, złodzieje, bałaganiarze, przegrani, pogardzani, biedniejsi, słabsi, w przedsionku salonu trzymani. Jakże cienką mamy skórkę. Tu o nas coś napiszą – i afera. Tu z nas zażartują – i skandal - pisze w DZIENNIKU Tomasz Lis.
Czy Polska jest sexy? A jakże. Sądząc po mężczyznach, których właśnie wybrała na swych wodzów, można powiedzieć, że ma nawet pewne skłonności do perwersji. Z faktu, że rządzą Polską ci, którzy rządzą, wyciągam więc wniosek zupełnie inny niż ci, którzy uważają, że jest to ostateczny argument przekreślający jej seksapil. Z pewnego punktu widzenia można dojść do wniosku, że Polska w swym najnowszym wcieleniu jest wręcz uosobieniem urody i seksapilu.
Ma 17 lat, a jak mawiała moja babcia, kobieta nigdy nie jest bardziej urodziwa niż przed maturą. Wciąż dziewczyna, ale już prawie kobieta, wdzięk i świeżość, która nie potrzebuje makijażu, a tym bardziej botoksu, wciąż niewinna, ale już uświadomiona, świadoma rozkoszy przyszłości, a więc pełna spokojnego entuzjazmu. Czytając w „Dzienniku teksty pań i panów na zadane nam pytanie, mam wrażenie, że jedni patrzą na Polskę jak na wcielenie przenajświętszej panienki, inni zaś jak na wstrętną ladacznicę. Tymczasem Polska, jak każda atrakcyjna kobieta, fascynuje swoją niejednoznacznością. Dzisiejsza Polska jest sexy przez swoją nieodgadnioność i zmienność, a także, cóż, przez swoje ekscesy. Jakże banalne jest zakochanie się w Mariannie czy w Heldze. Miłość do Wandy jest czymś o wiele ciekawszym i pełniejszym. Trudna to bowiem miłość, taka, co serce wyrywa i w kość daje, taka, co wzrusza, ale i drażni. A w tej miłości są i ziarna nienawiści, nawet nie do Polski, ale do nas samych. Bo duma z Polski sąsiaduje w nas ze wstydem za Polskę, bo przekonanie, że my lepsi niż inni, prawdziwi patrioci i idealiści, sąsiaduje z koszmarnymi kompleksami, bo radość z odzyskanego śmietnika graniczy ze złością, że on nie taki jak byśmy chcieli.

Lustereczko, powiedz przecie...

Jeśli coś jest w Polsce, czyli w nas, zdecydowanie niesexy, to nasz stosunek do samych siebie. Bo największym ciosem w seksapil są ukryte kompleksy. A nie ma większego kompleksu niż kompleks polski. Że my niedorajdy, złodzieje, bałaganiarze, przegrani, pogardzani, biedniejsi, słabsi, nielubiami, odrzucani, w przedsionku salonu trzymani. Jakże cienką mamy skórkę. Tu o nas coś napiszą i afera. Tu z nas zażartują i skandal. Tu wykpią i oburzenie. Śmieją się z nas, a przecież to my daliśmy światu „Solidarność i Jana Pawła II, i na wszystkich frontach II wojny z faszystą walczyliśmy i komunistom się nie daliśmy, Powstanie Warszawskie zorganizowaliśmy, ale mylą je z powstaniem w getcie, komunizm obaliliśmy, a świat tylko o murze berlińskim, tyle sztukasów nad Londynem strąciliśmy, a honorów nam nie oddają, Żydów broniliśmy, a uznaje nas wielu za współodpowiedzialnych za Holocaust. Ignorancja innych w sprawie naszej historii może oczywiście irytować. Fałszerstwa i kalki na temat Polski mogą doprowadzać do białej gorączki. Na niesprawiedliwość ocen można się zżymać. Tu sprawa jest prosta. Jak nam gębę dorabiają, to trzeba z tym walczyć, głupoty i kłamstwa odkręcać. Nie należy tylko poddawać się neurotycznemu przekonaniu, że cały świat to układ co na naszą godność i prestiż dybie. Bo świat, prawdę mówiąc, za bardzo sobie nami głowy nie zawraca, czego Polacy najczęściej nie rozumieją. Doskonale to rozumieją polscy korespondenci za granicą, co to latami odbierają telefony z pytaniami „a co tam o nas i o tej aferze u nas mówią i piszą i latami budzili niedowierzanie, gdy zgodnie z prawdą odpowiadali — „nic nie mówią, nic nie piszą. Nie piszą? Czyli celowo nas ignorują? Nie, mają swoje sprawy. Nie problem w tym, że pawiem narodów Polska jest, choć czasem nim bywa. Problem w tym, że Polska nie potrafi docenić swej urody, za jej sędziego uznając zawsze obcego. Wiadomo, Polki najpiękniejsze są, „najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny, ale jak mówi to chłopo-robotnik i boa-grzechotnik, brzmi to jak zaklęcia. Co innego jak potwierdzi to jakiś ragazzi. A czy naprawdę trzeba nam lustereczka, by stwierdzić, że mamy powody do zadowolenia? Przeżyliśmy i przepiliśmy komunizm, nie pozabijaliśmy się, komunizm obalając, gospodarkę postawiliśmy z głowy na nogi, mamy wciąż kulawą, ale całkiem solidną demokrację, nie musimy już pytać „wejdą czy nie wejdą?, a od unijnego Mikołaja dostajemy wielkie pieniądze, co nam się należą. Że drogi u nas dziurawe, klatki schodowe często zasikane, stadiony przedpotopowe? Prawda. I co z tego? No to zbudujemy autostrady i stadiony, a na klatkach nos zatkamy, bo przecież tak z dnia na dzień i z roku na rok sikać na nich nie przestaniemy. Krótko mówiąc, kilka zmarszczek nie pozbawia jeszcze kobiety urody, bo pięknej, dumnej kobiety nie pozbawi urody nawet czas, póki jest w niej blask, póki jest w niej wynikająca ze świadomości swej kobiecości duma.

Życie z kompleksami
Większym problemem Polaków, niż to, jacy jesteśmy, bo jesteśmy jak inne narody, jest fakt, że bardzo siebie nie lubimy. U nas nawet pełne egzaltacji stany uniesienia i histerii są podszyte niechęcią do samych siebie. Naród przeżywa piękne chwile, bo spontanicznie wpada po śmierci papieża w stan współodczuwania, ale na horyzoncie wciąż pytanie czy świat widzi jak cierpimy, czy widzi, jacy jesteśmy głębocy i wrażliwi, czy widzi, że my wartościami żyjemy, a nie komercją jedynie? A że podejrzewamy, iż świat nie widzi albo widzi jednym okiem, wpadamy w złość i dalejże ujadać, że na Zachodzie śmierci papieża aż tak jak u nas nie zauważyli, choć to Polak przecie, ewentualnie, że cały ten Zachód głupi jest i nierozumiejący, ewentualnie samobiczowanie, że my popadamy w ekstazę, a wszystko to sztuczne i nieprawdziwe. Czyli znowu żółć i złość, na innych, na siebie, na kogokolwiek. A że siostrą kompleksów jest arogancja, to i złości u nas i zawiści więcej niż gdzie indziej.
I znowu. Nie nasze kompleksy są największym problemem, lecz fakt, iż właśnie są legalizowane. Bo my z kompleksów się wyleczymy. Miliony już na Zachód wyjeżdżają i radzą sobie, i karierę robią, więc umiemy, więc, przepraszam, Polak potrafi. Widzimy młodych ludzi we Francjach, Irlandiach i Wielkich Brytaniach — ani od naszej młodzieży ładniejsi, ani bardziej pracowici. Ot, jak w życiu tacy i owacy, w gruncie rzeczy podobni. Problem w tym, że obecna władza jakoś te nasze kompleksy legalizuje. Na dwa sposoby. Po pierwsze, wmawia nam, że najlepszy okres w naszej historii od prawie trzystu lat, a ostatnie 17 lat to właśnie taki czas, to w gruncie rzeczy wielka porażka. Że było i jest złodziejstwo? Prawda. Że były układy? Prawda. Że wiele rzeczy zawalono? Prawda. Tyle że w najmniejszym stopniu nie umniejsza to gigantycznego sukcesu Polski, który akurat świat zauważył i docenił. Jeśli potrafimy umniejszyć nasze zwycięstwo, to jak mamy się z niego cieszyć i jak mają nas podziwiać inni? A niestety żaden polityk nie powiedział nam w zeszłorocznej kampanii — „kochani, nie wszystko nam się udało, ale mamy powody do dumy, bo dokonaliśmy rzeczy wielkich. To znaczy powiedział nam to jeden polityk i do tego prezydent, tyle że amerykański, na Wawelu. Że mówienie o sukcesach gorzej się w kampanii sprzedaje niż mówienie o nieszczęściach i szukanie winnych? A kto to wie, skoro nikt tego pierwszego nie spróbował. Nie powiedziano nam, że dokonaliśmy wspaniałych rzeczy, a teraz musimy się jeszcze sprężyć, by dogonić świat, co nam się uda. Pogładzono nas jedynie po główkach, że nam się nie powiodło, ale to układ, postkomuna, szara sieć. Nie padły żadne słowa, które pobudziłyby naszą wyobraźnię, zachęciły do lotu, zainspirowały, dały nadzieję, że szczęście i pieniądze możemy znaleźć tu, u siebie. Owszem, mówił w swym lipcowym exposé premier, że Polska potrzebuje sukcesu, ale potem mówić przestał. Bo jakoś szafa Lesiaka i agenci WSI interesowali go bardziej.

Wiara w sukces jest sexy!

Nie ma więc co wbijać Polakom do głowy, że Polska to Rywinland albo Ubekistan. Trzeba nam, tak, dokładnie, wbić do głowy, że nie jesteśmy gorsi od innych, że damy radę, że warto zagrać o najwyższą stawkę, że nie ma żadnego powodu, byśmy przegrali. Holenderski trener naszych piłkarzy nie nauczył ich w trzy miesiące grać w piłkę. To i owo im pokazał, ale przede wszystkim dał wiarę, że nie jesteśmy chłopcami do bicia, że nie warto wychodzić na boisko bez wiary w zwycięstwo, że gramy o złoto, a nie o honorową porażkę 1:2, że trzeba odśpiewać hymn, spojrzeć na kibiców i ruszyć do boju, gryźć trawę, nie odpuszczać, nie poddawać się, nawet jak nie idzie. To im Leo z Holandii wbił do głowy i proszę jak grają. I nagle reprezentacja, co wygrywać nie umiała, jest sexy. I to jak. MOTYWACJA! WIARA W SUKCES! KULT DRUŻYNY! DETERMINACJA! I już nas nie poszturchują, już nie kpią, już automatycznie przed meczem trzech punktów sobie nie doliczają. Szanują nas. Więcej. Boją się. Udało się? Tak. Trzask prask i jest drużyna. Zaszczepiona wiara w sukces dała sukces, sukces daje nadzieję na sukcesy jeszcze większe. I niech mi nikt nie mówi, że w polityce jest inaczej niż w piłce. Jeśli idzie o motywację, w niej podobnie. Narody odnoszą wielkie sukcesy, gdy mają przywódców, którzy wiarą w sukces potrafią zarazić. Potrafił Ronald Reagan. Potrafiła Margaret Thatcher. Potrafił Tony Blair.
A nic nie jest bardziej sexy niż sukces. Bo daje on zadowolenie, uśmiech i pewność siebie, które są jak afrodyzjak. Jesteśmy OK. To musimy sobie powtarzać. Bo jesteśmy. Taka wielka, zbiorowa autoterapia. Nie jesteśmy wyjątkowi. Jesteśmy normalni. A potrafimy być nadzwyczajni. Jak w to uwierzymy, uda się nam, a wtedy będziemy mieć zadowoloną z siebie Polskę. I „Dziennik nie będzie pytał, czy Polska jest sexy. Bo i o czym tu gadać, skoro wiadomo będzie, że jest. Tomasz Lis dziennikarz telewizyjny, twórca programów informacyjnych „TVN Fakty i „Wydarzenia. Członek Zarządu ds. programowych Telewizji Polsat. Prowadzi w Polsacie program „Co z tą Polską. Autor książek: „Jak to się robi w Ameryce, „Zawód korespondent, „LISt z Ameryki, „Wielki finał, „Kulisy wejścia Polski do NATO, „ ABC dziennikarstwa (współautor), „Co z tą Polską?, „Nie tylko fakty. Ostatnio opublikował „Polska, głupcze (2006) Dziennikarz Roku w 1999, laureat pięciu Wiktorów
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj