Dziennik Gazeta Prawana logo

"Służby uderzają celnie"

12 października 2007, 14:25
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Zemsta rosyjskich służb specjalnych z zasady powinna spotkać każdego zdrajcę; problem jednak w tym, że zbyt wielu byłych agentów uciekło za granicę - pisze w DZIENNIKU Oleg Gordijewski. były oficer KGB.

Gdyby długie ręce wywiadu miały dosięgnąć wszystkich, trudno byłoby uniknąć międzynarodowego skandalu, a konsekwencje polityczne byłyby dla Moskwy zbyt poważne. Właśnie dlatego służby skupiają się tylko na najbardziej niebezpiecznych z ich punktu widzenia zdrajcach.

Zabójstwami w Rosji zajmują się różne rodzaje struktury wywiadu; ale oczywiście wywiad zagraniczny SWR jest najlepiej wyszkolony i stosuje najbardziej wyrafinowane metody eliminowania niewygodnych ludzi. Jeśli chodzi o FSB, to jej agenci wykonują swoje zadania raczej topornie, o czym najlepiej świadczy żenujący zamach na byłego prezydenta Czeczenii Zelimchana Jandarbijewa; dwaj agenci zostali wówczas aresztowani tuż po tym, jak w samochodzie Jandarbijewa wybuchła bomba. A potem jeszcze publicznie przyznali się do swojego czynu.

W wywiadzie zagranicznym istnieje kilka oddziałów, których zadaniem jest tylko i wyłącznie przygotowywanie zabójstw. Bardzo ważną rolę pełni laboratorium chemiczne, czyli fabryka, w której przygotowuje się trucizny. Właśnie w takim miejscu powstała mieszanka, którą potem podano Aleksandrowi Litwinience. Substancja, którą mu zaaplikowano miała bardzo skomplikowany skład chemiczny; to nie był czysty tal, bo wówczas o wiele łatwiej byłoby zastosować jakąś odtrutkę. Do talu dodano kilka izotopów, które bardzo utrudniają leczenie.

Wywiad dysponuje najróżniejszymi truciznami; gotowe fiolki stoją sobie spokojnie na półkach w laboratorium, czekając na swój czas. Właśnie z tego laboratorium pochodził gaz, którego użyto w akcji sił specjalnych w teatrze na Dubrowce w Moskwie. Niestety, oprócz terrorystów zginęło wówczas wielu niewinnych ludzi. Jest także pewien rodzaj trucizn, którymi strzela się człowiekowi w twarz; natychmiastową reakcją organizmu jest wtedy zawał serca. A trucizna jest prawie nie do wykrycia.

Oprócz laboratorium istnieje w wywiadzie również specjalny dział techniczny, który zajmuje się produkcją „gadżetów służących do zaaplikowania ofierze trucizny. Bo samo sporządzenie specyfiku to jeszcze nie wszystko, trzeba go również w jakiś sposób podać. Czasami taką substancję, jak w przypadku Litwinienki, wystarczy rozpuścić w herbacie, ale stosuje się też bardziej wyszukane metody. Tak było na przykład w przypadku otrucia w 1978 r. bułgarskiego dysydenta Georgi Markowa; ugodzono go parasolką, której szpikulec był wypełniony rycyną.

Do likwidowania ofiar używa się także najróżniejszych pistoletów, długopisów i tym podobnych przyrządów. Zarówno trucizna, jak i przybory są skrzętnie dobierane do każdego zabójstwa, podobnie zresztą jak osoba, która wykona wyrok.

Każdy przypadek jest traktowany indywidualnie. Najczęściej agent jest werbowany specjalnie spośród osób, które mają styczność z ofiarą bliskich, znajomych lub kolegów z pracy. W tej chwili wiadomo już, że Litwinienkę próbował otruć Rosjanin zwerbowany przez służby w Rosji jeszcze przed ucieczką Aleksandra na Zachód. Obaj siedzieli razem w więzieniu pod koniec lat 90.

Tego mężczyznę o imieniu Andriej zwolniono z więzienia właśnie dlatego, że podpisał lojalkę na współpracę z służbami i wyraził zgodę na pomoc w działalności operacyjnej. Miał się zaprzyjaźnić z Litwinienką, by przez niego dotrzeć do Borysa Bierezowskiego i zlikwidować go. Bierezowski był jednak zbyt dobrze chroniony i długie ręcę służb specjalnych okazały się zbyt krótkie. Postanowiono więc wykorzystać go do pozbycia się Aleksandra Litwinienki, gdy ten zaczął być dla Moskwy szczególnie niebezpieczny.

Oleg Gordijewski jest byłym pułkownikiem KGB. W połowie lat 70. podjął współpracę z brytyjskimi służbami specjalnymi. W 1985 roku KGB od swojego agenta w USA Aldricha Amesa (wówczas szefa kontrwywiadu CIA) dowiedziała się, dla kogo naprawdę pracuje Gordjewski. Natychmiast wezwano go do Moskwy; tam w czasie spotkania z zastępcą szefa wywiadu generałem Wiktorem Gruszko Gordijewskiego nafaszerowano narkotykami i próbowano wyciągnąć zeznania. Ten do niczego się jednak nie przyznał. Co więcej, gdy następnego dnia został zwolniony, natychmiast nawiązał kontakt z Brytyjczykami, a ci w bagażniku samochodu osobowego przerzucili go do Finlandii i dalej na Wyspy.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj