Gdyby długie ręce wywiadu miały dosięgnąć wszystkich, trudno byłoby uniknąć międzynarodowego skandalu, a konsekwencje polityczne byłyby dla Moskwy zbyt poważne. Właśnie dlatego służby skupiają się tylko na najbardziej niebezpiecznych z ich punktu widzenia zdrajcach.
Zabójstwami w Rosji zajmują się różne rodzaje struktury wywiadu; ale oczywiście wywiad zagraniczny SWR jest najlepiej wyszkolony i stosuje najbardziej wyrafinowane metody eliminowania niewygodnych ludzi. Jeśli chodzi o FSB, to jej agenci wykonują swoje zadania raczej topornie, o czym najlepiej świadczy żenujący zamach na byłego prezydenta Czeczenii Zelimchana Jandarbijewa; dwaj agenci zostali wówczas aresztowani tuż po tym, jak w samochodzie Jandarbijewa wybuchła bomba. A potem jeszcze publicznie przyznali się do swojego czynu.
W wywiadzie zagranicznym istnieje kilka oddziałów, których zadaniem jest tylko i wyłącznie przygotowywanie zabójstw. Bardzo ważną rolę pełni laboratorium chemiczne, czyli fabryka, w której przygotowuje się trucizny. Właśnie w takim miejscu powstała mieszanka, którą potem podano Aleksandrowi Litwinience. Substancja, którą mu zaaplikowano miała bardzo skomplikowany skład chemiczny; to nie był czysty tal, bo wówczas o wiele łatwiej byłoby zastosować jakąś odtrutkę. Do talu dodano kilka izotopów, które bardzo utrudniają leczenie.
Wywiad dysponuje najróżniejszymi truciznami; gotowe fiolki stoją sobie spokojnie na półkach w laboratorium, czekając na swój czas. Właśnie z tego laboratorium pochodził gaz, którego użyto w akcji sił specjalnych w teatrze na Dubrowce w Moskwie. Niestety, oprócz terrorystów zginęło wówczas wielu niewinnych ludzi. Jest także pewien rodzaj trucizn, którymi strzela się człowiekowi w twarz; natychmiastową reakcją organizmu jest wtedy zawał serca. A trucizna jest prawie nie do wykrycia.
Oprócz laboratorium istnieje w wywiadzie również specjalny dział techniczny, który zajmuje się produkcją „gadżetów” służących do zaaplikowania ofierze trucizny. Bo samo sporządzenie specyfiku to jeszcze nie wszystko, trzeba go również w jakiś sposób podać. Czasami taką substancję, jak w przypadku Litwinienki, wystarczy rozpuścić w herbacie, ale stosuje się też bardziej wyszukane metody. Tak było na przykład w przypadku otrucia w 1978 r. bułgarskiego dysydenta Georgi Markowa; ugodzono go parasolką, której szpikulec był wypełniony rycyną.
Do likwidowania ofiar używa się także najróżniejszych pistoletów, długopisów i tym podobnych przyrządów. Zarówno trucizna, jak i przybory są skrzętnie dobierane do każdego zabójstwa, podobnie zresztą jak osoba, która wykona wyrok.
Każdy przypadek jest traktowany indywidualnie. Najczęściej agent jest werbowany specjalnie spośród osób, które mają styczność z ofiarą – bliskich, znajomych lub kolegów z pracy. W tej chwili wiadomo już, że Litwinienkę próbował otruć Rosjanin zwerbowany przez służby w Rosji jeszcze przed ucieczką Aleksandra na Zachód. Obaj siedzieli razem w więzieniu pod koniec lat 90.
Tego mężczyznę o imieniu Andriej zwolniono z więzienia właśnie dlatego, że podpisał lojalkę na współpracę z służbami i wyraził zgodę na pomoc w działalności operacyjnej. Miał
się zaprzyjaźnić z Litwinienką, by przez niego dotrzeć do Borysa Bierezowskiego i zlikwidować go. Bierezowski był jednak zbyt dobrze chroniony i długie ręcę służb specjalnych okazały
się zbyt krótkie. Postanowiono więc wykorzystać go do pozbycia się Aleksandra Litwinienki, gdy ten zaczął być dla Moskwy szczególnie niebezpieczny.