Dziennik Gazeta Prawana logo

"Niepoprawny politycznie lewicowiec"

13 października 2007, 13:50
Ten tekst przeczytasz w 8 minut
Zorganizowana przez DZIENNIK warszawska debata o przyszłości lewicy (i liberalizmu), z udziałem najsłynniejszego dzisiaj lewicowego filozofa Slavoja Žižka, dowiodła, że najważniejszy front współczesnego konfliktu idei nie przechodzi między lewicą i prawicą, ale pomiędzy liberalizmem a jego krytykami i jawnymi wrogami - pisze Cezary Michalski, zastępca redaktora naczelnego DZIENNIKA.
Slavoj Žižek był w Warszawie wystarczająco szczery i odważny, aby to przyznać. I to w dodatku mając naprzeciw siebie dwoje dobrze filozoficznie przygotowanych dyskutantów broniących liberalizmu: Andrzeja Walickiego i Agatę Bielik-Robson. Najbardziej zaskakującym morałem z tej dyskusji, trwającej blisko cztery godziny, przy tłumnym udziale nie tylko lewicowej młodzieży szczelnie wypełniającej aulę Collegium Civitas w Pałacu Kultury i Nauki - było zaskakujące odkrycie, że współczesna lewica nie boi się zapożyczeń terminów z tradycji, którą jeszcze pół wieku temu delegalizowano za jej bliskość z europejskim faszyzmem. To już nie tylko jawne zapożyczenia z Fryderyka Nietzschego i Carla Schmitta (nazywanego po wojnie "jurystą Hitlera"), którego przez blisko pół wieku lewicowi intelektualiści nie czytali ze względu na jego kolaborację z reżimem nazistowskim w pierwszych latach po zniszczeniu Republiki Weimarskiej. To także specyficzna celebracja przemocy i odrzucenie humanistycznych ideałów liberalizmu na rzecz ideałów i postaci znanych wcześniej wyłącznie z tradycji radykalnej prawicy europejskiej.

Przemoc wyzwolona 11 września
Slavoj Žižek wygłosił w DZIENNIKU IDEI radykalną apologię przemocy. Jego zdaniem liberalizm ukrywa prawdę o człowieku jako istocie, która dopiero poprzez przemoc, świadomie zastosowaną do przetworzenia siebie i świata, wydobywa się z królestwa zwierząt. Jednocześnie ostro krytykował obietnice liberalizmu, że to liberalna demokracja w połączeniu z wolnorynkową gospodarką "zakończy historię". Że poprzez maksymalizację bogactwa, zaspokojenie ludzkiego dążenia do szczęścia, a także poprzez emancypację kobiet, a później także mniejszości obyczajowych czy etnicznych, doprowadzi do budowy globalnego, bliskiego utopii społeczeństwa, w którym człowiek będzie żył pozbawiony jakiejkolwiek konfrontacji z przemocą.

Podobnie jak dla Jeana Baudrillarda czy paru innych współczesnych filozofów lewicy, także dla Žižka zamachy z 11 września 2001, a następnie "wojna Zachodu z terroryzmem" ujawniły utopijność liberalnego projektu budowy świata bez przemocy. Nawet o torturach stosowanych przez amerykańskich żołnierzy wobec Irakijczyków podejrzanych o terroryzm Žižek mówił z nieukrywaną fascynacją jako o zdarzeniu, które raz na zawsze niszczy hipokryzję człowieka Zachodu chcącego w sobie widzieć byt wyzwolony z potrzeby przemocy, choćby stosowanej w najbardziej pierwotnie rozumianej walce o przetrwanie.

Z jego ust można było usłyszeć motywy, wcześniej znane z pism prawicowych tradycjonalistów. Mówił o prymacie prawdy nad szczęściem jednostki, będącym tylko antropologicznym złudzeniem. Przywoływał postacie bojownika i świętego jako tych, którzy wymuszają na uwiedzionej przez liberalizm jednostce akceptację prawdy o własnym losie.

Žižek podkreślał wielokrotnie, że pozostając myślicielem lewicowym, odrzuca Marksa i wybiera Lenina - z jego "skokiem do królestwa wolności", z jego arbitralną decyzją o zastosowaniu rewolucyjnej przemocy w Rosji, gdzie nie było żadnych społecznych warunków do budowy społeczeństwa socjalistycznego.

Liberalna obrona prawa do szczęścia
Odpowiadając Žižkowi, Andrzej Walicki bardzo przytomnie demaskował podobieństwo lewicowej i prawicowej apologii przemocy, a także obecną w obu nurtach antyliberalnej tradycji pochwałę władzy spersonalizowanej - np. władzy autorytarnych przywódców - w stosunku do bezosobowej władzy ekonomicznych interesów czy liberalnych praw. Jego zdaniem człowiek nowoczesny, przyzwyczajony do pewnego zakresu indywidualnej wolności i godności, nie zaakceptuje proponowanego mu przez Žižka powrotu do Lenina. Będzie wolał podlegać władzy bezosobowych praw niż przemocy innego człowieka - obojętnie, czy będzie to antyliberalny lewicowiec czy prawicowiec obiecujący mu królestwo niebieskie.

Zdaniem Walickiego Žižek wpycha liberalizm w objęcia prawicy. Wykorzystuje oszustwo terminologiczne, jakiego dopuścili się np. amerykańscy neokonserwatyści, utożsamiając liberalizm z neoliberalizmem, totalną władzą rynku. Aby następnie przedstawić się przerażonemu nagim kapitalizmem mieszczaninowi jako skuteczni moraliści potrafiący obronić państwo, rodzinę i religijne wartości przed nieokiełznaną siłą pieniądza.
Walicki bronił też przed Žižkiem lewicowego liberalizmu. Przypomniał, że od czasów Johna Stuarta Milla prawa ekonomiczne, w tym prawo do godnego życia, zostały przez część liberalizmu zaliczone do kardynalnych praw jednostki, dla których obrony państwo może się także posłużyć narzędziem redystrybucji bogactw.

Z kolei Agata Bielik-Robson broniła przed Žižkiem podnoszonego przez liberalizm prawa jednostki do "mieszczańskiego" szczęścia. Porównała Žižka do Szczurołapa z baśni braci Grimm, który aby zemścić się na bogobojnych mieszkańcach jednego z niemieckich miast, wyprowadza na zagładę wszystkie dzieci konserwatywnych mieszczan, zauroczone wygrywaną przez niego na flecie melodią. Jej zdaniem Žižek świadomie adresuje swoją pochwałę politycznej i religijnej przemocy do młodzieży wychowanej w liberalnym zakazie myślenia o przemocy, a nawet przyznawania się do własnej nią fascynacji. Žižek z rozbawieniem zaakceptował to porównanie, podkreślając jednak, że to właśnie brak refleksji nad przemocą systemową kapitalizmu i liberalizmu, brak wiedzy liberałów o tym, jak bardzo rynek niszczy tradycyjne struktury społeczne, a także jak głęboko liberalizm represjonuje rzeczywiste potrzeby ludzkiego gatunku - jest źródłem najpoważniejszych błędów Zachodu. Łącznie z całkowitym niezrozumieniem przez naszych polityków i intelektualistów, dlaczego pojawienie się w Trzecim Świecie zachodnich misjonarzy i przedsiębiorców było witane z tak ogromną agresją. I dlaczego niewinny z pozoru projekt krzewienia demokracji i wolnego rynku w skali globalnej zaowocował wojnami i terrorem.

Przeciwko lewicowej hipokryzji
Žižek budował konsekwentnie swój wizerunek niepoprawnego politycznie lewicowca także w części debaty, w której odpowiadał na pytania publiczności. Na pytanie jednej z obecnych na sali feministek, o stosunek do emancypacji kobiet i mniejszości obyczajowych czy etnicznych, odpowiedział prowokacyjnie, że zarówno feminizm, jak i tak zwana lewica mutlikulturalistyczna są najskuteczniejszymi sojusznikami kapitalizmu i liberalizmu - co z jego punktu widzenia jest ich wadą. Pozwalają rozwiązywać napięcia pojawiające się w obrębie liberalizmu bez zmiany systemu. Czynią też skuteczniejszym rynek, wypowiadając nowe potrzeby, które kapitalizm bardzo chętnie i z korzyścią dla siebie zaspokaja. Dość jednoznacznie szydził przy tym z kobiet z amerykańskiej wyższej klasy średniej, które używają języka emancypacji jako narzędzia ułatwiającego ich własną karierę w elitach liberalnego społeczeństwa. Jego zdaniem, u feministek z klasy średniej, a także u całej nowej lewicy, zanika zdolność do całościowej krytyki kapitalizmu jako systemu generującego społeczne napięcia i nierówności. Nie podobało mu się nawet to, że lewicowe skrzydło amerykańskich Demokratów rozważa problemy meksykańskich imigrantów w kategoriach etnicznych (jako represję białej większości na latynoskiej mniejszości), zapominając o kluczowym problemów imigrantów jako wspólnoty rozbitej i rozproszonej, pozbawionej związków zawodowych czy innych form społecznej samoorganizacji pozwalających bronić własnych praw ekonomicznych.

Z podobną bezwzględnością potraktował osobę z widowni, która zadała mu pytanie o możliwość alternatywnego rozwoju rewolucji rosyjskiej. Choćby w duchu utopijnych wizji późnego Trockiego, bez przemocy i bez dyktatury. Stwierdził, że Stalin jedynie został zmuszony do zapobieżenia katastrofie społecznej, jaką zaowocowały romantyczne eksperymenty wczesnego leninizmu.

Žižek, który przyjechał do Warszawy na zaproszenie DZIENNIKA, wystąpi jeszcze dzisiaj o 18.00 z wykładem w redakcji "Krytyki Politycznej" przy ulicy Chmielnej 26/19. Warto sprawdzić, czy w otoczeniu młodych lewicowców będzie się zachowywał tak samo, jak podczas sporu z obrońcami liberalizmu.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj