Tomasz Butkiewicz: W latach 70-tych był Pan w opozycji. Czuł Pan, że interesuje się Panem SB?
Maciej Rayzacher: Wiedziałem, na co się decyduję i na to, że będę miał "przyjemności" z tego powodu. Było tak, że w pewnym momencie zabroniono mi wykonywania zawodu.

Kiedy?
Pod koniec lat 70-tych. Zdejmowano mnie planu filmowego. W rozmowach z dyrektorem Hubnerem (Zygmunt, dyrektor Teatru Powszechnego w tamtych czasach) zakazano mu obsadzania mnie w rolach większych niż halabardnika.

A w radiu i telewizji mógł pan wtedy występować?

Z telewizji i filmu właściwie zostałem wyślizgany. Ostatnią filmową była rola w Człowieku z żelaza Wajdy, ale to było w czasie karnawału Solidarności. Po stanie wojennym nie miałem pracy.

Znalazłem taką charakterystykę z 1976 roku: "Maciej Rayzacher, bardzo obrotny człowiek, wszędzie potrafi sobie załatwić źródło dochodów. Za przeczytanie książki w radiu otrzymuje 20 tys. złotych".
Te stawki to jakieś kompletna bzdury. To jakiś donosiciel napisał?

Tę informację przekazał esbekom Maciej Damięcki.
Maciek Damięcki? On się u nich zatrudnił?

Był współpracownikiem SB, pod pseudonimem Bliźniak.

Zaskoczył mnie Pan. To bardzo przykre.

Esbecy chcieli, aby Damięcki się z Panem zaprzyjaźnił. Czy tak się stało?

Nigdy się nie zaprzyjaźniliśmy. Nie traktowałem go poważnie.