Wicepremier Waldemar Pawlak jest przewodniczącym komisji trójstronnej. I jak sam podkreśla - wielkim miłośnikiem dialogu. To dało o sobie znać, gdy związkowcy w JSW postawili rząd pod ścianą, żądając kokosów za zgodę na giełdowy debiut spółki. Pawlak też go blokował, domagając się dialogu z załogą. Górnicy swoje dostali i wycena spółki będzie mniejsza, niż zakładał rząd.

Teraz wicepremier ma znów okazję wykazać się zdolnością do dialogu - na własnym podwórku. Resort bez podania przyczyn podziękował szefom Wałbrzyskiej Specjalnej Strefy Ekonomicznej, mianując na ich miejsce osoby o wątpliwych kompetencjach w dziedzinie kontaktów z inwestorami. Za to kojarzone z PSL. Choć "kojarzone" to złe słowo na określenie kogoś, o kim na stronie PSL piszą "nasza koleżanka" i kto startował z list ludowców w wyborach.

Samorządowcom pewnie by to nie przeszkadzało, gdyby nie fakt, że jedna z nich szefowała ośrodkowi doradztwa rolniczego, a druga po roku zarządzania legnickim ZUS została zdymisjonowana za doprowadzenie go na ostatnie miejsce w wewnętrznym rankingu. Teraz te osoby mają pomagać w negocjacjach z koncernami typu Toyota czy General Electric. Tym razem więc gminy powiedziały "dość".

46 samorządów ze strefy, w której pracuje ponad 30 tys. osób, nie chce się zgodzić na to, aby jak za czasów SLD "Staszek sprawdzał się w biznesie". Chodzi im o konkretne korzyści: półtora tysiąca miejsc pracy i kolejne zainwestowane miliardy złotych. Ruch należy do Pawlaka. Bo jeśli chce dialogu, powinien ustąpić.