Wygląda na to, że głównym inicjatorem licytacji jest profesor historii na KUL Mirosław Piotrowski. Jest on w świecie polskich partii, zwartych, związanych żelazną dyscypliną, kimś wyjątkowym. W roku 2004 r. został wybrany do europarlamentu z listy LPR. W latach 2009 i 2014 – z listy PiS. Za każdym razem wkrótce po wyborze zrywał z formacją, która go wystawiła, wybierając los singla. Jak twierdzą koledzy ze Strasburga – nie chciał oddawać części swoich funduszy partyjnym centralom.

W jaki sposób więc ponownie dostawał miejsce na listach? Pod presją ojca Rydzyka. Choć Piotrowski wypowiada się zwykle z umiarem i ma dobre relacje z politykami różnych stron, jest stałym gościem w Radiu Maryja i wykłada w Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Zarazem jest popularny w Lublinie. Przed prawie pięcioma laty Kaczyński umieścił go na drugim miejscu listy, a sam udzielił mocnego poparcia startującemu z miejsca pierwszego prof. Waldemarowi Paruchowi. Ale Piotrowski go przeskoczył.

Teraz prezes PiS zamierzał pominąć chronicznie nielojalnego Piotrowskiego. Ten zaś przeszedł do kontrataku. Samodzielnie? – Jak znam naturę tej polityki, nie jest tak, że ojciec Rydzyk coś mu kazał. Ale nie jest też tak, że ojciec Rydzyk o niczym nie wie. Zamierza posługiwać się szyldem nowej partii w rozgrywkach z nami – tłumaczy polityk PiS.

Zgłoszenie Prawdziwej Europy do rejestracji ujawniono zaraz po kolejnej uroczystości w Toruniu. Czołowi politycy PiS podrygiwali tam w takt sakralnej muzyki, ale musieli też wysłuchać napomnień abp. Andrzeja Dzięgi w sprawie zakazu aborcji. Sam ojciec dyrektor w ostatnich miesiącach wyrażał niezadowolenie z powodu linii pisowskiego rządu. Przy czym dość niejasne zastrzeżenia programowe mieszały się z żalami finansowymi. Toruń zabiega o znacznie większe fundusze na rozbudowę uczelni i na muzeum Jana Pawła II, niż oferuje mu rząd.

Gdy prześledzić ostatnie trzy lata, widać gołym okiem, że wpływ ojca dyrektora na wielką politykę systematycznie się kurczył. Symboliczne było tu zwłaszcza odejście z rządu Antoniego Macierewicza i Jana Szyszki. Nie wygląda też na to, aby PiS sposobił się przed wyborami do twardszego kursu w sprawach światopoglądowych. Na wyjazdowym klubie w Jachrance Kaczyński zniechęcał posłów już nie tylko do przepychania ustawowego zakazu aborcji eugenicznej, lecz także do ponaglania w tej sprawie Trybunału Konstytucyjnego.

Politycy PiS przekonują jednak, że Tadeusz Rydzyk zadowoliłby się większym wsparciem finansowym i umieszczeniem na listach do europarlamentu kilkorga związanych z nim polityków – to ostatnie ma znaczenie głównie prestiżowe. Poseł Piotrowski ma być jednym z nich. Innym jest znana z poparcia dla antyszczepionkowców europosłanka Urszula Krupa. Nawet gdy szef Radia Maryja zaczyna od napomnień, że PISF dał pieniądze na film „Kler”, kończy sugestią, że jego instytucje i przedsięwzięcia dostają mniej.

Ludzie związani z Kaczyńskim przekonują, że ojciec Tadeusz jest świadomy zagrożeń czyhających na końcu tej awantury. Strata paru procent przez PiS w wyborach do europarlamentu niekoniecznie musi dać mandaty listom wskazanym przez Toruń. Może się za to zmienić w porażkę prawicy w wyborach sejmowych. Gdyby do władzy doszła obecna opozycja, toruński ośrodek zostałby widowiskowo pozbawiony wszelkich gratyfikacji, a może nawet rozliczony z tego, co dostał wcześniej. Dlaczego więc ojciec Rydzyk igra z ogniem? Bo zawsze był twardym negocjatorem – pada objaśnienie.

Słychać, że w sprawie Piotrowskiego Kaczyński się upiera i nie wiadomo, kto miałby ustąpić. Ale nie wiadomo też, jakimi pociskami naładowane są działa ojca dyrektora. Jego najbardziej znani faworyci typu Antoniego Macierewicza czy Anny Sobeckiej już dali do zrozumienia, że wolą ciepłe miejsca w PiS niż wyprawę w nieznane. Na podorędziu jest kilku sfrustrowanych polityków typu bezbarwnego Andrzeja Jaworskiego z Gdańska. Kaczyński przeniósł go do państwowego biznesu, aby pozbyć się go z Sejmu; potem pozbawił wszelkich funkcji, a ostatnio doprowadził do wyrzucenia z partii – za bojkotowanie kampanii Kacpra Płażyńskiego.

Dziś więcej wskazywałoby na to, że dojdzie do kolejnego kulawego porozumienia Nowogrodzkiej z Toruniem – około lutego lub marca.

Lecz ambicje redemptorysty to niejedyny kłopot. Innym jest kształtujący się antyeuropejski blok narodowców z ruchem Janusza Korwin-Mikkego. Grupy te poniosły jednak druzgocącą klęskę w wyborach samorządowych. A ich rozmowy z łagodnym w tonie, niejednoznacznym wobec Unii europosłem Piotrowskim też skończyły się fiaskiem.

Lęk Kaczyńskiego przed frondą po prawej stronie może być więc mocno na wyrost. Tym niemniej wcześniejsze wybory sejmowe, jeszcze przed europejskimi, pogrzebałyby ostatecznie to zagrożenie. Przemawiają za tym ruchem i inne argumenty. Wystąpienie prezesa PiS w Jachrance nie niosło nowych przesłań ani nie mobilizowało wyborców. Przy kłopotach z własną agendą i przy aferalnych zarzutach na karku targi z ojcem Rydzykiem mogą być problemem drugoplanowym.