Pakt dla kultury to przedsięwzięcie szlachetne. Tak, państwo powinno dbać o kulturę. Nieco gorzej już jednak brzmi to, że rząd wprowadza kolejny wydatek sztywny – do 2015 r. wydatki na kulturę mają pochłaniać 1 proc. budżetu. Pomijam już, że to deklaracja brzmiąca wirtualnie, bo gdy sytuacja budżetowa będzie ciężka, rządząca ekipa zawsze znajdzie furtkę, by tę obietnicę potraktować swobodnie, choćby stosując księgowe sztuczki. Istotne jest to, że pakt dla kultury skupia się na początek na tym, co powinno być na końcu.

Reklama

Wzmocnienie kultury polskiej zaczyna od pieniędzy. Wątpliwe, że ludzie zaczną więcej czytać lub chodzić do teatru, jeżeli państwo dostarczy jeden procent na kulturę. Trudno uwierzyć, że w wyniku tak rozumianego paktu produkcja filmowa zapewni nam prestiżowe miejsca na liczących się światowych festiwalach. Nie spodziewam się, że od wprowadzenia sztywnego wydatku i powołania dwóch komitetów, które mają go kontrolować, wszystkim zrobi się lepiej. Że nasze często niestety zapyziałe, zaśniedziałe biblioteki publiczne czy muzea staną się dzięki temu miejscami tętniącymi życiem. Taki efekt to raczej zasługa ludzi, którzy się takimi miejscami zajmują na najniższym, lokalnym szczeblu. Ich zapału i energii. Od jednego procenta w budżecie nie wzrośnie w sposób lawinowy liczba zapaleńców ani dobrych pomysłów.

Mam nadzieję, że pakt dla kultury będzie wspierał istniejące inicjatywy ludzi zaangażowanych, jak choćby takich, którzy zmieniają oblicze warszawskiej Pragi, wydających często na realizację projektów własne pieniądze. W materiałach dotyczących paktu nie doczytałem się jednak, czy jest tam brana pod uwagę kwestia wspierania mecenatu prywatnego. Niestety pakt wywodzi się raczej z myślenia, że dla kultury najwięcej dobrego mogą zrobić państwo i pieniądze od niego. Niekoniecznie tak musi być.

Przypomnę losy Państwowego Instytutu Wydawniczego – kilkanaście lat temu wiodącego wydawnictwa. Przez te lata PIW w sposób wręcz modelowy zniwelował swoją pozycję wydawcy, popadł w długi i przestał być konkurencyjny dla firm prywatnych. Z drugiej strony dysponuje on dużym majątkiem. Pamiętam różne pomysły dotyczące prywatyzacji PIW. Żaden z nich nie został zrealizowany. Za to PIW znowu wyciąga ręce w stronę państwa, chce, by darowano mu długi. I tak właśnie wygląda mecenat kulturalny państwa.

Wydatki na działalność kulturalną to teraz mniej więcej 0,8 proc. budżetu. Kiedy wielość ta wzrośnie do 1 proc., wszystkim ma się zrobić lepiej. Tak jakby to 0,8 proc. przez te całe lata nic nie dawało.

W latach 90. zajmowałem się analizowaniem wyników czytelnictwa w Polsce. Były kiepskie, równie kiepskie jak teraz. Czy dzięki dosypaniu pieniędzy ludzie rzucą się na książki, do bibliotek? Wątpię. Przeszliśmy pewną zmianę cywilizacyjną i po prostu czytamy mniej, między innymi z powodu dostępu do mediów elektronicznych. Ale kwestia dotyczy również oferty ze strony samych twórców, którzy paradoksalnie potrafią radzić sobie znacznie lepiej od instytucji kultury. Nie dbają o mecenat, tylko piszą książki po nocach i wydają je w prywatnych wydawnictwach. I może z tej właśnie strony warto czekać na dzieła ważne, wielkie, porywające wyobraźnię, takie, które przyciągną wielką publiczność. Bez paktu dla kultury.