Dziennik Gazeta Prawana logo

Szmata a sprawa polska

29 listopada 2007, 02:37
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Uwielbiam te rzadkie chwile, kiedy któryś z kolegów awansuje. Czasem, jak już przewalą się przez jego gabinet zastępy załatwiaczy i pochlebców, zaprasza i mnie. Idę sobie wtedy korytarzem powoli, bacząc, by mnie zauważono, i się napawam" - pisze w DZIENNIKU znany publicysta Robert Mazurek.

Iluż ja mam wtedy przyjaciół, ilu kumpli z dawna niewidzianych próbowało się właśnie do mnie dodzwonić, ale numer zgubili, ilu ludzi z wypiekami na twarzy czyta moje arcymądre felietony! O nic mnie nie proszą, po prostu koniecznie musimy się spotkać, zjeść lunch, napić się kawy, wódki, czegokolwiek. Doceniają mnie ludzie, lubią, ot co. Dość szybko okazuje się jednak, że nie będę wiceprezesem, wicedyrektorem, wicenaczelnym (bo moi awansowani przyjaciele wiedzą, że do żadnej roboty się nie nadaję). Wtedy entuzjazm korytarzowych znajomych nieco słabnie. Tak, tak, zdzwonimy się, to do następnego razu, miło było cię zobaczyć.

Dotychczas takie wygibasy były specjalnością telewizji, za przeproszeniem, publicznej, w której każdy nowy szef witany był taką słodyczą, że z miejsca przestawał herbatę słodzić, ale w miarę przejmowania przez politykę zwyczajów świata show-biznesu, również i te praktyki trafiły do ministerstw, agencji, prokuratur.

O właśnie, prokuratur. Kilkunastu prokuratorów na kilka dni przed odejściem władzy starej bezceremonialnie ją skrytykowało, zachowało e-maile, SMS-y, mają corpus delicti. Heroizmem wykazali się też prokuratorzy krajowi, którzy - jak oznajmił nowy minister - przyznali, że były "pewne błędy". A wypaczenia, panowie? A wypaczenia też były? Jakby to pięknie brzmiało: "Ziobryzm tak, wypaczenia nie!". Obu prokuratorom pomogło to jak umarłemu kadzidło, bo robotę i tak stracili, co gorsza, zdaje się, że twarz również, ale ich przykład poszedł w świat.

I tak inny pan, rzucony na odcinek pilnowania "Rzeczpospolitej", wysypał wiceministra skarbu, że ten chciał sprzedać gazetę, doniósł na niego prokuraturze i przede wszystkim mediom. I czeka. Na awans, rzecz jasna. W MSZ z kolei jeszcze inni panowie, niezadowoleni ze swej pozycji, spotykali się z opozycją, donosząc na szefową. Im bliżej było do wyborów i im większe były szanse opozycji, tym tych panów było więcej i tym chętniej się spotykali. Teraz biorą, co swoje.

Władza nowa, jak każda, niby wie, że ufać takim ludziom nie można, niby wie, że przy pierwszej okazji i ją zdradzą, ale jakoś zawsze z ich usług korzysta. Może daje się uwieść, w końcu kto nie lubi być komplementowany? Ale może - i to wersja optymistyczna - wierzy, że i brudną szmatą można posprzątać. Można, panowie, ale częściej można się pobrudzić.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj