Dziennik Gazeta Prawana logo

Przepis na mazurka

20 marca 2008, 01:21
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Co roku tabuny bliższych lub dalszych znajomych uważają za arcydowcipne obdarowanie mnie z okazji Wielkanocy mazurkiem. Pięć lat temu do grona dowcipnisiów dołączyła moja małżonka i w niedzielę wielkanocną urodziła mi całkiem dorodnego Mazurka, przez co córka obchodzi urodziny "przechodnie", bo to przecież nonsens, aby świętowała je w jakiś wtorek, prawda? Ale ja nie o dzieciach, ja o ciastach - pisze publicysta DZIENNIKA Robert Mazurek.

Kiedy mnie tak świątecznie obdarowują, minę mam nietęgą, bo zwykle są to cukiernianie specjały, które owszem, wyglądają nie najgorzej, ale zjeść się ich nie da. Niemniej znajomi, dumni z pomysłu, domagają się komplementów. To może zamiast tych komplementów przepis (autentyczny, wielopokoleniowy, sprawdzony) na naprawdę pysznego mazurka? Nazywał się w oryginale skromnie - mazurek królewski - ale pod tą nazwą kryje się kilka zupełnie różnych receptur, więc swojego ochrzciłem jako Pana Mazurka. Piekę sam, co jest dowodem na to, że może tego dokonać przeciętnie uzdolniony orangutan. Ale do rzeczy. Najpierw robimy kruche ciasto:

2 - 3 żółtka,

1 łyżka cukru,

szczyptą soli,

kilka (co najmniej 4) łyżki kwaśnej śmietany.

Wszystko to w jakimś garnuszku mieszamy.

Obok na tortownicy (desce, blacie - czymkolwiek) rozsypujemy:

1/2 kg mąki,

drobno posiekaną kostkę masła (margaryny).

Wszystko zagniatamy i ciasto gotowe. Jak za suche - dolewamy śmietany. Trzeba je teraz ułożyć na blasze do pieczenia (niezbyt grubo - jakieś dwa centymetry, nie więcej) i upiec. Drodzy panowie, ciasto piecze się na oko - ma być rumiane i nie surowe. Takie upieczone dziadostwo wygląda dość podle i takoż smakuje. Robimy więc polewę, od której zależy smak specjału.

2 szklanki cukru,

1/2 szklanki mleka,

1/2 kostki masła.

Wrzucamy do rondelka i na ogień. Jak już sobie poskwierczy (mieszamy!) dodajemy 2 łyżki kakao. Jak ktoś ma fantazję, może dodać trochę kawy. Wszystko to się w garnku gotuje, gęstnieje, a my nie przestajemy mieszać, bo inaczej katastrofa gotowa. Jak nam się znudzi, a masa będzie mniej więcej gęsta - wylewamy to na upieczone ciasto. Po rodzinnej bójce o to, kto ma prawo do wylizania rondla, przystępujemy do dekoracji, czyli wrzucamy na masę czekoladową wszystkie bakalie (orzechy, migdały, rodzynki plus kolorowa posypka), które nam zostały z Bożego Narodzenia. Aha, resztki pierogów z grzybami i kapustą oraz wigilijny karp średnio się sprawdzają.

Całość jest pyszna i ma jakieś dwa miliony kalorii, więc żeby to spalić, startujemy w najbliższym biegu maratońskim. Do zobaczenia na starcie!

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj