"Bierzemy pod uwagę hipotezę, że maniak-piroman podpalił auto, nie wiedząc, do kogo należy. Zakładamy, że jest sprawcą innych podobnych zamachów" - mówi DZIENNIKOWI rozmówca znający szczegóły śledztwa. Istnienie takiej hipotezy zasugerował również wicepremier i minister spraw wewnętrznych Grzegorz Schetyna. "Były również inne przypadki takich zdarzeń na Mokotowie" - mówił w radiu TOK FM.

Wśród innych tropów, jakie rozważają policjanci, pojawiają się również "psychofani" posłanki PO. To ludzie nie do końca zrównoważeni psychicznie, którzy w ostatnim czasie uprzykrzali życie Piterze.

Policja i ABW również nie wykluczają, że za podpaleniem też mogą stać ludzie związani z tzw. układem warszawskim. Tworzyli go samorządowcy, biznesmeni oraz gangsterzy, a Julia Pitera była jednym ze sztandarowych wrogów stołecznej sitwy.

Minister, która w kancelarii premiera Donalda Tuska zajmuje się zwalczaniem korupcji, nie chce się wypowiadać na temat domniemanych sprawców podpalenia. "Mam nadzieję, że to był chuligański wybryk" - ucina.

Wczoraj oficjalnie śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa na warszawskim Mokotowie. Od niedzieli sprawą zajmują się już policjanci z komendy stołecznej. Powołano już liczącą kilkanaście osób specgrupę składającą się z funkcjonariuszy wydziału terroru kryminalnego oraz Centralnego Biura Śledczego.

Przesłuchanych zostało już kilkunastu świadków niedzielnego zdarzenia. Policjanci przejrzeli również zapis z kamer monitorujących ulicę, przy której mieszka Pitera.

Należący do niej ford focus spłonął w niedzielę późnym wieczorem pod domem minister na warszawskim Mokotowie. Ogień pojawił się pod przednim kołem od strony kierowcy, spaliła się cała komora silnika. Ekspertyzy specjalistów wykluczyły, że auto zapaliło się same.

Pod przednim kołem odnaleziono również fragmenty tkanin, które mogły zostać nasączone środkami łatwopalnymi i stać się źródłem ognia. We wtorek do śledztwa prowadzonego przez policję przyłączyli się funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.