Decyzję podjęto po przeanalizowaniu materiałów ze śledztwa w sprawie podpalenia samochodu minister, zajmującej się w rządzie Donalda Tuska walką z korupcją. Ale ponieważ sama Julia Pitera prosiła, by ochrona nie rzucała się w oczy, zdecydowano się na wariant bardziej dyskretny.

Minister Pitera jest cały czas w kontakcie z policją. Na wypadek kolejnego ataku policjanci w pogotowiu czekają na każdy jej sygnał. Gdy tylko zauważy jakieś niebezpieczeństwo, ma alarmować mundurowych, a ci w mgnieniu oka zjawią się przy niej.

Policjanci są pewni, że samochód minister Pitery ktoś podpalił, ale wciąż szukają sprawcy. Na razie eliminują fałszywe tropy. Już wiadomo, że biegnący mężczyzna, którego widać na nagraniu z jednej z kamer przy ulicy, to nie podpalacz, a ochroniarz z pobliskiego budynku - dowiedział się dziennik.pl.

Prowadzący sprawę policjanci robią wszystko, by odnaleźć podpalacza. Przeglądają kolejne taśmy z monitoringu okolicznych ulic i instytucji. Przesłuchują świadków i sąsiadów minister Pitery.

Nieoficjalnie wiadomo, że są już ślady, które mogą doprowadzić do przestępcy. Śledczy nie chcą jednak zdradzać szczegółów, by nie spłoszyć podejrzanych. Zastrzegają też, że kolejny trop także może okazać się fałszywy.