Zwyczajny człowiek za taką jazdę straciłby od razu prawo jazdy - zauważa bulwarówka.

Reklama

W poniedziałek Jarosław Kaczyński jechał do Brzegu w obstawie dwóch radiowozów i samochodu BOR. Po terenie zabudowanym mknęli 120 km/h, później przyśpieszyli do 150 km/h.

To zupełnie nowy zwyczaj, by opozycja jeździła z taką pompą - zauważa "Super Express". Premier Tusk ograniczył obstawę Biura Ochrony Rządu dla Kaczyńskiego do jednego samochodu, więc prezes PiS postawił na nogi miejscową policję.

"Z prośbą o pilotaż zwrócił się do nas BOR. Musieliśmy więc zabezpieczyć kolumnę. A w niej o wszystkim decydują oficerowie. Także o prędkości" - tłumaczy się Maciej Milewski z komendy w Opolu. "Odniesiemy się do tej sprawy po otrzymaniu wyjaśnienia od naszego oficera" - odcina się w rozmowie z "Super Expressem" rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz.

Bulwarówka przypomina, że kierujący pojazdem uprzywilejowanym może nie stosować się do przepisów drogowych. Ale tylko w szczególnych przypadkach i pod warunkiem zachowania ostrożności. Spotkanie posła Kaczyńskiego z wyborcami w Brzegu do takich nie należy. W dodatku, pojazd uprzywilejowany powinien wysyłać sygnały świetlne i dźwiękowe. A tych drugich zabrakło.