Przeciwnicy prezydenta sięgają po coraz bardziej kontrowersyjne argumenty, które mają go nałonić, by podpisał traktat z Lizbony. Marszałek Senatu Bogdan Borusewicz właśnie obwieścił, że Lech Kaczyński "wyostrzył" swoje stanowisko, by znaleźć się w centrum uwagi i dostawać telefony od "tych największych, najwyższych, od prezydentów i od premierów, bo na to się skarżył, że takich telefonów nie ma".
"Prezydent znalazł się jakby na marginesie tej dyskusji, która dotyczy przyszłości traktatu. Chciał znaleźć się w centrum uwagi. Chciał też, żeby Polska znalazła się w centrum uwagi, ale to jest niedobry pomysł, żeby się znalazła w centrum (...) takiej uwagi" - tłumaczył marszałek Senatu w radiu TOK FM.
Zdaniem Borusewicza, gdybyśmy poddali traktat pod referendum w Polsce, "to jego zwolennicy by wygrali". "To na pewno byłoby ze szkodą dla PiS-u" - uważa polityk Platformy Obywatelskiej.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|