Jakie? Czy taśma, na której Karnowski miał żądać łapówki w postaci dwóch mieszkań, została zmontowana? Czy badaniem legalności działań CBA w tej sprawie zajmują się prokuratorzy - znajomi prezydenta Sopotu?
"Na razie nie mam linii obrony, bo nikt mi niczego nie zarzucił. Śledztwo toczy się w sprawie. To wszystko. Jak ogłaszał to w lipcu Donald Tusk, można było wątpliwości sprawdzić w trzy tygodnie. Nic takiego się nie stało. Dopiero kilka tygodni temu, po kilku miesiącach od ujawnienia nagrania, pobrano ode mnie próbkę głosu! Powinni to zrobić po tygodniu. A tak przy okazji to ciekawe, że kazano mi opowiadać dowcip, który opowiadałem znajomym trzy dni wcześniej. Przypadek? Może przypadek" - mówi DZIENNIKOWI Jacek Karnowski.
p
Jacek Karnowski: - Poseł Kurski sporo mówi. Do Rywina porównywał mnie latem, teraz ma obsesję, że jemu coś grozi, że chodzi za nim ABW, a ja jestem tego sprawcą. Kurski się myli. Choć
byłbym nieuczciwy, gdybym powiedział, że mu dobrze życzę.
Zdążyłem się przyzwyczaić do tego, że wokół mnie coś się dzieje. Jeszcze przed wyborami parlamentarnymi dochodziły mnie słuchy, że mam być aresztowany. Rok temu CBA zaczęła kontrolę
w sprawie Centrum Haffnera, kluczowej inwestycji miasta w Sopocie. Wobec mnie prowadzono 33 postępowania. Jak dotąd nic z nich nie wynikło, nawet nie byłem o nich informowany.
Sugerowanie, że wpływałem na prokuraturę, aby umarzała śledztwa, jest absurdalne. W czasach, którymi interesuje się CBA, to SLD i PiS, a nie PO rządziła prokuraturą. Kiedy wybuchła afera,
nagle CBA i prokuratura zaczęły odkopywać dawne śledztwa. Czuję się tak, jakby ktoś powiesił w Sopocie na drzewie ogłoszenie: kto ma coś na Karnowskiego - zapraszamy. I to ogłoszenie
działa.
Sęk w tym, że Julke poszedł z tą sprawą do prokuratury dopiero po trzech miesiącach od nagrania, że potem chciał nagrać premiera Donalda Tuska. Tylko że nie wiadomo, czy do prokuratury
trafił oryginalny nośnik nagrania.
Zrobiłem badanie nagrania z internetowej strony „Rzeczpospolitej”. Ekspertyza biegłego sądowego mówi, że nagranie jest sklejone z dwóch różnych kawałków.
Mam też inne, zasadnicze wątpliwości: z tej taśmy nic nie wynika. Tam są tylko mocne słowa. W sprawie mieszkań jeżeli chciał mnie złapać, a ja byłem skorumpowany, mogliśmy omówić
szczegóły transakcji. Ale się nie spotkaliśmy, bo ja sprawdziłem, że ta nadbudowa jest nierealna. Więc nie mógł mnie dalej nagrywać.
Na razie nie mam linii obrony, bo nikt mi niczego nie zarzucił. Śledztwo toczy się w sprawie. Jak ogłaszał to w lipcu Donald Tusk, można było wątpliwości sprawdzić w trzy tygodnie. Nic
takiego się nie stało. Dopiero kilka tygodni temu, po kilku miesiącach od ujawnienia nagrania pobrano ode mnie próbkę głosu! Powinni to zrobić po tygodniu. A tak przy okazji kazano mi
opowiadać dowcip, który opowiadałem znajomym trzy dni wcześniej. Przypadek? Może przypadek.
Niszczą. CBA próbuje zastraszyć mi urzędników. Jedna urzędniczka chodzi do CBA pięć razy i słyszy, że może jeszcze będzie wezwana następny raz. Prokuratura krajowa i CBA prowadzą
postępowanie w sprawie rusztowania, czy zostało legalnie postawione [chodzi o rusztowanie, którym urząd miasta zasłonił dom towarowy Sławomira Julkego – red.]. CBA żąda co chwila
tych samych dokumentów. To jest dręczenie.
CBA dziewięć miesięcy kontroluje dużą, poważną inwestycję, Centrum Haffnera. Nic nie znajdują, prócz 13 zastrzeżeń, które zostały obalone m.in. przez profesora Michała Kuleszę. Teraz
chcą przesłuchiwać radnych z ostatnich 10 lat. W takiej sprawie jak „afera Julkego” przesłuchuje się 10, 20 osób, i albo się coś znajduje, albo nie.
Od początku tej sprawy napisałem osiemnaście skarg na działalność CBA i prokuratury. Złożyłem pięć zawiadomień do prokuratury – w tym na Sławomira Julkego, o wprowadzenie w
błąd organów ścigania i na CBA o przekroczenie uprawnień.
Życzyłbym sobie, żeby kiedykolwiek ktoś zaangażował tyle osób w sprawę wyjaśnienia morderstwa. A krew mnie zalewa, bo służby działają co najmniej dwuznacznie. W lipcu, już po wybuchu
afery, CBA zgłosiło się do mnie z prośbą o pomoc w znalezieniu im siedziby w Sopocie. Odmówiłem. Już drugi raz.
Zarzuty w tym kraju stawia się bardzo lekko. Dwaj moi urzędnicy mają zarzuty za to, że chcieliśmy kupić samochód. Kierowcę jedenaście i pół godziny przesłuchiwano na okoliczność, czy ja
mu kazałem coś zrobić. Konserwator zabytków dostała zakaz pracy (uchylony przez sąd po kilku miesiącach), bo notatkę zamiast wpiąć do akt wsadziła do torebki. Z tych ludzi wyciskane są
zeznania na zasadzie: przesłuchajmy, może się złamią, może coś się znajdzie na Karnowskiego.
To postawmy jej zarzuty i rozstrzygnijmy to w sądzie. Według mnie tam nie powstanie nawet akt oskarżenia. Nie mam wymagań, żeby w służbach pracowali geniusze. Ale jak się mnie facet z CBA
pyta, jakie korzyści będzie miało miasto z tego, że hotel będzie większy? Co ja mam mu powiedzieć? Że więcej pracy, pieniędzy, wszystkiego?
Żałuję tylko, że nikt nie dotrzymał tego, co słyszałem w lipcu: że wyjaśnimy to szybko. Czy mam pretensję? Według mnie prokuratura jest nie do końca obiektywna. Mój pracownik dostaje
zarzuty, a propisowskie media godzinę przed tym, zanim wyjdzie z prokuratury, już wiedzą, że ma zarzuty.
Ostatnio w telewizji wystąpił Sławomir Julke i powiedział: ja nie wiem, czy on chciał to mieszkanie kupić czy je dostać, wiem że chciał wykorzystać swoje stanowisko służbowe. Żeby coś
załatwić. Czyli on sam nie wie, co miało być. Jednocześnie wychodzą jakieś jego śmierdzące sprawy. Ale on jest traktowany jak świadek koronny. Nikt go nie sprawdza.
Interesy pana Julkego to plątanina ciekawych spraw. W tej sprawie mógł się dogadać jeszcze z kimś z PiS. Julke próbował nagrać Tuska: i to zdetonowanie Tuska otworzyłoby inną stronę tej
afery. Byłby w PiS bohaterem. Julke ma biznes, dom handlowy w centrum Sopotu. Prowadzi normalne interesy. Nie jest w PiS. W Sopocie są całe zastępy facetów, którym zrobiłem w ich mniemaniu
krzywdę - bo nie płacili czynszu, bo mieli niezałatwione sprawy z miastem. Ale nikt nie posuwał się do takich historii.
Działacze lokalni PO się ode mnie nie odsunęli, w Sopocie mam duże poparcie wśród mieszkańców, ale w polityce jestem poza nawiasem. Staram się unikać spotkań z premierem. Jeszcze mu ktoś
zdjęcie zrobi.
Tak? To muszę zmienić. Nie widzieliśmy się od wybuchu afery. Ale uważam, że premier popełnia jeden błąd. To błąd niedocenienia i zostawienia w rękach opozycji CBA i IPN.
Ale nie byłoby błędem, gdyby tą sprawą zajął się inny prokurator. Nie z nadania rządu PiS, niezależny. I który nie zna Jacka Karnowskiego, tylko patrzy w dokumenty, przesłuchuje
świadków. Taki, który by sprawdził, czy druga strona mówi prawdę.
Tylko że od tego się wszystko zaczęło.
Ministerstwo Sprawiedliwości powinno powiedzieć: sprawdzam. Ile można prowadzić sprawę prezydenta jednego miasta? Tylko że takiego scenariusza nie będzie. Jeszcze rok, półtora roku
prokuratura z CBA będą mnie grillować. Odcinać po plasterku. Pewnie postawią mi dwa, trzy zarzuty, na przykład o niedopełnienie obowiązków. Popularny zarzut wśród samorządowców. Ale on
się nie obroni w sądzie. Potem sprawa będzie się ciągnęła kolejne trzy lata. A ja w tym czasie będę powoli gnił. Na pewien czas odejdę z polityki. Zahibernuję się. Mam rzadki zawód,
inżynier budownictwa, znam się na budowaniu mostów, mam doktorat z ekonomii.
Nie ubiegam się o reelekcję. Najpierw niech się wyjaśni ta sprawa. Działam na rzecz Sopotu. Mamy dobry budżet, miasto ma zero zadłużenia, jest przygotowane do środków unijnych. Centrum
Haffnera jest na ukończeniu, z podobnym udziałem miasta zbudujemy dworzec w Sopocie.
To najlepiej niech się tym zajmie ktoś spoza Polski. Nikt z prokuratury apelacyjnej czy okręgowej w Gdańsku nie jest moim znajomym, a tym bardziej kolegą. Prokuratora apelacyjnego widziałem 3
– 4 razy w życiu, raz rozmawiałem, a to trudno uznać za znajomość.