Sprawą kontraktu - jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy - zainteresowali się także oficerowie Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
>>>Dorn wygrał z MON bitwę o samoloty
ani w formie potwierdzenia, ani zaprzeczenia, o swoich zainteresowaniach bądź działaniach, bez względu na to, czy są podejmowane, czy nie" - ucina w odpowiedzi na nasze pytania ppłk Katarzyna Koniecpolska-Wróblewska, rzeczniczka Agencji.
>>>Dorn "węszy" przy samolotach dla VIP-ów
W maju ujawniliśmy, że boeing nazywany w świecie lotniczym "sierra papa lima lima golf" pod koniec ubiegłego roku został wypożyczony arabskiemu przewoźnikowi Dolphin Air. Oficjalnym szefem tej firmy lotniczej jest szejk Abdullah bin Zayed Al-Nahayan, były ambasador Emiratów w USA. Według raportu ONZ samoloty tej firmy, która wcześniej występowała jako Flying Dolphin, przez osiem lat woziły broń do Kandaharu w Afganistanie. Tam mogła ona trafiać w ręce talibów.
>>> Maszyny LOT-u latają dla handlarzy bronią
Dlatego od kilku miesięcy kontrolerzy LOT-u badali kulisy tego kontraktu. Jak się dowiedzieliśmy, niedawno zakończyli pracę. - powiedział nam jeden z menedżerów pracujących w LOT.
Dolphin Air nadal jest winny Centralwings ponad 300 tys. dolarów za loty organizowane dla pielgrzymów z poradzieckich republik do świętych miejsc islamu. Firma nie wywiązała się z kontraktu - piloci, którzy mieli mieć zagwarantowane klimatyzowane hotele w Dubaju, nigdy tam nie trafili. Za to baza dla jednej z załóg została urządzona w Kirgizji, dokąd m.in latał boeing. Co więcej, Dolphin Air nie pokrył rachunków za hotele załóg i nie ubezpieczył samolotu. Dlaczego zatem maszyna została wypożyczona tak niewiarygodnej spółce? - mówi nam menadżer LOT.