Podając się za pracowników Kancelarii Sejmu, dziennikarze "Faktu" zadzwonili do kilku posłów. "Przygotowujemy listę osób, które życzą sobie dopłat do wczasów. Czy dopisać do niej również pana?" - pytali.

Reklama

>>>Ziobro uczy się angielskiego z bratem

Michał Stuligrosz z PO od razu połłknął haczyk. "Jak najbardziej, proszę mnie uwzględnić. A czy dopłaty dotyczą jedynie wakacji na terenie kraju?" - dopytywał. Kiedy usłyszał, że refundowana będzi eteż część kosztów zagranicznych wojaży, nie posiadał się z radości. "Chciałbym pojechać do Chorwacji" - zdradził.

Poseł Stuligrosz - pisze "Fakt" - połaszczył się na oferowane przez nas 2 tys. złotych. Tymczasem do najbiedniejszych nie należy. W zeszłym roku zarobił ponad 180 tys. złotych. Do tego ma też sporo oszczędności, z których mógłby sfinansować wakacje dla siebie i rodziny, a nawet zaprosić znajomych. Na koncie posła leży 85 tys. złotych, ma 120 tys. złotych w obligacjach i 60 tys. złotych w funduszach inwestycyjnych.

Pazerny okazał się także nowy poseł SLD Sylwester Pawłowski. Kiedy "Fakt" zaproponował mu 2 tys. złotych, stwierdził: "Nie ma problemu, pojadę sobie do Zakopanego".

Także posłowie PiS z zadowoleniem przyjęli porpozycj dopłat do urlopów. "Żeby omówić z nami szczegóły dofinansowania wczasów, poseł PiS Jan Religa aż wyszedł z obrad komisji, w której zasiada. <Zawidz Kościelny koło Sierpca, jakieś 100 km od Warszawy>" - informował "Fakt" o wakacyjnych planach.