Andrzej Lepper funduje sobie przeloty rządowym samolotem - na weekendy do domu w Darłowie. W dodatku podróż uprzyjemnia sobie wykwintnym jedzeniem i napojami. Podczas trzech wojaży w lipcu Lepper zafundował sobie catering za prawie 2 tys. zł. To średnia pensja w naszym kraju!
Ale najwięcej będą nas kosztować same przeloty. Każdy lot Leppera w dniach 1, 22 i 25 lipca to 5 tysięcy złotych zabrane z państwowej kasy. Sam wicepremier do winy się nie poczuwa. "Nie latałem tam prywatnie, tylko służbowo na imprezy, które objąłem patronatem. A to, że przy okazji odwiedziłem rodzinę, to źle? Co, nie miałem dzieciaków zobaczyć? Pewnie, że można taniej tam dojechać. Najtaniej jest rowerem" - mówi bezczelnie "Dziennikowi Bałtyckiemu" Lepper.
Z kolei drugi wicepremier w szastaniu państwową kasą nie jest gorszy. Roman Giertych chciał się "pokazać" na ślubie kolegi z Młodzieży Wszechpolskiej. I pojechał na uroczystość dwiema rządowymi BMW. Oczywiście z ochroną. Innym razem wykorzystał dwie służbowe limuzyny, również z funkcjonariuszami Biura Ochrony Rządu, żeby wybrać się z żoną i ojcem na mszę. Cel zbożny, ale dlaczego my musimy za to płacić?
Do tego dochodzi kosmiczny absurd, czyli pomysł wyprawy trójki polityków - posłów SLD Joanny Senyszyn i Bogusława Wontora oraz senatora PO Andrzeja Persona - do Gujany Francuskiej, na konferencję poświęconą przestrzeni kosmicznej. Zaplanowali ją na wrzesień. To wydatek - bagatela - 33 tys. zł! Ale to nie przeszkadza posłance Senyszyn. "Nigdy nie byłam w Ameryce Południowej. A kosztami się nie zajmuję, bo płaci Kancelaria Sejmu" - mówiła bezczelnie w "Fakcie".
Zresztą długo by wymieniać. Przywilejów typu dygnitarska pensja, limuzyna, taksówki, ochroniarze i odprawy mają mnóstwo! Kosztuje to nas miliardy złotych.