Dziennik Gazeta Prawana logo

"Cieszę się sympatią pana Jarosława"

12 października 2007, 11:30
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Z humorem podeszliśmy do rewelacji prasy o naszym ślubie" - opowiada w wywiadzie dla "Vivy!" posłanka PiS Jolanta Szczypińska o spekulacjach na temat jej związku z premierem Kaczyńskim.
Krystyna Pytlakowska: No to kiedy ślub, pani Jolu?
Jolanta Szczypińska: O to trzeba zapytać dziennikarzy. Gdzie i o której godzinie. Mam nadzieję, że mnie wcześniej zawiadomią, żebym zdążyła sukienkę kupić.

Były już oświadczyny?
Nie (śmiech).

Może jednak ziarno zostało zasiane i trzeba czasu, by wykiełkowało?
Ma pani rację, nad niektórymi mężczyznami trzeba popracować. Są oporni w tym względzie. Kiedyś pisałam o tym, jak znani politycy prosili o rękę...

Były z tym problemy?
Ogromne. Bali się odrzucenia. Chyba większość mężczyzn tak ma. Ale teraz podobno kobiety przejęły inicjatywę i proponują małżeństwo.

Pani nie wygląda na kobietę, która pierwsza kupuje obrączki.
Nigdy bym tego nie zrobiła. Jestem staroświecka i nieśmiała.

Na tym zdjęciu jednak wyczuwa się jakieś fluidy i wielką czułość. Nie całujemy tak kogoś, kogo słabo znamy.
Oczywiście, że nie. Ja znam Jarosława od 16 lat. Nie jest dla mnie kimś obcym ani zwyczajnym.

Rzucanie się na szyję braciom Kaczyńskim nie jest więc u pani takie przypadkowe?
Myśli pani, że należy do rytuału? (śmiech). Naprawdę jestem dużo bardziej powściągliwa, ale ten moment w Sejmie był dla mnie szczególny. Po exposé nie mogłam ukryć radości. A może i nie chciałam.

Premier też jakoś tak specjalnie podstawił policzek do pocałunku. Chyba łączy was obopólna sympatia?
To prawda, cieszę się sympatią pana Jarosława. Myślę, że doskonale się rozumiemy.

Została pani przedstawiona mamie premiera?
Tak. Kiedyś byłam zaproszona do ich żoliborskiego mieszkania i miałam zaszczyt poznać panią Jadwigę. Wywarła na mnie ogromne wrażenie.

Myśli pani o premierze jak o przyjacielu, czy jak o szefie?
I tak, i tak. Proporcje zostają zachowane. Nie korzystam z jakichś przywilejów z tego powodu, że darzymy siebie sympatią.

Gdyby był żonaty, mógłby zostać prezydentem. Myślała pani o tym?
Tak, bo wizerunek męża stanu powinien być w otoczeniu żony, dzieci, nawet psa. Chociaż moim zdaniem to jest niesprawiedliwe, a Jarosław Kaczyński, chociaż nie jest prezydentem, i tak jest mężem stanu. To nie tylko moja opinia.

Na czym polega przyjaźń z takim człowiekiem jak pan premier?
Chyba na wielkiej delikatności. Trzeba pamiętać, jaki jest wrażliwy. Gryźć się w język, bo wielu ludzi chciałoby przeze mnie dotrzeć do niego, prosić o załatwianie jakichś spraw. A on wszystko traktuje bardzo poważnie i chciałby pomóc. Kiedy zachorowała jedna z moich koleżanek, wspomagał ją finansowo, bo była w bardzo ciężkiej sytuacji materialnej. I robił to anonimowo, nie dla poklasku. Do końca, do śmierci, nie wiedziała, kto przekazywał jej pieniądze. Przyjaźń z Jarosławem musi opierać się przede wszystkim na szczerości i zaufaniu.

Chodzicie czasem na kolację?
Kiedyś tak. Teraz nie ma czasu. Dawniej często mnie zapraszał do restauracji. Jest mężczyzną starej daty, szarmanckim, uważnym. Aż dziwne, że paparazzi nas nigdy nie zdybali.

Jaki jest prywatnie?
Normalny. Świetnie się z nim rozmawia. Opowiada dowcipy. Nie lubi lodów owocowych, za to czekoladowe pasjami. Zresztą ogranicza jedzenie co jakiś czas, bo ma tendencję do tycia. Prowadzi siedzący tryb życia, ciągle pracuje albo czyta, po kilka książek jednocześnie. Zawsze zadziwia mnie jego pamięć. Zapamiętuje wszystko, także twarze i nazwiska. Nie lubi światowego życia. Najchętniej spędza czas na lekturze i słuchaniu radia. Gazety tylko przegląda.

Komentowaliście te rewelacje prasy o ślubie?
Podeszliśmy do tego z humorem.

A może jesteście sobie przeznaczeni na jesień życia? Kiedy już oboje wycofacie się z polityki?
Nigdy nic nie wiadomo (uśmiech). Ja wierzę w przeznaczenie, a na wiele pytań odpowiedzi otrzymuję dopiero po dłuższym czasie. Jednego się nauczyłam: że trzeba ludziom mówić, co się czuje. Bo może być za późno. Niedawno straciłam kogoś bliskiego. Żałuję, że nie powiedziałam tej osobie: „Dobrze, że jesteś.

Powiedziałaby to pani premierowi?
Ja mu to nieraz mówię. On doskonale wie, że wywarł wielki wpływ na moje życie. Jest człowiekiem, który jak inni potrzebuje wsparcia duchowego, ma przecież i słabości. Zasługuje na kogoś, kto go doceni i zrozumie. Jest tak wrażliwy na nieszczęścia, na choroby, a przy tym bardzo skromny. Nie dba o blichtr, zewnętrzność. Chodził w jednych butach kilka lat, bo je lubił. Mówiłam: „Jarku, kup inne. A on, że po co, skoro te są takie wygodne. Teraz o jego wygląd będą dbać wizażyści i będzie to na pewno dla niego trudne.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj