Prężny, dynamiczny, przedsiębiorczy i zna się na rolnictwie. To zapewne dzięki tym cechom Klukowskiemu, byłemu posłowi Samoobrony, a następnie PiS, powierzono obowiązki prezesa ANR. By udowodnić, że nominacja była trafna, Klukowski zabrał się z entuzjazmem do pracy. Na początek podjął ważną decyzję o... zakupie luksusowych limuzyn dla siebie i swoich zastępców. Zapłacimy za to my, podatnicy - pisze "Fakt"!
Agencja, którą zarządza Klukowski, ogłosiła właśnie przetarg na zakup czterech bogato wyposażonych samochodów. Zamierza na to wydać - bagatela - 548 tysięcy złotych. Drogo, ale auta, którymi mają jeździć szefowie rządowej instytucji, nie mogą być zbyt skromne. Przecież chodzi o wysokich urzędników państwowych. Sama limuzyna dla Klukowskiego przyprawi o rumieniec zazdrości nawet członków rządu, którzy jeżdżą już niemodnymi lanciami.
W dokumencie stanowiącym podstawę przetargu prezes zażyczył sobie wiele elementów montowanych tylko w najdroższych samochodach. A więc, obok sześciu poduszek powietrznych, muszą być kurtyny powietrzne. By delikatny szum silnika o mocy ponad 140 KM nie zakłócał spokoju pana prezesa, z czterech głośników sączyć się będzie delikatna muzyka odtwarzana z płyt CD. O krystalicznie czyste powietrze w limuzynie zadba specjalny przeciwpyłkowy filtr.
Samochód ma być oczywiście czarny i dłuuuugi. Nie wiedzieć czemu, prezes zapragnął, aby jego limuzyna nie była krótsza niż 4,6 metra. Czyżby prezesowi chodziło o karawan pogrzebowy? Jeżeli bowiem w ten sposób Klukowski będzie dalej prowadził sprawy rolnictwa, to stanie się grabarzem polskiej wsi - wróży "Fakt".