Dziennik Gazeta Prawana logo

"To ambasador Turowski mówił, że przeżyły trzy osoby"

7 stycznia 2011, 12:12
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Osoby z wieży nie miały uprawnień
Osoby z wieży nie miały uprawnień/Newspix
"Ministrowie Arabski i Graś analizowali, jak się zachować, gdzie ma się odbyć shake-hand między premierem Tuskiem, a premierem Putinem, gdzie mają się uścisnąć. Dla nas było to porażające, urzędnicy na miejscu tragedii nie powinni się zajmować takimi rzeczami" – mówił w RMF FM urzędnik kancelarii Lecha Kaczyńskiego.

To kierownik wydziału politycznego ambasady RP w Moskwie, Tomasz Turowski jako pierwszy zaczął mówić o tym, że trzy osoby mogły przeżyć upadek Tupolewa pod Smoleńskiem – ujawnił w Kontrwywiadzie radia RMF FM urzędnik kancelarii prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Jakub Opara. "Pan ambasador mówił, że prawdopodobnie przeżyły trzy osoby, bo trzy karetki pogotowia zabrały trzy ciała, które okazywały znaki życia i zabrały je do szpitala w Smoleńsku" – mówił Opara w rozmowie z Konradem Piaseckim.

Informacja, która okazała się być fałszywa, zaczęła potem żyć własnym życiem.

Jednak to nie dezinformację współpracownik Lecha Kaczyńskiego ma za złe dyplomacie. "Do tej pory nie mogę uwierzyć, że zwłoki pana prezydenta, a nie były to jedyne zwłoki w tym miejscu (…) leżały na niebieskim brezencie w błocie. Największe pretensje mam tutaj do ambasady polskiej, która nie postarała się chociażby o jakiś symboliczny gest. Na przykład przykrycie zwłok pana prezydenta biało-czerwoną flagą." – podkreśla. Uwagę, że równie dobrze mogli o to zadbać urzędnicy kancelarii, którzy ściągnęli na miejsce katastrofy, kwituje: "to był bardzo trudny dla nas wszystkich czas…" – i w końcu przyznaje, że "może wina rozkłada się proporcjonalnie".

Opara, który – jak stwierdził – dotarł na miejsce około dwóch godzin po katastrofie, ujrzał na lotnisku obraz wielkiego chaosu. "Ludzie przeważnie w mundurach rosyjskich służb biegający, krzyczący różne niezrozumiałe słowa. Po płycie lotniska poruszały się karetki i inne różne samochody wojskowe, które były samochodami, na moje oko, z lat 60. Takie samochody można zobaczyć na filmach Barei" – opowiadał.

Jednak najbardziej wzburzyło urzędnika co innego: głośno prowadzona rozmowa ministrów Arabskiego i Grasia na płycie lotniska. "Analizowali sytuację: co zrobić, jak przyjedzie Jarosław Kaczyński, jak się zachować, w którym miejscu ma się odbyć shake-hand między premierem Tuskiem a premierem Putinem, gdzie się mają uścisnąć. Dla nas było to porażające." – mówił w Kontrwywiadzie.

"Kombinowali, jak zrobić, żeby spotkanie między Kaczyńskim a Tuskiem nie doszło do skutku. Mówili między sobą: a co zrobimy, jak podjedzie tędy? Wycofamy się w drugą stronę" – wspominał Opara. Jego zdaniem podwładni premiera bali się sytuacji, której nie kontrolują i nie wiedzieli, jak zachowa się Jarosław Kaczyński.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło RMF FM
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj