"Nie jestem dyktatorem, nie jestem autorytarna" – przekonywała w „Kropce nad i" Joanna Kluzik-Rostkowska. – "Nie oceniam siebie jako Lady Makbet. Nie uważam też, żeby Adam Bielan był szlachetnym królem Szkocji Duncanem. Nie jestem okrutna i krwawa" – zastrzegła.

Reklama

Według niej usunięcie Adama Bielana z PJN było w pełni usprawiedliwione. "Historia zaczęła się dwa miesiące temu, kiedy mieliśmy złożyć wniosek uzupełniający do nazwy stowarzyszenia. Były potrzebne podpisy tych samych 15 osób, które składały podpisy pod tą pierwszą rejestracją. W momencie kiedy zebraliśmy 15 podpisów Adam Bielan zamiast uwolnić te podpisy, żeby można było z nimi pójść do sądu, wziął te podpisy pod pachę i zniknął. To była moja ostatnia z nim rozmowa. Wziął również pod pachę stronę internetową" – opowiadała szefowa PJN.

Ze słów Kluzik-Rostkowskiej wynika, że jedynie euro poseł ma kody do stron PJN. "On tę stronę budował i jest jedynym człowiekiem, który ma władzę nad nią" – zaznaczyła. – "Tam pojawiały się tylko te informacje, które Adam uznał za stosowne. Nie mamy kodów, nigdy nie mieliśmy. Zawsze trzymał je w torebeczce" – dodała.

Jak podkreśliła, do sądu ostatecznie trafił wniosek o rejestrację ugrupowania z nowymi podpisami – osób innych niż w wersji pierwotnej. Skończyło się utratą zaufania. "Mogę mu teraz kupić chusteczki, żeby przestał już płakać" – skwitowała szefowa PJN. "Jeżeli Adam zdecyduje o powrocie do PiS, to życzę mu szczęścia" – podkreśliła.