W tej sprawie nie czuję się winny i z pewnością odpowiednie służby to wyjaśnią - mówił Sawicki pytany o aferę z taśmami, na których zarejestrowana została rozmowa Władysława Serafina i Władysława Łukasika, obu z PSL.

Reklama

Pytany w związku z tym o powody swej dymisji, odpowiedział: Cały łańcuszek, jak pan zauważył, pokazany także w innych obszarach, poza Polskim Stronnictwem Ludowym także, w strukturach samorządowych, nie tylko związanych z Platformą Obywatelską, ale również z innymi partiami politycznymi pokazuje, że ten proces czy ten system sprawowania władzy jest powszechny.

Sawicki podkreślał, że nieuprawnione jest w tym przypadku mówienie o korupcji. Tam mówiono o ewentualnym zatrudnieniu tego czy tamtego z rodziny, ale jak pan przejrzał publikacje, to problem polega na tym, że jeśli jest obszar, gdzie pracuje kilkanaście tysięcy ludzi, to wyeliminowanie zatrudnienia kogoś znajomego czy kuzyna nie jest łatwe - przekonywał.

Zapewniał, że czuje się niewinny w wymiarze i prawnym, i moralnym. Uważam, że w sytuacji, kiedy ja proponowałem panu premierowi na prezesa Agencji Rynku Rolnego człowieka, który po czterech latach publicznie mówi, że udawał nadzór nad jednostką jemu powierzoną, to w pewnym stopniu wystawia także mnie świadectwo, że nie trafiłem na osobę dobrą, że moja rekomendacja była zła - mówił jednak były minister rolnictwa.

Wspominając kulisy podejmowania decyzji o dymisji, przyznał, że nie ma żalu do prezesa partii Waldemara Pawlaka. Chyba PSL, po raz pierwszy jako partia polityczna w Polsce po przemianach w 89', pokazała - także tą decyzją - że nie funkcjonowanie, trzymanie się tych stołków, ale rozwiązywanie spraw, jest dla nas ważniejsze - wyjaśniał.