Zespół rządowych ekspertów wcześniej poinformował, że prosi prokuraturę o sprawdzenie fotografii uszkodzeń skrzydła samolotu. Prezentował je profesor Wiesław Binienda stojący za tezą, że nie było katastrofy a wybuch.

Antoni Macierewicz powiedział IAR, że różnice między zdjęciami, na które wskazują eksperci Laska, wynikają jedynie z odmiennej ostrości fotografii. Nie mogą więc stanowić dowodu rzekomego fałszerstwa. Poseł PiS jest przekonany, że zarzut fałszerstwa, który jego ekspertom postawili eksperci rządowi, jest częścią przemyślanej kampanii mającej odwrócić uwagę od kłamstwa smoleńskiego. Twierdzi, że za to kłamstwo odpowiada premier, który opłaca z państwowych pieniędzy zespół Laska.

Antoni Macierewicz stoi na czele parlamentarnego zespołu wyjaśniającego przyczyny katastrofy samolotu, którym w 2010 roku Lech Kaczyński leciał do Katynia. Uważa, że rządowi eksperci dopuścili się fałszerstw fundamentalnych dla kłamstwa smoleńskiego. Jednym z nich jest próba udowodnienia obecności generała Błasika w kokpicie maszyny tuż przed jej rozbiciem - powiedział Informacyjnej Agencji Radiowej.